Jerzy Łukaszewski: Historia liścia…8 min czytania

…z lewej strony drzewa

11.06.2020

Od razu wyjaśniam – tytuł nie jest żadną alegorią, przenośnią ani niczym takim.

Prowadząc od lat zajęcia z seniorami i trafiając na bardzo inteligentnych odbiorców, pozwalałem sobie na zabawę historią, prezentując te same czasy i wydarzenia z różnych punktów widzenia. Tak było np. w przypadku cyklu „Historia kuchni w Polsce”, kiedy to historia cukru buraczanego pokazała nieco inną stronę napoleońskiej blokady kontynentalnej. Podobnie z różnicami w traktowaniu ziemniaka przez Jana III Sobieskiego i Fryderyka Wielkiego.

I tak jest zawsze, aż dziw, że nie uczy się tego dzieci w szkole, bo wtedy ten przedmiot przestałby być zbieraniną sztywnych i nudnych formułek dopasowanych do pojmowania dziejów przez aktualnie rządzących. Uczyłyby się swobodnego myślenia, ponieważ każdy, także uczeń, może wynajdować sobie tysiące takich spojrzeń i ich wariantów, a na ich podstawie wyciągać własne wnioski.

Przypomniało mi się to podczas kolejnej wizyty w Czersku w Borach Tucholskich, gdzie wprawdzie mieliśmy do załatwienia rzecz konkretną – ostateczne uzgodnienia co do upamiętnienia partyzantki z roku 1919, ale przy okazji rozmów wyszły sprawy nieplanowane, a dla mnie najprzyjemniejsze.

Już sama podróż pociągiem obfitowała w piękne obrazy. Za oknem pole uprawne, nie mam pojęcia, co na nim rosło, ale …

Na środku pola pochylony nisko rolnik. Coś wyrywa, coś dłubie. Najdalej 50m od niego – sarenka. Wcina sobie ze smakiem produkt rolniczej pracy. Ona sobie, rolnik sobie, nikt nikomu nie przeszkadza, pełne zrozumienie i pokojowa koegzystencja.

Kiedy dojechaliśmy na umówione miejsce, a było nim miejscowe nadleśnictwo, byłem zbudowany zmianami, jakie zaszły na pomorskiej wsi. Jadąc przez opisywane przez siebie miejscowości, z trudem odnajdywaliśmy ślady dawnego życia. Większość budynków nowiutka, czyściutka z wyraźnym nastawieniem na turystykę. Zajazd nad Brdą to kilkanaście (!) budynków, w których oprócz restauracji mieszczą się pokoje mieszkalne, spa, oczka wodne, sale do zabaw dla dzieci w dni niepogody i czort wie co jeszcze.

Dla pełni szczęścia do obiadu przypętał się kot, z którym jako miłośnik tych zwierząt dzieliłem podane pierogi z sarniną. Kot zjadł dwa. Doceniłem, że pozostawił mi coś na talerzu i wydrapałem go solennie.

Co chwila zaskoczenie. Pan nadleśniczy po krótkich (dosłownie w 5 min) uzgodnieniach co do procedur, które trzeba przejść w interesującej nas sprawie i podpowiedziach jak to zrobić szybko i bezboleśnie, wdał się z nami w rozmowy historyczne.

I to było dopiero ciekawe. Dowiedziałem się od niego np. o zasobach archiwów nadleśnictw, do których chyba mało kto zagląda spoza branży leśnej, a zawierających nader ciekawe rzeczy. Z jego opowieści dowiedziałem się m.in. o zmianach jakie zaszły w lasach od czasu pierwszego zaboru. O dosadzaniu na siłę nowych gatunków drzew i nie tylko, o zmianach w całym ekosystemie, a sam już sobie dośpiewałem, dlaczego tak się działo. Najogólniej – było to komuś potrzebne (vide wspomniany ziemniak). Chyba mało kto z historyków brał do tej pory takie współzależności pod uwagę. „Rozbiory Polski, a stan lasów” – słyszał ktoś kiedyś taki temat? Ja nie.

Rozmawiając o partyzantce w Borach, mającej tradycje co najmniej od czasów krzyżackich braliśmy już pod uwagę te zmiany w szacie roślinnej, ale nie tylko. Nie miałem pojęcia, że już od początku XIX wieku odbywało się systematyczne osuszanie Borów słynących z bagien i moczarów znakomicie ułatwiających działanie rozmaitych watażków niezależnie od tego czy akurat trwała jakaś wojna, czy też po prostu zajmujących się działalnością gospodarczą na polu rozbójniczym.

Nadleśniczy opowiedział mi o całym systemie rowów odwadniających, widocznym na przechowywanych w archiwach starych mapach, o sztucznych kopcach, na których sadzono drzewa (m.in. dęby), które nie wyrosłyby na bagnie itd.

Znajomość tego systemu odwadniającego byłaby bardzo przydatna dziś, kiedy grozi nam susza i potrzebne byłyby działania przeciwne. W tych archiwach jest niemal gotowa odpowiedź na te problemy, tylko zajrzeć.

Itd., itd.

Nie będę streszczał całości rozmów, ale powiem jedno – jeśli spojrzeć na historię Borów Tucholskich z tej perspektywy, wiele wydarzeń owianych legendami staje się nagle jasne i proste, wręcz oczywiste.  Wystarczy zadać sobie podstawowe dla historyka pytanie „dlaczego?” i rusza opowieść o niby tym samym, a jednak nieznanym świecie.

Wniosek – zawsze można się czegoś nauczyć. Dodałbym – zawsze trzeba się uczyć, ten kto uważa, że na dany temat wie już wszystko zwyczajnie cofa się w rozwoju. Wiem, to truizm, ale tu miałem jego żywy i świeży dowód.

Już tylko z własnej ciekawości odwiedziliśmy cmentarz jeńców wojennych z I wojny światowej, gdzie leży ponad 5 tys. ludzi zmarłych głównie z powodu szerzących się w tych obozach chorób.

Drewniana brama z prawosławnym krzyżem i długie szeregi grobów.

Dodatkowo na końcu tego cmentarza jest grób opisywanego w książce o Czersku Franciszka Gnacińskiego, jednego ze słynnych w 1919 roku braci prowadzących bój z Grenzschutzem. Dlaczego tam? Odpowiedź jest prosta i przykra. Żaden ksiądz nie chciał się narazić Niemcom, grzebiąc Franciszka na cmentarzu parafialnym, a próbowano w kilku parafiach. Pochowano go więc „byle gdzie” – wśród jeńców.

Tablica na cmentarzu też może niejednego zaskoczyć. Prawosławny krzyż mógłby sugerować, że leżą tam jeńcy rosyjscy – Rosjanie, ale …

Przecież w armii rosyjskiej służyli także Polacy. Oprócz tego leżą tam Anglicy, Rumuni, Włosi, Serbowie, Francuzi, a nawet trzech Portugalczyków. Ewidencja pochowanych znajduje się w urzędzie miejskim w Czersku.

Jeszcze jedna refleksja przy okazji tego cmentarza. Pojechałem tam ze sponsorem całego przedsięwzięcia, bardzo zamożnym biznesmenem. Lata temu, podobnie jak ja, należał do grupki zapaleńców zajmujących się renowacją starych, nieraz zapomnianych cmentarzy. Nie jest historykiem, ale te prace na cmentarzach zaraziły go historią. Cmentarne zajęcia wyrobiły w nim ciekawe odruchy.

Chodzimy między grobami. Niektóre kamienne krzyże są przekrzywione. I co robi pan biznesmen? Łapie za krzyż, prostuje go i butami za kilka tysięcy utwardza ziemię wokół. Aż się uśmiechnąłem, bo u niego to był odruch bezwarunkowy. Elegancki garnitur, drogie buty — nieważne, ten krzyż trzeba poprawić! Znam ten odruch, ale cieszyłem się, że u niego pozostał. A potem wlazł w tym utytłanym garniaku i brudnych butach do swojej wypasionej bryki i pojechaliśmy dalej.

Dlaczego o tym piszę? Mało ważne? Myślę, że ważne, bo pokazuje, że kiedy człowiek jest autentycznie w coś zaangażowany, to w nim zostaje na zawsze. Odruchy pozostają i moim zdaniem świadczą na jego korzyść. Ergo – warto się czymś pasjonować, to czyni nas lepszymi.

A co jest nam dziś bardziej potrzebne?

Na koniec coś mniej optymistycznego. W styczniu Rada Gminy przegłosowała uchwałę o postawieniu pomnika upamiętniającego wydarzenia z 1919 roku. Potem nastąpił sprzeciw jednego (!) radnego – nie powiem z jakiej partii – i Rada wstrzymała wykonanie uchwały. Uważacie państwo to za normalne?

Pan radny mimo moich nalegań nie przedstawił ŻADNYCH rzeczowych i udokumentowanych argumentów za swoim „nie”, ale dopiął swego. To dość istotne, bo pokazuje, na jakim etapie jest nasza obywatelskość, jak sami traktujemy samorządy (a pretensje mamy do „wiadomych sił” o „określonych kół”). Jak często lokalne zaszłości i powiązania rodzinno- towarzyskie są ważniejsze, niż zły przykład, jaki daje się mieszkańcom, szczególnie młodym, lekko traktując obowiązujące prawo.

Tu sprawa się udała, ale nie dzięki obywatelom, a nadleśniczemu, który (uprzednio przestudiowawszy publikacje dotyczące problemu) wydał zgodę na postawienie pomnika (głaz narzutowy), ponieważ on nie musi się liczyć z niczyim zdaniem (!). Teren, na którym to ma stanąć należy do nadleśnictwa i żaden radny z żadnej partii nie ma tam nic do gadania.

Optymistyczne? Średnio bo pokazuje to samo, choć z drugiej strony sporu.

Jeszcze długa droga przed nami zanim będzie normalnie.

A póki co cieszę się sarenką na polu i kotem przy obiedzie. Dla mnie to jest normalne.

Jerzy Łukaszewski

Zdjęcia autora

One Response

  1. PK 12.06.2020