Ernest Skalski: Mordobicie na m/s Titanic10 min czytania

()

tannenberg[70185]2016-08-30.

Nie wiadomo, a przynajmniej ja tego nie wiem, raczej domyślam się, dlaczego Nowoczesna tak zjechała, a Platforma względnie dobrze się trzyma. Co by nie sądzić o przemyślnych sondażach i nędznie wynagradzanych ankieterach, jeśli poparcie dla PO jest ponad dwa razy większe niż dla N, to wiadomo czego się trzymać.

Po przegranych wyborach Platforma zadołowała, ale złapała równowagę. Zaryzykowałbym stwierdzenia, że i ona ma swój stały elektorat. Nie powiem „żelazny”, ten termin rezerwuję dla PiS, bo tam jest emocjonalnie motywowana zbiorowość. I nie są to emocje płoche, powstające i znikające pod wpływem przelotnych czynników. Wynikają one po części z usytuowania społecznego i z osobowości zainteresowanych. Ośmielam się odwołać do tego co o wyborcach PiS już tutaj, w SO, napisałem – Ernest Skalski: Obrażeni i poniżeni. Zaś w przypadku Platformy możemy raczej mówić o klienteli wyborczej, zbiorowości widzącej w tym wyborze interes, a nie ideę, czy nieco mitologiczne wartości, cokolwiek pod tym rozumiemy.

Podeprę się anegdotą z ”Dekamerona”. Paryski kupiec ubolewa, że jego przyjaciel, Żyd nie może dostąpić zbawienia, więc go nawraca. Skutecznie, lecz ów przed przyjęciem chrztu rusza do Rzymu, zapoznać się z centralą, co kupca wpędza w panikę. Bo przyjaciel rozmyśli się kiedy zobaczy, że tam rozpusta, przekupstwo, nepotyzm, świętokradztwo. Ale Boccaccio zaskakuje: nawracany utwierdza się w wierze, widząc że tam rozpusta, przekupstwo, nepotyzm, świętokradztwo, a przy tym Kościół trwa już czternasty wiek.

Platformiany brak jakiejś przyszłościowej wizji jest bolączką celebrytów, zawiedzionych w swych uczuciach do Platformy i komentatorów politycznych, członków szeroko rozumianej klasy politycznej. To ich głosy, których odmówili Platformie, mogły być tymi które doprowadziły do jej przegranej. Jednakże nie są oni w stanie poczuwać się do odpowiedzialności za to, że mamy rządy PiS. Winą za przegraną III RP nadal obarczają Platformę, bo z nich to zdejmuje wszelką odpowiedzialność.

Te osiemnaście procent, dzisiejsi potencjalni wyborcy PO, to prawie trzy miliony osób, z pragmatycznym podejściem do polityki i polityków. Na nich raczej nie robią wrażenia ośmiorniczki i zegarek ministra Nowaka. Może je zrobić warszawska prywatyzacja, lecz nie przeważy szali. Nie wydaje się by podobało się im postępowanie Schetyny, bo choć chyba nie bardzo ich obchodzą wewnętrzne problemy partii, to woleliby ją widzieć zwartą. Lecz jednocześnie tenże wyborca widzi i czuje, że dopóki rządziła Platforma, to mógł się nie przejmować polityką, bo było normalnie, a teraz przestaje być. Bo czuł się pewniej i bezpieczniej w Europie, bo nie musiał się wstydzić za Polskę. I do tego na korzyść Platformy przemawia jej kapitał polityczny, to że lepiej czy gorzej, ale jest w stanie rządzić.

I proszę pamiętać, że nie mówimy o całym społeczeństwie, ani nawet o wszystkich głosujących, lecz o tych którzy Platformie dziś zapewniają poparcie niewiele mniejsze od tego, które uzyskała w zeszłorocznych wyborach.

Można chyba założyć, że to te stałe elementy składają się na pozycję PO, bardziej niż deklaracje Schetyny, że wraca do korzeni partii, idzie na prawo, lecz jakoś tak aby pozostać w centrum. Bo to centrum, decydując kogo poprze, decyduje o wyniku kolejnych wyborów. Ekwilibrystyka. Chyba jednak konieczna. Prekariat, umowy śmieciowe, wykluczeni, nierówności, to wszystko ma w owym centrum słaby potencjał elektoralny. Jeśli chodzi o kwestie ekonomiczne i społeczne, to nie ma w Polsce realnego zapotrzebowania na Syrizę, Podemos, czy inny silny ruch oburzonych. Oburza się ciągle lewicowa inteligencja, która i tak nie poprze Prawa i Sprawiedliwości, jeśli do reszty nie straci rozumu.

Ta lewicowa inteligencja to w praktyce cała polska lewica. Już się oburza na PO, której przesunięcie się w prawo jest jednoznaczne z wyrzeczeniem się wszelkich lewicowych postulatów obyczajowych. Kwoty i parytety, małżeństwa homo, czy tylko związki partnerskie, aborcja na żądanie i tp. To w owym centrum, o które zabiega PO więcej ludzi odstręcza niż zachęca. Nie jest ono klerykalne, ale nie popiera antyklerykalizmu. Jest liberalne obyczajowo, lecz kameralnie, w stosowanej we własnym życiu praktyce. Jednak gdy demokratyczna opozycja wróci kiedyś do władzy, pojawią się szanse na stopniową liberalizację obyczajową. A z PiS wiadomo… Nie wiadomo jednakże czy wyciągnie z tego wnioski radykalna lewica obyczajowa i na razie odpuści Platformie. Wszelka lewica, zresztą, bardziej lubi siebie w walce o szczytne cele niż w mozolnej robocie, by osiągnąć z nich to co jest akurat możliwe do osiągnięcia.

Głupi po szkodzie

Nowoczesna Ryszarda Petru też ma takie oparcie jakie uzyskała w wyborach. Te jej, mniej więcej osiem procent to w wyborach był sukces dla partii, która powstała na krótko przed tymi wyborami, ale to jest porażka po wzlocie, w którym przejściowo przegoniła PO, a wedle jednego tylko sondażu, nawet i PiS.

Nowoczesna to był taki klon PO, odświeżona edycja Platformy, uwolniona od zaszłości, w tym grzechów partii Tuska. Dynamiczny lider, grupa aktywnych posłanek, to się mogło podobać. Nie powszechnie, lecz w liberalnym elektoracie, który po części się rozczarował Platformą. Efekty wszakże starczają na krótko. Na dłużej utrzymują poparcie partie z potencjałem władzy: kadry, struktura, doświadczenie. Teraz to PiS i Platforma. Na początku wieku kapitałem władzy dysponował, w oczach wyborców, SLD. Wcześniej korzystało zeń PSL.

Schetyna czyści i zwiera szeregi. Kiedy nadejdą wybory, to oczywiści PO ma do nich pójść w szerokiej demokratycznej koalicji, Ale na razie wyborów nie ma, nie ma więc po co się śpieszyć. Załatwmy wpierw nasze wewnętrzne, partyjne sprawy. To wygląda logicznie, że wpierw trzeba się przygotować zanim się ruszy do walki. Ale, jest i taka szkoła, która głosi, że szeregi najszybciej i najefektywniej zwierają się w walce, że wtedy powstaje optymalna struktura, dopasowana do zadań.

Tę zasadę na pewno realizuje Petru, ale walkę prowadzi nie tyle z PiS ile z Platformą. Pisałem już, że ma on zamiar zawalczyć o prezydenturę Poznania, gdzie rządzi prezydent z Platformy, Jaśkowiak. PiS nie jest w Poznaniu silny, ale Petru daje mu szanse. Ostatnio Nowoczesna zapowiedziała walkę o stanowisko prezydenta Warszawy. Jeszcze zanim głośna się stała afera z warszawską reprywatyzacją. N potraktowała ją jak podarunek losu: HGW musi odejść! To samo uważa PiS, lecz jeszcze nie wie jak to załatwić: komisarz, referendum, a może jakaś ustawa przyśpieszająca wybory w stolicy? W każdym razie Nowoczesna jest na dobrej drodze, by pozwolić Kaczyńskiemu zdobyć wreszcie Warszawę i znacząco – sukces ciągnie sukces – umocnić swą władzę w państwie.

Być może Petru liczy, że przy okazji kampanii warszawskiej poprawi nieco swe notowania. W Warszawie bowiem liberałowie mogą być popularniejsi niż gdziekolwiek indziej. Lecz doświadczenie pokazuje, że nie utrzymują znacznego poparcia takie wyraziste byty jak przed laty Kongres Liberalno-Demokratyczny Tuska, jak obyczajowa partia Palikota, jak ostro lewicowe Razem Zandberga – zero poparcia w ostatnim sondażu! Ryszard Petru nieco na wyrost ogłosił się liderem opozycji, przez co staje się śmieszny, a to dla polityka fatalne.

W demokratycznych państwach Zachodu partia liberalna to niezły kawałek chleba. Czasem bywała obrotowym dopełniaczem koalicji z lewicą, albo prawicą. I z reguły dostawała więcej stanowisk w rządzie niżby to wynikało z rozkładu głosów. Ale i bycie w opozycji daje określone frukty. Można być szanowanym uczestnikiem życia politycznego, nie ponosząc odpowiedzialności za państwo, ani za słowa, które się wypowiada. Ale to wszystko – powtarzam – w demokratycznych państwach, a Polska właśnie przestaje nim być. W autokratycznym systemie i to takim z elementami totalitarnej ideologii, opozycja nie ma się dobrze. Albo jest gnębiona, albo służy jako dekoracja, na użytek zewnętrzny.

Bliższa koszula ciału, ale nie gdy się pali kapota

Być może nasz strach ma nieco zbyt wielkie oczy. Jak będzie naprawdę zależy bowiem nie od zamiarów Prezesa i jego partii, lecz od tego na ile uda mu się przeprowadzić to co zamierza. Czyli całkowitą destrukcję systemu politycznego z ewidentną szkodą dla gospodarki i międzynarodowej pozycji Polski. Udaje mu się o wiele za wiele, ale nie wszystko co zamierzył i nie tak to wychodzi jak sobie zamierzył. Pokornie przypominam: Ernest Skalski: Jak zwyciężać mamy. Powiedzmy, że teraz pięcioosobowa przewaga w Sejmie pozwala na uchwalenie czegokolwiek, a z Trybunałem Konstytucyjnym się władza nie liczy. Liczy się jednak w jakimś stopniu z Europą, odczuwa ograniczenia gospodarcze, potyka się o własną nieudolność i – choćby odruchowo – bierze pod uwagę opór społeczny. A ten w dużym stopniu zależy od poziomu zorganizowania się społeczeństwa. Między innymi od organizacji, siły i determinacji opozycji. Już dziś to wpływa na sytuację, lecz rozstrzygnięcie może nastąpić dopiero w wyborach.

Putin, Orban, Endorgan, Kaczyński mogą zdobyć pełnię władzy kiedy w zróżnicowanym, zmiennym i płynnym środowisku społecznym i politycznym skupią wokół siebie zwartą zdeterminowaną siłę, która wcale nie musi być większością. I tylko w takich warunkach ogólnego rozproszenia są ją w stanie na długo utrzymać. Konflikt PiS kontra NIE PiS zdominował nam kraj, lecz to co znajduje się poza Prawem i Sprawiedliwością to ciągle owo zmienne, płynne środowisko. A tylko zwarta i zdeterminowana siła polityczna jest w stanie w miarę skutecznie przeciwstawiać się autorytarnej władzy i mieć szanse na jej obalenie.

Do tego owa władza musi się zużyć. Skonfliktować wewnętrznie, narobić głupstw, które szkodzą jej samej. Ten proces mamy na bank, natomiast nie widać przeciwstawnego – konsolidacji opozycji. Schetyna uważa, że ma czas. Ale go traci. Po pierwsze – nie znacie dnia ani godziny. Kto wie – powtarzam po wiele razy – czy Prezes nas nie zaskoczy przeterminowanymi wyborami, licząc na zdobycie większości konstytucyjnej. Po drugie – jeszcze się władza nie rozkłada a już Polska się psuje. Czas działa na jej niekorzyść. A ta większość społeczeństwa, której nie podoba się PiS, widzi partie opozycyjne, zajmujące się swoimi sprawami, walczące między sobą o stanowiska i poparcie, wydzierane sobie nawzajem. Po trzecie – jeśli to bractwo zawiąże koalicję na krótko przed wyborami, koniunkturalność tego przedsięwzięcia będzie biła po oczach. Podobnie jak przewidywanie że po nawet wygranych wyborach znowu się wszyscy wezmą za łby zamiast zgodnie pozamiatać po PiS i spokojnie debatować nad dalszą przyszłością.

Podzielona opozycja nie jest w stanie korzystać z takiego atutu jakim jest Komitet Obrony Demokracji. Jest on w stanie zmobilizować masowe poparcie społeczne dla celu, który ma w nazwie i do którego powinna zmierzać cała demokratyczna opozycja. KOD nie wchodzi w konkurencję między jej partiami. I nie poprze jednej przeciw drugiej. Raczej, przykładowo, nie wystawi swojego kandydata na prezydenta Warszawy. Ale może skutecznie poprzeć takiego, którego zgodnie wystawi opozycja, by nie oddać stolicy pod bezpośrednia władzę PiS.

Tu już nie chodzi o szykowanie się do wyborów samorządowych w roku 2018, parlamentarnych w roku 2019 i prezydenckich w roku 2020. Tu już nie ma czasu na pracę u podstaw w PO i nie powinno być miejsca na zabiegi Nowoczesnej, która robi prezent Kaczyńskiemu, by sobie nieco poprawić notowania, lub nie.

Ernest Skalski 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

15 komentarzy

  1. Bogda1935 31.08.2016
  2. A. Goryński 31.08.2016
  3. andrzej Pokonos 31.08.2016
  4. j.Luk 31.08.2016
  5. StanStupkiewicz sr 31.08.2016
  6. Magog 31.08.2016
  7. slawek 31.08.2016
  8. j.Luk 01.09.2016
  9. jureg 01.09.2016
  10. slawek 03.09.2016
  11. hazelhard 05.09.2016
  12. Adam M. 08.09.2016
  13. narciarz2 09.09.2016
  14. narciarz2 09.09.2016
  15. j.Luk 10.09.2016