Ernest Skalski: Advocatus Dei…

jan-pawel-22015-04-03.

…samozwańczo ustanowiony w sprawie – to ja. A sprawa, to wirtualny – realny już czas jakiś temu odbyty – proces kanonizacyjny zmarłego przed dziesięciu laty Jana Pawła II. Na to mi przyszło, po tekście, który opublikował w naszym  Studio Hazelhard : ”Komu stawiać pomniki, a komu burzyć”. Na wstępie przypomnę dotyczący JPII fragment swojego komentarza pod tym artykułem:

– Jan Paweł II nie popierał zbrodniczych reżimów w Ameryce Łacińskiej. Był natomiast przeciwnikiem tzw. teologii wyzwolenia – ”Chrystus z karabinem” – czyli stosowania rewolucyjnej przemocy, będącej zbrodniczą partyzantką Ernesto Guevary czy Świetlistym Szlakiem.
– Faktycznie, nie skończył z wiekową praktyką krycia pedofilii duchownych. Wziął się za to dopiero Benedykt XVI i kontynuuje, z większym rozmachem, Franciszek.
– Nie każdy musi się modlić do JP II, wszakże była to osobowość, której można oszczędzić bagatelizowania, wyrażającego się w określeniu ”jakąś”. Wystarczającą dlań karą jest tłum koszmarnych pomników, jak Polska długa i szeroka.

A teraz parę słów; dlaczego nie ”jakaś”.

”Po tysiącu lat chrześcijaństwa
nie wrócimy do pogaństwa.
Polska z tego w świecie słynie,
że papieża mamy w Rzymie”

Ten nieporadny wierszyk, umieszczony między kwiatami wplecionymi w ogrodzenie strajkującej Stoczni im. Warskiego w Szczecinie, w sierpniu 1980 roku, jakoś nie śmieszył, a poruszał. W zestawieniu z zachowaniem wielkiej zbiorowości strajkujących. Dawało się w niej wyczuć jakąś niecodzienność, nieco ostentacyjną życzliwość we wzajemnym traktowaniu się, niekoniecznie naturalną uprzejmość w stosunku delegacji rządowej przybywającej na rokowania. Dzień wcześniej podobną atmosferę odczuwaliśmy – ekipa ”Polityki”; Wojtek Giełżyński, Jacek Poprzeczko i ja –  w strajkującej Stoczni imienia Lenina, z tym że w Gdańsku nie było jeszcze wtedy mowy o rokowaniach.

Może się to wydawać paradoksalne, ale było w tym jakieś podobieństwo do pewnej podniosłości i elegancji w zachowaniu ludzi, chcących pasować do eleganckiej atmosfery w operze, filharmonii, czy w poważnym teatrze.  Takim, w którym grywali Modrzejewska, Solski, Kreczmar, Jaracz, Zelwerowicz, Osterwa, Węgierko, Hanuszkiewicz, Holoubek. Same wielkości! A jaki trwały dorobek po nich pozostał? Księgi i partytury? Dzieła sztuki i architektury? Jedynie pamięć tych, którzy ich widzieli i słuchali (byłem na jubileuszowym, chyba z okazji siedemdziesięciolecia aktorstwa Ludwika Solskiego, spektaklu ”Grubych ryb” Bałuckiego, w Krakowie, w roku 1946), zdjęcia, nagrania, które jednych wzruszają, a innych już tylko śmieszą. A przecież w swoim czasie ci ludzie władali wyobraźnią, wywoływali zbiorowe emocje. U bardziej emocjonalnych Włochów  spektakle operowe Verdiego budziły ducha irredenty i były zaczynem rewolucyjnych wystąpień.

A zatem ci, którzy mówią o Karolu Wojtyle, że to był głównie aktor, nie pomniejszają go, nawet kiedy bywa to ich zamiarem. Gdy zobaczyłem ów wierszyk o papieżu już wiedziałem co mi przypomina atmosfera w obu tych stoczniach. A mianowicie zbiorowość na spotkaniach z Janem Pawłem podczas jego pierwszej pielgrzymki, nieco ponad rok wcześniej. Duch wspólnoty tworzonej w nadrzędnym celu. Nadrzędnym nawet dla kogoś, dla kogo żadnej w tym transcendencji nie było.

Lech Wałęsa wyczuwał takie stany i potrafił je wówczas rozegrać. Gdy zapowiadał przez megafony mszę, zaznaczył, że jest to okazja aby się wyspowiadać, bo… nie wiadomo co jeszcze będzie… W już i tak napiętej atmosferze strajku okupacyjnego potrafił to napięcie wzmocnić, przypomnieć  niezwykłość sytuacji. Nie słyszałem tam wtedy komentarzy na temat tego, że ksiądz Henryk Jankowski przybywał za kierownicą wspaniałego na owe czasy mercedesa. Wyobraźmy sobie dzisiejszą na to reakcję.

Psychologia zbiorowości – temat dobrze rozpracowany. Wiadomo, że jej uczestnicy kierują się emocjami,  których raczej nie doświadczają na co dzień i w rozproszeniu. Chyba w większości przypadków zbiorowość określa się jako tłum, co już raczej nie brzmi pochlebnie, a czasem zasługuje ona na określenie; motłoch czy tłuszcza. Straszne instynkty mogą się wówczas wyzwalać w niezłych skądinąd  ludziach. Na ogół łatwiej jest przeciw czemuś zwołać wiec, zorganizować marsz, niż zebrać prawdziwie afirmatywne zgromadzenie. Jan Paweł II zbierał je wielokrotnie.

W tym swoistym teatrze jednego aktora był jednocześnie reżyserem i autorem. Wybitnym, czy zgoła wielkim w każdej z tych ról. Wiem, że spłycam, ale to był również teatr i to na skalę jakiej przed nim w świecie nie było. Już to chyba świadczy o jego wielkości.

Nie zreformował Kościoła. To zrobił przed nim Jan XXIII. Nie wzbogacił teologii. Nie opanował Kurii Rzymskiej. W sprawach szeroko rozumianej obyczajowości był zdecydowanie zachowawczy, co wzbudza ostrą i hałaśliwą krytykę z jednej strony, ale też może podobać się drugiej. Lewica ma mu za złe poparcie dla Opus Dei, ale pragmatyzm tej struktury – kościół Marty – stanowił jakąś przeciwwagę dla katolickiego mistycyzmu – kościół Marii – chyba bliskiego Wojtyle. Potępił teologię wyzwolenia, ale też ekskomunikował lefebrystów. Mnie akurat podobało się jedno i drugie. Nie zabrał się za pedofilię, wręcz hołubił złowrogiego księdza Maciela z jego Legionem Chrystusa, ale też w imieniu Kościoła potrafił, forsując w nim opór, przeprosić za jego grzechy. W tym Inkwizycję. Był papieżem ekumenicznym, jak żaden jego poprzednik – i jak dotąd – następca. Był otwarty dla żydów i muzułmanów oraz – co trudniejsze – dla braci odłączonych w chrześcijaństwie. Był przy tym politykiem na skalę światową, roztropnym i ze sporym współczynnikiem skuteczności. To mało?

W Polsce ten współczynnik okazał się wyjątkowo wysoki, wręcz współdecydujący o historycznych przemianach dekady 1980–1990. Ten współudział nie jest mierzalny, lecz wiadomo, że był ogromny.

Trudno mówić, że obaliliśmy komunizm – ściślej:  realny socjalizm. Obalił się sam, a właściwie schodził na uwiąd starczy.  Chyba, zresztą, żaden system nie został obalony w apogeum swej mocy. Absolutyzm angielski nie został obalony przy Elżbiecie I, a  francuski – przy Ludwiku XIV. Caryzm był nie do ruszenia przez cały XIX wiek, rozłożyły go dopiero utrapienia wojny światowej. Te trzy systemy – i parę innych – mimo, że już mocno zużyte i osłabione, kończyły się w ogniu rewolucji i wojny domowej. Pokojowo, zszedł razem ze swoim twórcą, frankizm, mocno już rozłożony w powojennej Europie. Oraz komunizm w Polsce i u sąsiadów.

…ziemi, tej ziemi – ducha nie gaście – nie lękajcie się – zło dobrem zwyciężaj – tych parę wezwań znaczyło więcej niż wszystkie encykliki Jana Pawła II. I próżne są ubolewania, że Polacy nie znają jego nauczania, a uprawiają kult oparty na cechach jego osobowości, zachowaniach i powiedzeniach. A gwoli ścisłości, szanowni komentatorzy, jego encykliki to nie był bełkot. Nie były kamieniami milowymi, może nie otwierały nowych światów, lecz tym, którym je streszczano dobrze pasowały do sytuacji. Jak chociażby laborem excercens .

Kto, poza historykami Kościoła, może powiedzieć cokolwiek o nauczaniu błogosławionego Urbana II, papieża, który w Kościele dokonał sporo znaczących reform. A wszyscy, którzy cokolwiek wiedzą, są świadomi tego, czym były wyprawy krzyżowe i jakie ich skutki wielki kawał świata odczuwa do dziś. Mogą nawet nie wiedzieć, że zainicjował je Urban II, zamykając  synod w Clermont w roku 1095, a ich hasłem, rzuconym przez mnicha eremitę, Piotra z Amiens stało się Deus vult. Bóg tak chce. Kolejnych haseł chyba już nie trzeba  tłumaczyć; Liberté, égalité,  fraternité, Bся власть советам, Ein Volk, ein Reich, ein Führer. Każde z nich poruszało masy i kształtowało dzieje, jeśli masy były na to gotowe. Polityczne zabiegi okazywały się wówczas skuteczne.

W początkach II Tysiąclecia Wenecja podejmowała starania by ratować handel lewantyński przed Turkami Seldżukami. Cesarz Bizancjum, Aleksy I Komnen, dla obrony przed nimi, zabiegał o przysłanie wojsk zaciężnych z chrześcijańskiej zachodniej Europy. A Urban II, uznał to za okazję do wyzwolenia spod islamskiego panowania Ziemi Świętej przy pomocy ”swojej”, religijnie motywowanej krucjaty. Lecz rzesz prostego  ludu, które pierwsze ruszyły na pewną śmierć lub niewolę i groźnego, przeważnie niepiśmiennego, rycerstwa nie obchodziły te okoliczności, o których większość nie miała pojęcia. Zdecydowała żarliwa wiara, jak ją powszechnie odczuwano w średniowiecznej Europie.

Przeszło bez mała tysiąc lat. Wiele się działo, lecz pewne mechanizmy okazały się trwałe. Działały w szeroko rozumianej polityce, wykraczającej poza decyzje dworów i gabinetów.

Poznań 1956, Wybrzeże 1970, Radom i Ursus 1976. Te wydarzenia miały miejsce bez widocznego udziału Kościoła w Polsce i już na pewno – kolejnych papieży. Fali strajków latem 1980 też papież nie inspirował. Lecz można przyjąć, że miał pośrednio inspirujący wpływ na to jak przebiegały te wydarzenia. Dziś, po latach, może się to wydawać przesadzone, lecz wtedy masy strajkujących oraz ludzi współdziałających z nimi i wspierających ich odrabiały lekcje z wielkich spotkań z papieżem. Wyzbycie się wszelkiej agresji, spokój i opanowanie, wzajemna życzliwość i poczucie solidarności. Ludzie podobali się sami sobie i sobie nawzajem. To udzielało się nawet jakiejś części szeroko rozumianego aparatu władzy. Dziś, szczególnie w okresie przedwyborczym wygląda to na idealizację przeszłości, lecz wtedy faktycznie był taki przełomowy moment. Pod wpływem zmiany warunków – bardzo wysoka, lub bardzo niska temperatura, bardzo wysokie czy bardzo niskie ciśnienie –  materia zmienia swe właściwości. Dotyczy to i materii społecznej. Na ogół  aktywizuje się. Częściej staje się przy tym agresywna, a tym razem było inaczej.

Już wkrótce zrobiło się nieco mniej przyjemnie. Z władzą był konflikt za konfliktem. Narastały napięcia wewnątrz Solidarności. Zarysowywał się zalążek dzisiejszej wzajemnej wrogości. Na to nałożył się stan wojenny. Władza pokazała, że choć ma już niesprawną rękę do roboty, to jeszcze włada tą do bicia. Mimo tego, w świadomości narodu została pamięć podniosłej atmosfery spotkań z papieżem i strajków sierpniowych. Jan Paweł zadbał o podtrzymanie tego etosu, przyjeżdżając do Polski w roku 1983 i 1987. W podziemiu toczył się  spór  o to czy powinien przyjeżdżać w warunkach dyktatury i dobre argumenty padały po obu stronach. ”Po owocach jego…” a te okazały się dobre.

Papież równolegle uprawiał wielką politykę. Rozmawiał z Reaganem i Gorbaczowem, z Gierkiem i Jaruzelskim. Rozmawiał, zresztą,  z każdym kto miał realny wpływ w polityce – Arafat, Castro… – i ”dobry przyjaciel” w odniesieniu do Pinocheta raczej ilustruje jego skłonność do nadmiernej niekiedy ekspresji  niż, proszę Hazelharda, że popierał  wiadome reżimy w Ameryce.

Można chyba przyjąć, że jego oddziaływanie na możnych tego świata, w połączeniu z wpływem na Polaków  w jakimś, na pewno dużym, stopniu przyczyniło się do takiego a nie innego zakończenia dekady lat osiemdziesiątych w Polsce. I zakończenia krótkiego acz burzliwego (1914 – 1989/91) XX wieku w naszej części  Europy i w świecie. Poza rumuńskim wyjątkiem komunistyczni dyktatorzy nie ponieśli kary, ale też nie przelała się krew pobratymcza. System kończył się łagodnie, zupełnie inaczej niż się zaczynał. Ciekawe, że nie mogą tego przeboleć ci, który najenergiczniej odwołują się do chrześcijańskich wartości i do dziedzictwa Jana Pawła II. A przecież jemu powinni za to wystawić rachunek.

Ernest Skalski

Print Friendly, PDF & Email

30 komentarzy

  1. hazelhard 2015-04-03
  2. hazelhard 2015-04-03
  3. Magog 2015-04-03
  4. W. Bujak 2015-04-03
    • BM 2015-04-03
  5. Ernest Skalski 2015-04-03
    • jotbe_x 2015-04-04
  6. Magog 2015-04-03
  7. andrzej Pokonos 2015-04-04
  8. narciarz2 2015-04-04
  9. hazelhard 2015-04-04
  10. hazelhard 2015-04-04
    • W. Bujak 2015-04-04
  11. slawek 2015-04-04
  12. Ernest Skalski 2015-04-04
  13. BM 2015-04-04
  14. Ernest Skalski 2015-04-04
  15. Magog 2015-04-05
  16. j.Luk 2015-04-05
  17. hazelhard 2015-04-05
  18. Magog 2015-04-05
  19. hazelhard 2015-04-05
  20. j.Luk 2015-04-06
  21. Magog 2015-04-06
  22. W. Bujak 2015-04-06
  23. gurnatko 2015-04-06
  24. narciarz2 2015-04-10
  25. narciarz2 2015-04-10
  26. narciarz2 2015-04-10
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com