Ernest Skalski: Dzieje się, dzieje…15 min czytania

()

Kraj dla władzy czy władza dla kraju

Kiedy ludzie robią swoje i część z nich dopiero przed wyborami przypomina sobie, że jest jakaś władza, zaś ona cały czas kombinuje jak tych ludzi pozyskać, to znaczy, że mamy demokrację. Nie ma jej kiedy władza zajmuje się głównie sobą, a ludzie wypatrują – co ona im zrobi i kombinują, jak sobie z tym dać radę.

Dla władzy symptomem tego, że dobrze już było, bywa przybieranie antagonistycznego charakteru przez podział w jej obozie. Może on bardzo różnie się kształtować, ale tak się jakoś przeważnie dzieje, że się podział upraszcza w miarę jego zaostrzania. Wyodrębniają się dwa skrzydła, najczęściej określane jako jastrzębie i gołębie.

Zaostrzanie to bywa powodowane przez trudności gospodarze i napięcia społeczne, kiedy władza przestaje sobie z tym radzić. Jedno jej skrzydło barykaduje się w Obozie Świętej Trójcy, drugie przypomina sobie o społeczeństwie i szuka w nim oparcia dla siebie i dla systemu.

Tak było przy kolejnych kryzysach w PRL. W latach 1956, 1968, 1970 i wreszcie w roku 1989, kiedy kroki podjęte dla ratowania władzy doprowadziły do jej oddania. Przy czym ze strony władzy zdecydowali o tym generałowie Jaruzelski i Kiszczak, architekci stanu wojennego osiem lat wcześniej. Rola jastrzębi i gołębi nie zawsze się więc pokrywa z ich nazwą.

W latach sześćdziesiątych, przy patriotycznej frazeologii, poparcia szukała w narodzie frakcja partyzantów krwawego ongiś generała-ministra Moczara. Do najgorszych instynktów odwoływało się skrzydło pałkarskie PZPR w roku 1968. Po grudniu 1970 przejściowe zaufanie i poparcie osiągali partyjni liberałowie Gierka. Różnie bywało. Stąd wniosek, że nie możemy przewidzieć jaki ruchy i układy doprowadzą do oczekiwanej zmiany, ani kiedy ona nastąpi. Można jedynie przypuszczać, że nie obejdzie się bez jakichś znaczących zmian i ruchów w społeczeństwie, ale również w obozie władzy.

Ale to będzie kiedyś, a teraz PiS kontynuuje natarcie, gromadzi kolejne skalpy. Zarządzając takim biznesem, roztropnie jest tolerować różnicowanie swej bazy i kontrolować je, by za szybko nie doszło do zbyt głębokich podziałów, towarzyszących upadkowi. Ale już się lawiruje i nie ma się takiego komfortu psychicznego, jak wtedy kiedy słowo bossa było ostatnim i przecinało wszystko – causa finita! – w jego obozie.

Dla zwolenników prezesa jest on Piłsudskim naszych czasów, dla przeciwników – Gomułką. Pisałem już, i powtarzam, że podobnie jak ci dwaj, ma on osobowość autorytarną, nie przebiera w środkach i stroni od monarszych luksusów. Lecz tamci dwaj, jeśli mieli emocje, to podporządkowywali je racjom polityki. A Kaczyński nie bardzo. Za szybko się odpłaca, niepotrzebnie antagonizuje ludzi i środowiska, forsuje na duś swe zamierzenia. To się może obrócić przeciw niemu.

Przejaskrawione wzory? Mussolini i Hitler, w miarę kolejnych sukcesów, nagradzali się folgowaniem swym emocjom i zapracowali na swój koniec. A Stalin, owszem, realizował swoje potrzeby emocjonalne, głównie zemstę, ale tak, że skończył życie w pełni władzy i w glorii.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

10 komentarzy

  1. PIRS 14.10.2017
  2. Zygmunt Krasucki 14.10.2017
  3. PK 14.10.2017
  4. Pat 15.10.2017
  5. Zbyszek123 15.10.2017
  6. andrzej Pokonos 15.10.2017
  7. Pat 15.10.2017
  8. koraszewski 16.10.2017
    • Ernest Skalski 17.10.2017
  9. koraszewski 17.10.2017