Mateusz Kijowski: Nie jestem rycerzem na białym koniu

Mam się śmiać?


Barbara Gulbinowicz, Radość 2

Kiedy w styczniu 2017 prokuratura, w wyniku doniesienia złożonego z urzędu przez komornika (po głośnych doniesieniach medialnych musiał to zrobić), podjęła postępowanie w sprawie rzekomego „uchylania się przez Mateusza Kijowskiego od świadczeń alimentacyjnych”, wszystkie media o tym krzyczały i cała Polska uznała, że jestem typowym ojcem unikającym łożenia na własne dzieci.

Kiedy jednak w czerwcu 2017 prokuratura umorzyła postępowanie z braku znamion czynu zabronionego i wobec braku podstaw do postawienia jakichkolwiek zarzutów, nikt o tym nawet nie wspomniał. Ja w oczach opinii publicznej i w oczach mediów, również tych podających się za niezależne i uczciwe, pozostałem alimenciarzem. W końcu nie o prawdę chodzi, ale o emocje. O klikalność, czytelnictwo, oglądalność. Tak, jak politycy kierują się dzisiaj głównie sondażami, a nie ideami, tak i media patrzą raczej na to, jak utrzymać lub poprawić pozycję a nie gdzie jest prawda i co jest uczciwe.

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że prokuratura Zbigniewa Ziobry z radością podjęłaby przeciwko mnie działania i gdyby znalazła chociaż cień szansy na sformułowanie przeciwko mnie aktu oskarżenia, zrobiłaby to bez chwili zastanowienia. Przecież kiedy tworzyli specjalne prawo pozwalające lepiej ścigać dłużników alimentacyjnych wskazywali na mnie publicznie, samo prawo nazywając potocznie “lex Kijowski”.

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com