Mateusz Kijowski: Nie jestem rycerzem na białym koniu

Mam się bać?


Edvard Munch, Krzyk

Wiem, że to, co teraz napiszę, może mnie pogrzebać jeszcze bardziej. Ale nie widzę na polskim rynku medialnym żadnego medium, które byłoby bezstronne i rzetelne. A niezależność od partii rządzącej jest bardzo słabą rekomendacją. Nawet media, które powstawały z moim wsparciem, o które prosiły i które dostawały, kiedy wybuchła „afera” nabrały wody w usta. Nie prosiłem o wsparcie, bo liczyłem na ich rzetelność, bezstronność, uczciwość. Zawsze byłem naiwny.

Dzisiaj też nie umiem prosić o wsparcie. Od dwóch lat nie jestem w stanie znaleźć żadnej pracy. Ale tyle, ile się przez ten czas dowiedziałem i nauczyłem, nikt nie wie. I zaczynam rozumieć, na czym polegał mój „błąd” w 2016 roku. Błąd piszę w cudzysłowie, bo to był błąd w kategoriach „sondażowych”, nie w kategoriach ideowych. Tak, nikt poza najbliższymi i najbardziej zaangażowanymi, ale całkiem prywatnymi osobami, nie uznał, że warto się opowiedzieć w obronie tego, o co wcześniej wszyscy chcieli walczyć. Walczyliśmy o Konstytucję, o praworządność, o uczciwość. Otrzymaliśmy patronat Władysława Bartoszewskiego. Ale… przyzwoitość pozostała chyba tylko w deklaracjach.

Dzisiaj rozumiem, co spowodowało, że tak wielu poczuło się przeze mnie zawiedzionych. Bo skoro wyobrażali sobie o mnie niestworzone rzeczy, ja nie mogłem ich oczekiwań spełnić. Nie byłem rycerzem na białym koniu. Nie byłem bogiem. Byłem zwykłym człowiekiem. Jak wszyscy. Tego nie byli w stanie zaakceptować.

Dzisiaj słyszę liczne zarzuty, uwagi, wytłumaczenia.

Że oszust – wyprowadził pieniądze ze zrzutek publicznych. Ale czy ten, kto tak mówi, zainteresował się przebiegiem procesu w tej sprawie przed sądem w Pruszkowie, który trwa już od roku? Czy chociaż zerknął na relacje on-line, które są zawsze dostępne? Czy zauważył, że oskarżeniu nie udało się do tej pory w żaden sposób wykazać zasadności aktu oskarżenia? A może odnotował fakt, że całe postępowanie toczy się na podstawie anonimowych niemal doniesień ludzi, którzy nic nie wiedzieli, ale z mediów się dowiedzieli o „aferze” i domagali się ścigania?

Że alimenciarz. Wszyscy słyszeli, że prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie zaległości w alimentach. Nikt nie słyszał, że postępowanie zostało umorzone, bo nie było znamion czynu zabronionego – uchylania się od świadczeń alimentacyjnych na rzecz dzieci. Nikt nie słyszał, bo nikogo to nie interesowało. Skoro już media wydały wyrok…

Że kłamca. Mówił, że nie dostaje wynagrodzenia z KOD-u, a dostawał, że go rodzina utrzymuje, a przecież brał kasę z KOD-u. Nikt nie zada sobie trudu, żeby sprawdzić kiedy dostawał, kiedy nie dostawał, kiedy co mówił. Nikt nie zauważy, że mówił tak, jak było kiedy mówił. Że w lutym 2016 nic nie dostawał, a w grudniu 2016 od dawna nie dostawał. Kogo to obchodzi? Kłamca!

Ostatnio usłyszałem nowy zarzut. To wszystko – faktury i alimenty – nie ma znaczenia. Ale głupio się tłumaczył w mediach. Jak dziecko. To powoduje, że został skreślony. Prawda, że ciekawe? Nie był winny. Nie ukradł, nie uchyla się od świadczeń na rzecz swoich dzieci, nie kłamał. Ale… tłumaczył się jak dziecko, kiedy mu postawiono absurdalne zarzuty. A przecież miał być rycerzem na białym koniu, co z każdej opresji wyjdzie z tarczą, obronną ręką.

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com