Mateusz Kijowski: Nie jestem rycerzem na białym koniu

Mam przestać ufać?


Aleksander Vasilevich, Zaufanie

Wiosną 2016 miałem sygnały od osób zbliżonych do służb, że jesteśmy w centrum ich zainteresowania, i że to my jesteśmy dla nich najważniejsi. Już latem 2016 sytuacja zaczęła się zmieniać. Czyżby służby skutecznie działały? Mając dziesiątki milionów złotych, setki oficerów i agentów, kontrolę nad całym systemem komunikacji, możliwość inwigilacji każdego w dowolny sposób… czy mogli być nieskuteczni?

Nadal robiłem swoje. Nie wiedziałem, że dla wielu stałem się pół roku wcześniej rycerzem na białym koniu. Że nie jestem już człowiekiem – zwyczajnym, ze swoimi możliwościami i wadami, z historią i przyszłością. Newsweek publikował wywiad ze mną o tym, jak mnie atakują i jakie to jest złe. Gazeta Wyborcza i Polityka kłóciły się, bo jednego dnia pojawiłem się na ich okładkach. A media „narodowe” ścigały się propagowaniu nieprawdziwych lub częściowo nieprawdziwych wiadomości na mój temat, insynuacji i oszczerstw, szczując przeciwko mnie szerokie rzesze odbiorców.

Nie zastanawiałem się, co o mnie myśleli ludzie, tylko robiłem swoje. Bardzo szybko jednak się przekonałem, jaki byłem głupi. Trzeba było gwiazdorzyć. Patrzeć na poparcie a nie na zadania i cel. Szukać – kto chce się przy mnie wybić, a przy okazji mnie wzmocni. Szukać jakiegoś towarzystwa, które by mi zawdzięczało wszystko, więc rzuciłoby się bronić mnie do upadłego w razie ataku.

Kiedy atak właściwy został ostatecznie po wielomiesięcznych przygotowaniach uruchomiony, nie było nikogo, kto by chciał mnie bronić. Wśród mediów, polityków, dziennikarzy, celebrytów. Jacek Kleyff był jedynym, który się zaangażował. Napisał do Gazety Wyborczej i do Rzeczypospolitej. Inni się schowali. Wielu wyczuło wiatr historii i dołączyło do nagonki. Inni złożyli uszy po sobie i udawali, że nic nie widzą, nic nie słyszą, nic nie wiedzą.

Przepraszam, oczywiście, że było mnóstwo ludzi, którzy stali przy mnie. Nazywano ich murarzami — od stania murem przy mnie. To oni mnie uchronili przed totalnym zagubieniem. Pokazali, że wartości, o które wspólnie walczyliśmy, nadal są ważne i że nie ma powodu, żeby zmieniać kierunek.

Przez dwa lata jednak nie do końca mogłem zrozumieć, co się stało. Dlaczego ci, którzy chcieli ze mną działać, stać przy mnie, doradzać, pokazać się… dlaczego ci wszyscy nagle stanęli przeciwko mnie. Regularnie słyszałem różne argumenty. Niestety wszystkie są w moim odczuciu pozbawione sensu. A wierzcie mi, że znam sprawę od podszewki i lepiej, niż ktokolwiek inny.

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com