2. Rekonstrukcja zdarzeń

W tym miejscu można już pokusić się o rekonstrukcję pierwszego roku działalności KOD-u oraz przyczyn i zjawisk, które doprowadziły do degeneracji zarządzania ruchem. Rekonstrukcja w założeniu ma pokazać proces przyczynowo skutkowy i w żadnym razie nie rości sobie prawa do odtwarzania faktów a jedynie do ilustracji zjawisk, których logika spowodowała konkretne skutki.
Tylko ktoś uczestniczący w środku struktury mógłby potwierdzić lub zaprzeczyć szczegółom tego procesu. W rekonstrukcji nie chodzi o przeprowadzenie śledztwa ujawniającego prawdę, a o pokazanie głównych mechanizmów i logiki procesów. Dlatego mówię o rekonstrukcji, a nie o faktach. Jak zatem przebiegał proces powstawania i zarządzania KOD-em od początku?
W chwili, kiedy Mateusz Kijowski zorientował się, jak wielki potencjał drzemie w idei KOD, postanowił „sprywatyzować” ruch. W gronie osób sobie najbliższych stworzył coś w rodzaju nieformalnego, prywatnego zarządu, który podejmował decyzje oznajmiane potem do wykonania członkom formalnego zarządu KOD. To właśnie ta „grupa trzymająca władzę”, w uproszczeniu „grupa[xi]”, zamiennie nazywana „kamarylą”, decydowała o KOD[xii]. Wspomina o niej pani Magdalena Ostrowska w cytowanym wyżej komentarzu. Podstawą działania tej grupy były następujące założenia:
– KOD jest „własnością” niewielkiej grupy ludzi, a jego frontmanem jest i będzie wyłącznie Mateusz Kijowski, który sam siebie eufemistycznie nazwał „liderem KOD”,
– wszystkie decyzje strategiczne podejmuje grupa, a MK komunikuje je do zatwierdzenia oficjalnym władzom KOD,
– ktokolwiek z władz KOD nie zgadza się z decyzjami grupy, musi być z KOD usunięty – albo sam odejdzie, albo zostanie wyrzucony.
Żeby zrozumieć, dlaczego nastąpiła taka swoista „prywatyzacja” KOD, trzeba spróbować zrekonstruować cele grupy, trzymającej władzę. Cele były związane z trzema wielkimi motywatorami i wynikały z sytuacji.
Olbrzymia popularność KOD stwarzała dla Mateusza Kijowskiego szansę kierowania ruchem przez długi czas, co gwarantowało grupie dostęp do prestiżu, władzy i pieniędzy. Wreszcie po wielu latach chudych Mateusz Kijowski miał szansę wypłynięcia na szerokie wody, a wraz z nim członkowie kamaryli i grupa nie zamierzała wypuszczać tej szansy z rąk.
Dla takiego obserwatora z zewnątrz jak moja skromna osoba zagadką pozostawało, dlaczego grupa okazała się tak bardzo niekompetentna i przeciwskuteczna w realizacji swoich celów. Ale tę zagadkę jak sądzę mam już za sobą.
Taka „prywatyzacja” KOD nastąpiła w pierwszych dwóch miesiącach istnienia, a potem nasilała się przez rok do chwili, kiedy pod koniec 2016 roku wydała się sprawa faktur Kijowskiego.
Pierwszym, publicznym sygnałem istnienia grupy, który już wówczas odnotowałem były dwa artykuły na SO opublikowane w styczniu 2016 r. Najpierw Jarosława Marciniaka[xiii] a potem Magdaleny Kijowskiej[xiv].
Mogę się domyślać, że tymi artykułami ujawnili się członkowie „grupy”, ale jej skład ma tutaj znaczenie drugorzędne, wobec swoistej prywatyzacji KOD. Obydwa teksty były polemiką z tekstem Jacka Parola i dawały odpór tym wszystkim, którzy chcieli referendum, odsunięcia PiS od władzy. Obydwoje państwo piszący zdecydowali, że referendum nie ma sensu, bo nie wolno odsuwać PiS-u od władzy. I że trzeba w długim marszu protestować i edukować społeczeństwo, aż będzie z kogo wybierać.
Obydwie te, płytkie intelektualnie i szkodliwe w obronie praworządności i w walce o demokrację wypowiedzi, dawały ważny sygnał władzom KODU i sympatykom: To my (grupa) wyznaczamy cele i wszelka dyskusja jest nie na miejscu. Ciekawsze od tej miałkiej zawartości było to, czego obydwa artykuły nie zawierały. Starannie pomijały najważniejsze postulaty z artykułu Jacka Parola, które jak się potem okazało były głównymi powodami jego odejścia.
Dla porządku przytaczam je raz jeszcze – chodziło o przeciwdziałanie narastającej ówcześnie patologii jednoosobowego zarządzania ruchem, oraz podkreślenia konieczności kierowania kolektywnego (Komitet). W tym zakresie obydwie publikacje nie zamierzały dyskutować z postulatem, który był bezprzedmiotowy. To była kompetencja „grupy” a nie członka zarządu KOD, zwłaszcza zaś byłego członka!
Moje ówczesne zaniepokojenie jednoosobowym kierowaniem KOD wyrażone w komentarzu do tekstu pani Kijowskiej szybko wyjaśnił redaktor Bogdan Miś, jak sądzę w dobrej wierze posługując się życzliwym domniemaniem, a nie wiedzą źródłową.[xv]
Skutki jakie w zarządzaniu KOD-em spowodowała „grupa trzymająca władzę” opisałem w komentarzu do „Oświadczenie grupy założycieli Stowarzyszenia Komitet Obrony Demokracji” cytowanego wcześniej.[xvi]
