Sławek: Historia pewnej porażki

24.04.2019

Dla mnie jako obserwatora z zewnątrz oraz dla setek tysięcy ludzi pokładających w ówczesnym KOD nadzieje na stworzenie poważnej organizacji przeciwdziałającej niszczeniu demokratycznych instytucji, oraz deptaniu zasad praworządności, istotna jest odpowiedź na pytanie, dlaczego szansa na taką organizację została zmarnowana.

Chciałem ten tekst napisać już dwa lata temu, zaraz po zjeździe KOD w maju 2017 r., ale doszedłem do wniosku, że potrzebny jest czas, aby ostudzić własne emocje. Sądziłem, że potrzeba upływu czasu, aby wydarzenia z przeszłości obejrzeć chłodniejszym okiem i nabrać do nich właściwego dystansu. Nawet dzisiaj nie jestem pewien czy nie za wcześnie na taką prezentację.

Tekst artykułu jest podzielony na strony. Na dole numery stron są aktywnymi odnośnikami.

Nie chciałem jej jeszcze tworzyć. Jednak, kiedy przeczytałem tekst Mateusza Kijowskiego: „Nie jestem rycerzem na białym koniu”[i], to parafrazując profesora Jana Miodka „nie strzymołem”[ii]. Skala megalomanii w połączeniu z mitomanią i zaklinaniem rzeczywistości w ramach tego tekstu osiągnęła Himalaje hipokryzji. Pan Kijowski od ponad trzech lat próbuje nam wmówić, że woda płynie pod górkę. Nawet teraz, kiedy skarży się na wykluczenie społeczne, niemożliwość znalezienia pracy, lawinę hejtu która spadła na niego, nadal „idzie w zaparte” uznając, że jeżeli się czegoś nie powie, to tego nie ma.

Czasami odnoszę wrażenie, że udaje sam przed sobą, że nie ma problemu tam, gdzie leży główny problem. Ta cecha i postawa były jednym z istotnych powodów jego porażki jako szefa KOD i późniejszego bolesnego upadku. Ale po kolei.

Tekst nie jest w żadnym stopniu wymierzony w Mateusza Kijowskiego ani kogokolwiek z Jego otoczenia. Celem i sensem tego artykułu jest ilustracja porażki po to, aby wyciągając wnioski w przyszłości unikać takich samych lub podobnych błędów.

Na potrzeby tekstu osoba Mateusza Kijowskiego będzie nazywana zamiennie MK lub K albo lider KOD, przewodniczący KOD czy prezes KOD, aby unikać powtórzeń.  

1. Trochę historii — jak do tego doszło?

Kiedy 18 listopada 2015 roku Krzysztof Łoziński opublikował na stronach Studia Opinii koncepcję powołania komitetu obrony demokracji na wzór KOR[iii] szereg osób w Polsce, nie czekając na wyklarowanie tej idei, osób, które wówczas pan Jerzy Łukaszewski słusznie nazwał zawodowymi działaczami politycznymi, rzuciło się do Internetu, przede wszystkim Facebooka, aby zakładać KOD.

Spośród tych osób dwie odniosły wstępnie największy sukces – Jarosław Marciniak na Śląsku i Mateusz Kijowski w Warszawie. Te dwie osoby zebrały najwięcej deklaracji poparcia Polaków dla takiego ruchu. Przyszły zarząd KOD został stworzony na podstawie dominującej roli tych obydwu panów, z główną rolą Mateusza Kijowskiego. Szok społeczny spowodowany dojściem do władzy PiS i radykalnym początkiem procesu niszczenia państwa był tak duży, że ludzie dosłownie masowo garnęli się do ruchu protestu. KOD nie powstał – on po prostu wybuchł. Idea została w ciągu tygodnia od uruchomienia stron facebookowych poparta przez 30 tysięcy osób, a po 14 dniach było ich już ponad 100 tysięcy. 

Ten pierwszy okres, kiedy ruch się tworzył (cele, struktury, procedury), a zarazem sam musiał organizować demonstracje jako główne formy protestu, był z natury rzeczy najtrudniejszy. Mimo nawału pracy już w tym pierwszym okresie ujawniły się pewne zachowania i procesy, które potem doprowadziły do upadku Mateusza Kijowskiego, oraz faktycznej porażki KOD-u. Najwcześniejszym świadectwem tych procesów było ustąpienie z zarządu KOD pana Jacka Parola i opublikowanie przez niego artykułu „KOD nasz widzę ogromny”[iv].

Autor w bardzo przyjaznej dla KOD oprawie wskazywał na ujawnione przez niego patologie pierwszych dwóch miesięcy działania organizacji, które w formie pisemnej (13 punktów) przekazał zarządowi KOD, zanim ustąpił ze stanowiska. Pośród nich dwa pierwsze punkty były najważniejsze. Dotyczyły narastającej ówcześnie patologii jednoosobowego zarządzania ruchem oraz podkreślenia konieczności kierowania kolektywnego (Komitet).

Już wówczas postulaty te oraz ich implikacje oceniałem jako kluczowe[v]. (Nie ja jeden – wystarczy poczytać komentarze pod cytowanym artykułem Jacka Parola). Niezręcznie jest cytować siebie, ale robię to dla precyzji kronikarskiej. Widziałem i oceniałem negatywne zjawiska i błędne, patologiczne działania Mateusza Kijowskiego na prawie rok przed jego kłopotami z ujawnieniem faktur i prawie na półtora roku przed jego faktyczną porażką wyborczą na Zjeździe KOD.

Dopiero wiele miesięcy później, na przełomie 2016/2017, zaczęły do opinii publicznej docierać fakty, które pozwalają w zarysie odtworzyć narodziny i rozwój patologii kierowania KOD-em przez Mateusza Kijowskiego. 

Sporo światła rzuciło „Oświadczenie grupy założycieli Stowarzyszenia Komitet Obrony Demokracji[vi] w pierwszą rocznicę utworzenia KOD. Potwierdziło ono poważne nasilenie tych głównych patologii, które w swoim tekście wskazywał Jacek Parol.

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com