
Dla porządku przedstawię je raz jeszcze, aby uniknąć zawstydzającej czynności cytowania samego siebie.
–
założenie KOD w listopadzie 2015 i zorganizowanie pierwszych dużych manifestacji,
– manifest – deklaracja programowa KOD napisana przez Mateusza Kijowskiego nie odsuwania
PiS od władzy potwierdzona w artykułach pani M. Kijowskiej i J. Marciniaka na SO
w styczniu 2016 r., była pretekstem do wstrzymywania prac nad programem KOD oraz
blokowania dyskusji programowych przez Mateusza Kijowskiego i członków „grupy”,
–
usuwanie lub wymuszanie odejścia wszystkich działaczy KOD, którzy nie zgadzali
się ze swoiście pojętą „poprawnością programową” M. Kijowskiego od początku
działalności ruchu i doprowadzenie w ten sposób do odejścia wielu wartościowych
ludzi z władz oraz odejścia z KOD,
– odroczenie przyjmowania członków KOD do czasu zarejestrowania stowarzyszenia
KOD w sądzie, co było pierwszym, poważnym osłabieniem entuzjazmu setek tysięcy
ludzi,
– po rejestracji sądowej wymyślenie mechanizmu rekomendacji 2 działaczy KOD dla
uzyskania członkostwa, w związku z czym tysiące ludzi nie dostały się do KOD; to
jak dotąd zastosowanie systemu podobnego do PZPR – zupełnie niedemokratycznej i
błędnej formuły, nad którą wybrani ludzie w KOD pracowali z miesiąc – poprzednie
ich pomysły były jeszcze bardziej nie do przyjęcia, niedemokratyczne,
– skutkiem tego systemu rekomendacji było przyjęcie do KOD w ciągu ośmiu miesięcy
2016 roku zaledwie kilkuset członków; zamiast organizacji masowej powstała
kadłubowa, kadrowa struktura samych działaczy,
– w rezultacie przeprowadzono kadłubowe wybory bez dyskusji programowej,
– kiedy zorientowano się w absurdzie tych wyborów doszło do ich unieważnienia
po rzekomej interwencji prawników KOD,
– spadek aktywności KOD po wakacjach 2016 r. i rozpoczęcie przyjmowania
członków „bez ograniczeń rekomendacji”,
– apele M. Kijowskiego o aktywność i masowe przyjmowanie do ruchu; ciekawe że
apele szefa KOD odnosiły się do ludzi, którzy nie mieli wpływu na proces
rekrutacji członków,
– coraz bardziej niefortunne wypowiedzi publiczne M. Kijowskiego wskazujące, że
jego myślenie życzeniowe mijało się z dążeniami członków KOD do skutecznych
protestów i odsunięcia PiS od władzy.
Takie działania Mateusza Kijowskiego prowadziły do narastającego sprzeciwu tych spośród członków zarządu głównego KOD, którzy nie należeli do kamaryli i obserwowali, w jak niepożądanym kierunku rozwija się sytuacja w KOD. Jednocześnie mieli świadomość, że nie mają nic do powiedzenia wewnątrz ruchu, a prace i uchwały (decyzje) zarządu głównego są ignorowane przez „lidera”.
Tutaj warto podkreślić, że mieliśmy do czynienia z wysoko wykwalifikowanymi wolontariuszami, czyli ludźmi, którzy z potrzeby serca i poglądów pracowali społecznie, poświęcając czas, dobrą wolę i wiele pracy, aby KOD mógł funkcjonować. Zamiast uznania spotykały ich za to szykany ze strony Mateusza Kijowskiego.
Im bardziej narastał konflikt wewnątrz władz KOD, tym bardziej Mateusz Kijowski podróżował po Polsce, po regionach KOD budując swoją popularność i poparcie, które później miało zaowocować tzw. murarzami (tj. murem za Mateuszem). Cały ten rok 2016 Mateusz Kijowski był faktycznie nadmiernie zajęty i skrajnie przepracowany, bo nieustannie jeździł po Polsce i zagranicy, budując swoją popularność.
To nadmierne wykonywanie obowiązków i przepracowanie nie wynikało z obiektywnych potrzeb ruchu, a z decyzji samego Mateusza Kijowskiego i grupy, że jest jedyną twarzą ruchu. Infantylne określenie „lider” oznaczało zarazem: jedyny, znany członek władz KOD.
Każdą wolną chwilę wykorzystywał na udzielanie się mediach, które chłonęły jego publiczne wypowiedzi, nie zważając, że są coraz bardziej powtarzalne, niekonkretne, słuszne, ale banalne i miałkie. W pierwszej połowie 2016 roku Mateusza Kijowskiego było tak dużo w mediach, że słuchanie go stawało się coraz bardziej niestrawne.
