Właśnie w tym sensie jest to tekst modelowy dla ilustracji pamięci wielokierunkowej, pokazuje bowiem proces przemiany swego autora z jednej strony i jest przykładem wzbogacającego wpływu na rozumienie rzeczywistości z drugiej:
Wizyta W.E.B. Du Boisa na ruinach warszawskiego getta służy jako model wielokierunkowości pamięci. […] Pokazuje, w jaki sposób historia i pamięć Innego może posłużyć jako źródło odnowienia i przekształcenia podmiotu – pod warunkiem, że jest się w stanie zrezygnować z wykluczających roszczeń do największej ofiary i posiadania cierpienia na własność [xxiii].
Jednak trzeba powiedzieć, że zarówno tekst The Negro and the Warsaw Getto, jak i przemiana jego autora przeszły w USA bez echa gdyż społeczeństwo amerykańskie było wtedy całkowicie pochłonięte zimnowojenną retoryką, a zwłaszcza antykomunistyczną obsesją senatora Josepha McCarthy’ego. Lewicowe, a nawet komunistyczne sympatie W.E.B. Du Boisa (w 1961 roku, na dwa lata przed śmiercią wstąpił do komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych) nie przysparzały mu sympatyków. Tak naprawdę to dopiero książka Rothberga wydobywa ten aspekt jego działalności na światło dzienne. Chciałem jeszcze wrócić do wspomnianej książki Petera Nowicka z 2000 roku The Holocaust in American Life, w której autor nie używa oczywiście pojęcia pamięci wielokierunkowej, ale analizuje podobne mechanizmy [xxiv]. Otóż jego zdaniem w pierwszych latach po drugiej wojnie światowej temat Holocaustu był w społeczeństwie amerykańskim nieobecny i dopiero niektóre, wydawałoby się niepowiązane ze sobą, fakty medialne sprawiły, że ten temat „wypłynął” i stał się przedmiotem publicznej debaty. Były to wydarzenia tak różne, jak angielskie wydanie Dzienników Anny Frank, proces nazistowskiego zbrodniarza Adolfa Eichmanna w Jerozolimie i pojawienie się sztuki niemieckiego dramaturga Rolfa Hochhutha. Każde z nich docierało do innych odbiorców i dopiero ich wspólne oddziaływanie stworzyło masę krytyczną pozwalającą na przełamanie swoistej zmowy milczenia:
W swojej historii pamięci Zagłady w Stanach Zjednoczonych Peter Novick pokazał, że proces Eichmanna oraz kontrowersje wokół książki Arendt i sztuki Hochhutha [Namiestnik] skutecznie zerwały z trwającym piętnaście lat niemal całkowitym milczeniem na temat Zagłady w amerykańskim dyskursie publicznym [xxv].
Dziś już wiemy, że pojawiły się też publikacje polemizujące z tą głęboko zakorzenioną w historiografii tezą, jak chociażby wspomniana książka Hasi Diner, We Remember with Reverence and Love, której autorka przekonująco pokazuje, że o Holocauście w Ameryce nie milczano, jedynie głosy mu poświęcone skutecznie wyciszano [xxvi].
Warto przypomnieć z jakimi trudnościami spotykał się pod koniec lat pięćdziesiątych w USA Raul Hilberg, gdy próbował opublikować swoje dzieło poświęcone Zagładzie europejskich Żydów i dopiero wspomniany przełom na początku lat sześćdziesiątych uruchomił pamięć o Holocauście. Podobnie zresztą stało się w Polsce dzięki opublikowanej również w 2000 roku książce Jana Tomasza Grossa Sąsiedzi, która sprowokowała ogólnonarodową debatę na temat współudziału ludności polskiej w Zagładzie Żydów [xxvii], która poprzedzona była dyskusją sprowokowaną kilkanaście lat wcześniej esejem Jana Błońskiego „Biedy Polak patrzy na getto” [xxviii]. Zarówno książka Grossa, jak i prace zespołu skupionego wokół Centrum Badań Zagłady Żydów wpisują się w tradycję historii krytycznej. Sprawa jest nazbyt dobrze znana by do niej wracać, warto jednak przypomnieć, że zbrodnia dokonana przez polskich sąsiadów na ich żydowskich współmieszkańcach 11 lipca 1941 roku w miasteczku Jedwabne była dobrze znana historykom, ale nie była częścią świadomości zbiorowej Polaków. Oddzielnym problemem są próby wymazania tego faktu z tej świadomości poprzez celowo podejmowane wysiłki władz politycznych w ramach tzw. polityki historycznej, które można odczytywać jako próbę stworzenia historii monumentalnej. Niewątpliwie do niej należą niektóre publikacje Instytutu Pamięci Narodowej. W nią wpisuje się również Muzeum Polaków Ratujących Żydów im rodziny Ulmów w Markowej, które powstało w dużej mierze dzięki osobistemu zaangażowaniu dra Mateusza Szpytmy, obecnego wiceprezesa Instytutu Pamięci Narodowej [xxix]. Nawet jeśli przyjąć perspektywę zróżnicowanego podejścia do historii to nie sposób traktować solidnego podejścia historyków przypominających konkretne fakty z interpretacjami zbliżającymi się do tez negacjonistów Holocaustu. Jest to jednak problem na tyle złożony, że wymaga oddzielnego potraktowaniu, a tutaj go jedynie sygnalizuję.
W każdym razie równie istotne jak wskazanie na „indywidualne nawrócenie”, czy poszerzenie perspektywy historycznej poszczególnego badacza jest zwrócenie uwagi przez Michaela Rothberga na zmiany praktyk badawczych w ramach jednego kraju na przykładzie Francji. Znowu, podobnie jak w przypadku W.E.B. Du Boisa, mamy do czynienia z epizodem mało znanym czy wręcz „zapomnianym”, który pod wpływem „przypadkowego” impulsu wypływa na powierzchnię świadomości społecznej i staje się częścią pamięci zbiorowej. Chodzi o dzień masakry dokonanej przez policję francuska dowodzoną przez prefekta Maurice’a Papona dniu 17 października 1961 roku na uczestnikach pokojowej manifestacji. Co ciekawe zbiegł się on z bardzo ostrymi walkami o wyzwolenie Algierii z kolonialnej obecności Francji. Jednak decydującym katalizatorem „wybuchu pamięci” była postać mało znanego prefekta policji. Jednak nie był to taki zupełny przypadek. Okazało się bowiem, że niesłychana brutalność Maurice’a Papona nie była dla niego czymś całkiem nowym, bowiem podobnie zachowywał się w czasie wojny algiersko-francuskiej, a nawet wcześniej, w podczas drugiej wojny światowej, gdy był wyjątkowo gorliwym wykonawcą poleceń hitlerowskiego okupanta. Jednakże i jego proces mógł przejść niezauważony, gdyby nie równoległa praca mediów, pisarzy i filmowców.
