Matthew Blackwell: Niebezpieczne życie antropologa

Napoleon Chagnon z członkami plemienia Yanomamö pod koniec lat 1960. lub na początku 1970. Zdjęcie dzięki uprzejmości rodziny Chagnon
Napoleon Chagnon z członkami plemienia Yanomamö pod koniec lat 1960. lub na początku 1970. Zdjęcie dzięki uprzejmości rodziny Chagnon

Aklimatyzacja do głębin interioru lasu deszczowego Amazonii i jego unikatowych zagrożeń zabrała Chagnonowi dużo czasu. Nieustannie dręczyły go owady – nie tylko latające i kąsające, ale termity, które zagarniały niepilnowany but na gniazdo, pająki i skorpiony,  przyciągnięte nocą do ciepłego ubrania.

Później znalazł się również twarzą w twarz z anakondą. „Położyłem moją dubeltówkę na brzegu, obok siebie” – wspominał. W chwilę później „woda eksplodowała przede mną: głowa bardzo dużej anakondy wystrzeliła z wody i przeleciała tuż obok mojej twarzy. Natychmiast wpadłem we wściekłość – ten skurwysyński wąż próbuje mnie zabić!” Chagnon zaczął strzelać do węża, który gwałtownie skręcał się i odwracał, kiedy Chagnon ładował, strzelał i ponownie ładował. Bardziej jednak niepokoiły go jaguary, o których było wiadomo, że potrafią zabić kilku mężczyzn w jednym ataku. Od czasu do czasu te drapieżniki podchodziły Chagnona i jego towarzyszy, czasami godzinami. Słychać je było w nocy, jak krążyły wokół tymczasowych obozów, w których spał podczas podróży między wioskami. Pewnej nocy zbudził się i zobaczył jaguara szczerzącego do niego kły, kiedy leżał w hamaku. Siatka na komary i wrzaski wieśniaków odstraszyły jednak zwierzę, które uciekło z powrotem do buszu.  

W 1966 roku Chagnon zaczął współpracę z genetykiem, Jamesem Neelem. Neelowi udało się przekonać Atomic Energy Commission, by sfinansowała badanie genetyczne izolowanej populacji i mógł płacić Chagnonowi za pomoc w tych badaniach. Zespół Neela pobrał próbki krwi od Yanomamö i kiedy odkryli, że Yanomamö nie mają przeciwciał na odrę, zaczął im podawać szczepionkę Edmonston B. 

W pewnym sensie Yanomamö byli jak z podręczników antropologii – byli patrylinearni i poligamiczni (poliginia); podobnie jak niektóre inne kultury na świecie mieli lewirat – mężczyzna żenił się z wdową po zmarłym bracie; mieli ceremonialne role i praktykowali rytualne ograniczenia z tabu dotyczącymi żywności i seksu.

Czasami jednak tę egzotyczną warstewkę przebijało wspólne człowieczeństwo, szczególnie ich szelmowskie poczucie humoru. Na początku badań Chagnona Yanomamö spłatali mu figla, podając mu wulgarne słowa, kiedy pytał o ich imiona. Nie zdawał sobie z tego sprawy aż do momentu, kiedy zaczął chwalić się w grupie Yanomamö tym, że tak dobrze zna ich genealogię. Kiedy zaczął, Yanomamö wybuchli homeryckim śmiechem, aż łzy spływały im po twarzach. Błagali, by kontynuował i nieświadomy niczego Chagnon mówił dalej: „Owłosiona Cipa była żoną wodza, Długiego Kutasa, ich najmłodszym synem był Dupek… i tak dalej”. Kiedy odkrył, że wystrychnęli go na dudka, był zawstydzony i wściekły, pięć miesięcy pracowitego zbierania imion nie dało niczego poza litanią wulgaryzmów. Od tego dnia sprawdzał każdą informację u innych indywidualnych Yanomamö i w innych wioskach.

Chagnon odkrył jednak, że mimo tej jowialności, około 30 procent wszystkich mężczyzn Yanomamö ginęło gwałtowną śmiercią. Wojny i przemoc były powszechne, a pojedynki były rytualną praktyką. Wyglądało to tak, że dwóch mężczyzn waliło się wzajemnie pałkami po głowach, aż jeden z walczących padał. Chagnon stanowczo twierdził, że głównymi przyczynami przemocy wśród Yanomamö było zabijanie w odwecie i kobiety. To ostatnie może nie wydawać się zaskakujące każdemu, kto wie o wszechobecności bezwzględnej samczej rywalizacji seksualnej w królestwie zwierząt, ale antropolodzy na ogół wierzyli, że ludzka przemoc wynika z innych spraw, takich jak spory o zasoby.

Kiedy Chagnon poprosił szamana Yanomamö, Dedeheiwa, o wyjaśnienie przyczyn przemocy, szaman odpowiedział; „Nie zadawaj takich głupich pytań! Kobiety! Kobiety! Kobiety! Kobiety! Kobiety!” Takie bójki wybuchały z powodu zazdrości seksualnej, niestosownego zachowania seksualnego, gwałtu i prób uwiedzenia, porwania lub niedostarczenia obiecanej dziewczyny.

Wewnętrzne napaści i ataki często dotyczyły prób jakiegoś mężczyzny lub grupy mężczyzn porwania kobiety kogoś innego. „Porywacze łapią kobietę za jedno ramię, a jej obrońcy łapią za drugie. Potem obie grupy ciągną w swoją stronę” – dowiedział się Chagnon. W jednym wypadku podobno wyrwano kobiecie ramiona ze stawów: „Ofiara zawsze krzyczy z bólu, a walka może ciągnąć się przez wiele długich minut, zanim jedna grupa przechwytuje kobietę”.

Chociaż co piąta kobieta Yanomamö, z którą Chagnon przeprowadzał wywiad, była porwana z innej wioski, niektóre były wdzięczne, kiedy okazywało się, że ich nowi mężowie byli mniej okrutni niż poprzedni. Traktowanie kobiet Yanomamö potrafi być wręcz makabryczne i Chagnon borykał się z etycznym dylematem, przed jakim stają antropolodzy w takich sytuacjach – czy powinien interweniować, czy pozostać obserwatorem?

Mężczyźni często biją swoje żony, głównie z powodu zazdrości seksualnej, strzelają do nich z łuku lub wkładają płonące patyki między ich nogi, by odstraszyć od niewierności. Przy jednej okazji mężczyzna walił żonę po głowie kawałem drewna na opał na oczach biernej publiczności. „Jej głowa odbijała się od ziemi przy każdym bezlitosnym ciosie, jak gdyby uderzał kijem baseballowym w piłkę. W tym momencie zainterweniowaliśmy razem, wódz i ja – on ją mordował”. Chagnon założył jej szwy na rany głowy. Kobieta wyzdrowiała, ale potem upuściła niemowlę do ogniska podczas snu, a następnie zabił ją jadowity wąż. Życie w Amazonii jest okrutne, brutalne i krótkie.

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com