04.09.2023
Od dłuższego już czasu chodzi za mną temat zmian w hierarchii ważności tego, co ważne w życiu człowieka w miarę tego jak mu przybywa lat, jak przesuwa się on na swojej drodze – od nicości do nicości, – bo tak rozumiem fenomen życia – pojawiamy się w miejscu i czasie całkowicie poza naszą wiedzą i wolą i znikamy podobnie. (Jeżeli ktoś nie zgadza się z tak krańcowym poglądem na temat swojego życia, życia w ogóle, to proszę przyjąć to, jako moje własne, indywidualne widzenie i pogląd.)

Życie zawieszone na osi czasu, od narodzin do śmierci proponuję ująć w trzech fazach:
-fizjologicznej
-psychologicznej
-socjologicznej
wyraźnie zaznaczając na wstępie umowność tego podziału.
Użyte terminy: fizjologia, psychologia, socjologia są tylko znakiem, symbolem określonej dziedziny wiedzy, jakie znamy i jakie funkcjonują w świecie nauki.
To ważne – nie chodzi o to, że w poszczególnych fazach naszego życia występuje tylko jedna, kolejno po sobie następująca faza, chodzi o to, że w każdej z tych faz dominującą rolę odgrywają kolejno –fizjologia, psychologia, socjologia i wszystkie one występują, z różnym nasileniem, w każdej z nich.
Po takim trochę pokrętnym wstępie, przejdźmy do rzeczy.
Rodzimy się, jako organizm biologiczny w wyniku złożonych fizjologicznych procesów zachodzących w organizmie matki.
Wraz z pierwszym oddechem, po oddzieleniu pępowiny, stajemy się odrębnym organizmem, dla którego najważniejsze są funkcje czysto fizjologiczne.
Rozwój dziecka przechodzi przez fazę oralną, analną i genitalną, ale wszystkie one to fizjologia.
Przede wszystkim fizjologia, co nie znaczy, że nie ma tam również silnych więzi psychicznych i relacji społecznych a więc psychologii i socjologii. W przyjętym na wstępie podziale zaznaczałem to współwystępowanie, ale na początku naszego życia liczy się dominująca wartość – a jest nią fizjologia.
W miarę upływu lat, procesy fizjologiczne stają się rutynowe, rośnie natomiast znaczenie i wartość wszystkiego tego, co mieści się w określeniu psychologia – nasze zainteresowania, zdolności, wrażliwość.
Po upływie określonej ilości lat, człowiek z jego kondycją fizyczną, jego cechami osobowości wchodzi w świat relacji z innymi, jako jednostka w mniejszych i większych grupach społecznych, jako członek społeczeństwa w ogóle a nawet ludzkości, jako takiej.
Przebieg tych procesów jest bardzo różny tak jak różni są ludzie i ich losy. Życie jednych jest krótkie, innych długie, jedni żyją barwnie inni cichutko, jedni osiągają znaczące pozycje społeczne, zdobywają władzę, inni wprost przeciwnie.
Tu nie ma reguły porządkującej, ilość zmiennych, od których zależy los człowieka, jego życie, jest ogromna.
Znamy wiele teorii tłumaczących i interpretujących wielkie procesy społeczne czy polityczne, które zmieniały świat i życie milionów ludzi, ale w wymiarze jednostki, w życiu konkretnego człowieka, zawsze i wszędzie występuje zmienność tych trzech faz: fizjologicznej, psychologicznej i socjologicznej, o których mówiłem na wstępie.
Jestem już w schyłkowej fazie swojego życia, właśnie przekroczyłem granicę 84 lat i mam już lat 85.

Na samym sobie widzę i rejestruje jak rośnie znowu rola fizjologii, jak rośnie znaczenie tego jak funkcjonuje mój organizm, ile mu poświęcam uwagi. Jednocześnie też rośnie znaczenie procesów psychicznych, tego jak czuję się jako człowiek wrażliwy i myślący a maleje liczba kontaktów i relacji społecznych, które do niedawna były dominujące w moim życiu.
Wszystkie te obserwacje pozwalają mi na postawienie tezy o tym, że życie człowieka przebiega po kręgu, w którym końcówka cyklu życia powtarza jego początek.
Nie chodzi o ścisłe odwzorowanie, chodzi o proporcje znaczeń każdego z tych trzech parametrów w kolejnych fazach życia.
Zastanawiam się czy można się do tego przygotować, czy można się tego nauczyć.
Ma ktoś jakieś pomysły?

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Mam przed sobą jeszcze 10 lat do takich rozważań i wiem, że będą one inne niż dziś, bo będę miała jeszcze pewnie dekadę doświadczeń, a i otoczenie będzie mi uciekać coraz szybciej. Ale i ja odczuwam zataczanie koła. Mogę nawet powiedzieć, że to właściwie najbardziej beztroski okres mojego życia, zupełnie jakbym była 10-latką. Bo nie muszę pracować, a pracuję bo chcę. Gdyby nie otaczająca mnie rzeczywistość geopolityczna, można by powiedzieć – żyć nie umierać. 🙂 Już nie biegnę do odjeżdżającego autobusu, nie dlatego, że nie mam sił biegać, tylko po co, skoro przyjedzie następny. Nie martwię się, że stracę pracę, że odmowa wykonania głupot może mnie na coś narazić ze strony szefa, nic mnie nie hamuje poza zasadami kultury i ew. odpowiedzialność za innych wokół mnie. Ale przecież tak samo beztroska i bez zahamowań byłam jako 10-latka. 🙂
Czy do tego okresu można się jakoś przygotować? Całe nasze życie jest właśnie przygotowaniem do tego – jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. Myślę, że całym naszym życiem przygotowujemy się na dalsze chwile i lata. Nie każdy element naszego zdrowia zależy od nas, ale im dłużej ta maszyna działa, tym bardziej widzimy wszystkie nasze błędy popełnione w zaniedbaniach, gdy urządzenie jeszcze świeciło blaskiem. Jeszcze medycyna nie wie co przyczynia się do demencji (tej boję się najbardziej), ale nasz stan psychiczny z całego okresu gwarancyjnego odbija się na stanie naszej głowy gdy już jesteśmy po gwarancji, a ta część naszej maszyny najbardziej opiera się poznaniu jak ją naprawiać. Warto więc już wcześniej na gwarancji jak najszybciej nauczyć się życia wg znanej modlitwy przypisywanej stoikom i innym autorom „Boże, daj nam pokorę, byśmy przyjęli w pokoju to, czego zmienić nie możemy, daj nam odwagę, aby zmienić to, co powinno być zmienione, i daj nam mądrość, abyśmy umieli odróżnić jedno od drugiego.” Każdy z nas pożegnał już kogoś kto życie spełnił na zabieganie o majątki, na wymuszaniu podległości wg swoich wyobrażeń i widzieliśmy, że w urnie nie ma miejsca na majątki, władzę i że zabieganie o to zabrało tym ludziom sporą część ich doczesnego czasu. Po co, jeśli nie da się tego skonsumować? Fakt, coraz mniej ludzi wokół mnie, ale to ja rezygnuję, bo cenię sobie dobre towarzystwo, przebywać z kimś mądrym, uczciwym, szczerym, a jeśli popełnia błędy, to mam podstawy by mu wybaczyć – mój pies spełnia te wszystkie cechy.
pełna zgoda co do psa, ja zwykle miałem dwa, zawsze duże w tym jeden to owczarek niemiecki długowłosy – niestety już w krainie wiecznych łowów.
Panie Zbigniewie, moim zd. przygotować się można na niewiele rzeczy w życiu, lecz z pewnością wszystkiego można się nauczyć. I oduczyć. Z moich osobistych doświadczeń z leczeniem choroby, która często kończy się źle, wyniosłam instrukcję obsługi siebie samej. Nauczyłam się jak żyć, zasypiać i budzić się nie zagłębiając w otchłanie myśli; nie, nie przyjmowałam żadnych znieczulaczy, postanowiłam stawić czoła swojemu mózgowi samodzielnie. Zapewniam, że można dać sobie z tym radę, i nie zwariować. Zapewne wie Pan, że nawyk można wyrobić (lub się go pozbyć), jeśli konsekwentnie dzień w dzień robi się to, co trzeba, przez minimum 30 dni. Trudność polega na tym, że sposób na siebie trzeba znaleźć samemu. Serdecznie Panu życzę powodzenia w stawaniu czoła swoim myślom.
Najważniejsze prawo Natury to maksymalizacja ilości Twojego materiału genetycznego. Pamiętać należy, że najwięcej Twoich genów mają dzieci i wnuki, ale także inni ludzie i zwierzęta. Jak całe życie dążysz do tego, aby Twoich genów było jak najwięcej, to priorytet pozostaje bez zmian, tylko środki się zmieniają.