Po powrocie z gór znalazłem na profilu Krzysztofa taki oto dokument, który przytaczam w całości, bo tworzy on ciąg logiczny:
Pewne zamieszanie i niezrozumienie spowodowało moje zaproszenie drugiej strony do rozmów. Nie chodzi o „układanie się”, tylko o negocjacje na temat realizacji naszych postulatów.
Negocjuje się z wrogiem, nie z przyjacielem. Chodzi o to, by jeszcze z czegoś ustąpili pod wpływem masowych protestów.
Oni są w tej chwili w panice, a buńczuczne bredzenia są wynikiem strachu. Zaproszenie do rozmów wybija im argument, że tłum chce ich wieszać i nie stawia ich w pozycji bez wyjścia. W sierpniu 80. też zapraszaliśmy stronę rządowa do rozmów.
Pamiętajmy, że każdy taki bunt może skończyć się na trzy sposoby:
- Klęską (nie chcemy tego);
- Rozlewem krwi (nie chcemy tego):
- Negocjacjami i ustępstwem drugiej strony.
Skoro nie chcemy rozwiązań 1 i 2, to pozostaje rozwiązanie 3.
Oczywiście małe są szanse, by już na tym etapie rozmowy podjęli, ale dobrą wolę okazywać trzeba i nie oznacza to ustępowania z tego co jest ważne.
Znam Kaczyńskiego. To straszny cykor, który zagoniony w ślepy kąt może kazać strzelać. Dlatego trzeba zawsze okazywać, że ma jakieś wyjście.
Ja byłem w Pekinie, gdy studenci strajkowali na Tiananmen. Tam nie doszło do porozumienia. Wynik: 7 tysięcy trupów, 32 tysiące rannych, dziesiątki tysięcy uwięzionych. Ja mam to ciągle w pamięci.
Oczywiście pod tym wpisem poleje się hejt, ale trudno – myślenie nie wszystkim dane było od urodzenia.
Ja mam poczucie odpowiedzialności także za Wasze życie. Stoję na czele KOD-U, największej organizacji opozycyjnej, prawie 10 tysięcy ludzi. Mam do zwycięstwa doprowadzić Was żywych.
Krzysztof Łoziński, przewodniczący ZG KOD”
Napisałem wyżej, że ten dokument tworzy ciąg logiczny, ale jest on logiczny inaczej. Dobrą wolę można okazywać, maszerując i skandując. Zresztą, nikt w czasie spacerów organizowanych przez Obywateli RP i Akcję Demokrację nie domagał się np. wtrącenia Jarosława Kaczyńskiego do lochu, co mogłoby niewątpliwie być dla niego groźbą nie do zniesienia i wywołać paniczny strach.
To nie PiS i Kaczyński uległ naciskowi ulicy, tylko tzw. najsłabsze ogniwo – tu: pan prezydent.
Rosnący nacisk może doprowadzić do pęknięcia kolejnego ogniwa, np. pana Gowina.
To z Jarosławem K. nie ma nic wspólnego.
Krzysztof pisze, że świetnie zna Jarosława. Przyznaję, że jest jest dobrym znawcą życiorysu prostego posła i wielokrotnie trafnie analizował pisma i wypowiedzi inteligenta z Żoliborza. To nie znaczy jednak, że zna jego ciemne zakamarki jego psychiki, rzeczywistą odporność na stress, wrażliwość na bodźce, wreszcie – źródła lęków. Jeśli tak twierdzi, to mocno koloryzuje.
Nie tylko ja krytycznie oceniam tę niezręczną wypowiedź Krzysztofa Łozińskiego, niepotrzebnie wtrącającego w swoją narrację opowieść o Placu Niebiańskiego Spokoju. Pisowska granda w niczym nie przypomina rozchwianego komunistycznego reżimu, a tłumy polskich perypatetyków nie są tak osamotnieni, jak pekińscy studenci. Analogii tu nie ma, chyba że Krzysztof chciał nam powiedzieć coś innego.
Spacerowiczki i spacerowicze nie odżegnują się od dialogu, i choć jestem raczej obserwatorem niż uczestnikiem, to zauważyłem, że na przechadzkach mało raczej mówi się i skanduje o odwecie, karze i zemście. A właściwie – w ogóle się o tym nie mówi. Złośliwe piosenki, przekorne hasła nie nawołują do krwawej rozprawy z ukrytym w brzydkim gabinecie człowieczkiem. Zaś Kaczyńskim powoduje nie strach, tylko żądza zemsty. O czym trzeba pamiętać, ale nie podejmować tematu.
Ulica jest rozczarowana wypowiedzią Krzysztofa. Jej reakcja przypomniała mi – toutes proportions gardées – słynne słowa Władysława Gomułki: „Dzisiaj zwracamy się do ludu pracującego Warszawy i całego kraju z wezwaniem: dość wiecowania i manifestacji! Czas przejść do codziennej pracy…” . Niech Krzysztof wybaczy mi to porównanie, bo nie chodzi o zestawienie Łozy z Wiesławem, tylko o podobne uczucie rozczarowania. Z emocjami każdy przywódca musi się liczyć. Jeżeli Krzysztof je zlekceważy – będzie stracony. Już teraz czytam wpisy pełne zniechęcenia.
Nic to, że przewodniczy Krzysztof organizacji liczącej 10 tysięcy członków, że regiony i komórki KOD działają w wielu miejscowościach i lokalni działacze potrafią zebrać nie garstkę, a setki ludzi pod sądami czy siedzibami PiS. To samo może się się wkrótce dziać bez Łozińskiego, tak jak się działo bez założyciela Komitetu – Mateusza Kijowskiego. Ale – tu wtrącę – była to mniej zasługa Twoja, Krzysztof, a bardziej narastającej niechęci coraz liczniejszych grup do obozu rządzącego, stylu uprawiania polityki, a przede wszystkim do osoby prezydenta.
Pozwolę sobie tu na dygresję. Jest chyba pewną prawidłowością, że emocje najsilniejsze budzi jedna konkretna twarz, nie cały, nawet najbardziej odrażający obóz lub układ. Trudno sobie wyobrazić ogólnopolski protest przeciwko np. źle działającym samorządom. Ale przeciwko jednemu typkowi, na dodatek odpowiedzialnemu za liczne delikty konstytucyjne, które ugruntowały niedemokratyczny styl sprawowania władzy – jak najbardziej. To Adrian, to Andrzej Duda stał się wszechobecnym bohaterem manifestacji, wieców i pikiet. Pod jego pałacem pojawiały się kartonady, stawała scena, tu gromadziły się najliczniejsze tłumy. Zanim jeszcze na porządku dziennym stanęły ustawy demolujące sądy.
Tak więc Krzysztofie, położyłeś duże zasługi we współorganizowaniu tych wydarzeń, ale musisz zaakceptować poważną zmianę, jaka dokonała się w społeczeństwie i na ulicy: KOD stał się tylko jednym z udziałowców tego rozległego ruchu, w jaki wprawieni zostali obywatele. Dlatego – przyjmij moje słowa jak od przyjaciela – namawiam do skromności i umiaru, bo inaczej grozi Ci marginalizacja. Przykra dla Ciebie, ale druzgocząca Twoich zwolenników, a w szczególności członków Komitetu Obrony Demokracji.
I jeszcze jeden, trochę długi cytat z FB:
Beata Sporna
Wczoraj o 11:13 ·
Od dawna Krzysztof Łoziński nie mówi w moim imieniu. Po wczorajszej konferencji i dzisiejszym wpisie jestem wręcz zmuszona odciąć się publicznie.
Odpowiedź Jerzego Friedricha doskonale oddaje to, co mnie do tego skłania.
Bunt społeczny może się zakończyć na znacznie więcej sposobów niż podajesz. Np. poprzez przyjęcie postulatów protestujących przez władzę. Może to sprawa tego myślenia, o którym wspominasz, ale Twoja argumentacja nie bardzo się broni. Jak dobrze wiesz Polacy maja długą historię sporów ulicznych i nie ma powodów aby straszyć studentów wizją Placu Niebiańskiego Spokoju. Jesteśmy prawie rówieśnikami z bardzo zbliżoną „kartą opozycyjną” i z autopsji pamiętamy wszystkie wydarzenia od marca 68. Nawet w stanie wojennym wojsko odmawiało wejścia na teren strajkujących zakładów pracy. Ani razu siły rządowe nie użyły ostrej amunicji do rozpędzenia tłumów. Kilka ofiar śmiertelnych było wynikiem przypadkowego postrzelenia podczas strzelania na postrach i kilka zginęło podczas ataku na funkcjonariuszy.
Pozostaje nadal pytanie podstawowe, co możemy uzyskać podczas rozmów Łoziński-Kaczyński.
Wariant 1 – dobra Krzysztof, cofamy wszystkie naruszenia Konstytucji i od jutra jesteśmy jak żona Cezara
Wariant 2 – dobra Krzysztof, my obiecujemy już nie naruszać, a wy się rozwiązujecie.
Wariant 3 – dobra Krzysztof, gadamy już 2 tygodnie, w międzyczasie straciłeś już wiarygodność wśród społeczeństwa i ewentualnych koalicjantów. KOD-u praktycznie już nie ma – możesz oddalić się szybko w dowolnie wybranym kierunku.
Wariant 4 – Rząd wyda oświadczenie, iż byli ubecy oraz wdowy po nich usiłuja podstępnie osłabić morale zdrowego społeczeństwa proponując zgniłe kompromisy, które z obrzydzeniem władza odrzuca – a Ty obudzisz się z ręką w nocniku.
Jako politolog mam świadomość, że ilość możliwych wariantów jest znacznie dłuższa. Wiem też, że rozmowy z PiS prowadzone bez partii opozycyjnych będą odbierane jako zdrada i prawdopodobnie skończą się kompromitacją Twoją i ruchu który reprezentujesz. Ja w tym nie zamierzam brać udziału. Jak chcesz się przekonać ilu pójdzie za mną – działaj. Jak nie chcesz – zmień doradców! Masz jeszcze szansę przejść do historii, nie tylko jako „znany” taternik. Nadal liczę na Twoją rozwagę.
-
Jerzy Friedrich
A zatem Krzysztof – więcej rozwagi! Ciągle masz szansę. Słuchaj także przyjaciół.
Pozdrawiam
Piotr Rachtan


Największym bledem w kuchni jest chęć zjedzenia niedogotowanego jedzenia. Nie jest smaczne i można się zatruć. Po to, żeby było smaczne i pożywne, musi się dobrze ugotować.
„Zaczynaj z wizją końca” [1]
Wydaje mi się, że słabością wszystkich naszych dotychczasowych działań jest brak „wizji końca”.
Opozycja po dwóch latach wciąż nie ma nam nic do zaproponowania, nie poświęciła ani minuty na analizę przyczyn własnej porażki. Nie wyraziła skruchy. Jest passe.
Liczymy na Kościół, a ten milczy jak zaklęty (intuicja podpowiada nam, że kręci swoje lody, ale wypieramy ten obraz).
Liczymy, że młodzi wezmą sprawy w swoje ręce, o oni albo po drugiej stronie, albo nie w temacie, albo nie wychylą się, bo obciach.
W tej sytuacji trudno określić cel (koniec). Jeśli nie potrafimy zdefiniować celu, nikt nie wie jakie należy podjąć działanie aby ??? osiągnąć cel.
Artykułowane cele: demokracja, wolność, równość, wolne sądy, opublikować wyrok TK, zaprzysiężyć sędziów TK. Czyli co konkretnie?
To tylko ogólniki, abstrakcje. Intelektualiści nie podjęli się dotąd zadania przełożenia ich na konkretne rozwiązania. Cały czas trwa walka z PiS. Nie istnieje płaszczyzna na której wykuwa się atrakcyjny dla młodych ludzi projekt Polska. Nie ma absolutnie nic tylko licytacja, kto obieca więcej, „umywanie rąk” i lans.
Nie może się wykluć bo awangarda intelektualna nie rozumie w jakim miejscu jest Polska i próbuje tu zaszczepić egzotyczne rośliny, a strona konserwatywna wciąż uprawia buraki.
Toczą się jałowe dyskusje z których nic nie wynika. Jesteśmy skupienie na „tu i teraz”, nasza taktyka to „akcja (PiS) – reakcja (my) i tak od dwóch lat. Jesteśmy reaktywni. A po drugiej stronie mózg szachisty, który planuje 7 ruchów do przodu. Jesteśmy zamknięci na myślenie planowe. Ma być natychmiast.
Dobrym przykładem takiej postawy jest wezwanie KODu do opublikowania wyroku TK. Brzmi: „Domagamy się publikacji wyroku. NIEZWŁOCZNIE!” i tak już 504 dni. Porażka taktyczna i kompromitacja wizerunkowa. Aby uniknąć takich wpadek, jeśli nie wiemy co zrobić, lepiej nie robić nic.
Nie zdefiniowaliśmy celu, więc nie możemy tworzyć strategii działania.
Kiedy 8. dzień spacerowałam, po informacji o decyzji Prezydenta, zastanawiałam się czy organizatorzy mają pomysł co dalej. Nie mieli. Nie mieli planu B, ani nie byli przygotowani na taki ruch PAD. Wyciągają nas na ulice (Łańcuch Światła), ale bez wizji końca, czyli jak zawsze „jakoś to będzie”.
Wydaje mi się, że KŁ jest tego świadomy. No, bo co osiągniemy manifestując kolejne dni? Nic. Ludzi w końcu zacznie ubywać. Nie należy mieć złudzeń, że oni już tacy obudzeni. Ściągnęłam znajomych, bo bombardowałam ich smsami. Ale nie da się tego robić cały czas. Jeśli to potrwa za długo, trzeba będzie wzorem KOD zrobić taki stacjonarny „łańcuch”, żeby wyjść z twarzą. To niemożliwe.
Najważniejsze jest „wyjść z twarzą”. Ten cel taktyczny został osiągnięty, właśnie przez wygaszenie łańcucha.
Wiemy, że nie wolno się zatrzymać, co nie znaczy, że należy protestować identycznie jak dotąd.
„Dobry atak to taki, którego wróg nie potrafi odeprzeć; dobra obrona to taka, której wróg nie potrafi przełamać.” „Wojna to sztuka wprowadzania w błąd, więc jeżeli coś możesz, udawaj, że nie możesz. Jeżeli jesteś gotów, udawaj bezczynność.” Sun Tzu.
„Wygaszenie” traktuję jak taką taktykę. Kto rozumie, ten czuwa. Było wezwanie do czuwania. Mamy być gotowi na sygnał, a nie spacerować bez celu.
***
„zaproszenie drugiej strony do rozmów” – to zagrywka taktyczna, ma dowieść, że nie jesteśmy groźni i mamy dobrą wolę, chcemy rozmawiać. Taka taktyka ma osłabić ich propagandę, jest adresowana do elektoratu PiS, a nie do rządu czy JK.
Gdyby jakimś cudem doszło do takiej rozmowy (wiemy, że to niemożliwe), wtedy żaden z 4. wariantów Jerzego Friedricha nie byłby brany pod uwagę. To akurat wiemy. Gdyby była taka wola drugiej strony należałoby skorzystać z doświadczenia np. Okrągłego Stołu.
To jednak są tylko słowa, które mają pokazać, że wciąż jesteśmy pokojowo nastawieni. Po takiej deklaracji druga strona powinna wydać oświadczenie. Rozmawiajmy/z wami nie rozmawiamy. Brak deklaracji oznacza deklarację „mamy was gdzieś”.
Uzasadnienie KŁ jest na wyrost, zakłada, że oni się już boją. Myślę, że to jeszcze nie ten etap. Oni na razie nas straszą (zasieki pod Sejmem), a JK straszy nami swoich, więc im więcej takich pokojowych deklaracji z naszej strony, tym będziemy bezpieczniejsi. Oni nie mogą się bać. To nie bezpośredni rozkaz doprowadził do incydentu na kopalni Wujek, ale strach. Myślę, że tego próbuje uniknąć Krzysztof Łoziński.
[1] S. Covey „7. nawyków skutecznego działania”
Przyjacielska rada…. kochany Krzysiu..
” przyjmij moje słowa jak od przyjaciela – namawiam do skromności i umiaru, bo inaczej grozi Ci marginalizacja. Przykra dla Ciebie, ale druzgocząca Twoich zwolenników, a w szczególności członków Komitetu Obrony Demokracji.”
…………………………
Chyba to nadszedł czas na wygodny fotel koło kominka, wygodne papucie i jak ktoś się przysiądzie opowieści jak to drzewiej bywało, ale nie długo…
Jakie to szczęście że mam mało przyjaciół i nie gadamy o sprawach zawodowych…
ps.
Czekam kiedy ktoś się odważy i napisze… kochany Jarku..
Kocham Jarka……..:)
Myślę, że w tym momencie wezwanie do rozejścia się strajkujących ma sens. Nie można ich trzymać w nieskończoność na ulicach, bo jak zauważono wyżej sami by się i tak rozeszli. Teraz jest pora na zjednoczoną opozycję, aby wystąpiła do PAD o przejrzyste sformułowanie proponowanych zmian w dwóch zawetowanych ustawach i o konieczność wycofania tej już podpisanej.
W tej cheili mamy moment zawieszenia. PAD musi się opowiedzieć w jakim kierunku chce zmierzać. I tu jest rola dla polskiej opozycji na wyciągnięcie ręki z propozycją współpracy/Okrągłego Stołu. Wzmocni to rolę prezydenta i spowoduje dalsze odsuwanie Kaczyńskiego w niebyt. Niestety:
Zamiast tego co mamy? Lider KOD występuje solo. Czyli nic się nie zmieniło. Opozycja niczego się nie nauczyła. Nie ma nadal wspólnego frontu, tylko każdy sobie rzepkę skrobie. Przy całej sympatii do KOD i KŁ nie uważam, że to w tej chwili wiodąca częćś polskiej opozycji. Zatem jego działanie solo nie było chyba niczym uzasadnione. Polska opozycja nie ma lidera, zatem powinna chociaż się zjednoczyć. Coś zaczynam to czarno widzieć. Jest świetny moment aby naciskać na prezydenta i stworzyć liczącą się orzeciwwagę dla aroganckich poczynań harcowników PiS w Sejmie ale jak widać nie ma nikogo, kto mógłby to robić.
Myślę, że jest szansa, jest w naszym rozproszeniu. KŁ „wygasił” łańcuch, ale Dziewuchy, Obywatele RP, Strajk Kobiet, Akcja Demokracja i inni mają własne programy, chcą być widoczni, działają. To sprawia, że trudno się połapać kto i co robi/zrobi i kto za tym stoi. Taki chaos jest trudny do „rozpracowania”, więc choć nie stoimy już na ulicy, pojawiamy się na niej. I dobrze.
Na obecnym etapie skuteczna taktyka, to taktyka „partyzancka”.
Partyzanci „ukąszą i uciekają”, następnie przeczekają trochę i znowu robią zasadzkę, znowu atakują, uciekają i tak nie dając przeciwnikowi odetchnąć, aż do skutku.
Unikają walk frontalnych, wycofują się, żeby wyskoczyć tam gdzie się ich nikt nie spodziewa. To pierwszy etap, który pozwala stworzyć „armię”. Dopiero wtedy można będzie pokonać przeciwnika.
Łańcuch Światła był bardziej zdeterminowany niż marsze KODu, ale to ciągle te same klimaty. To jeszcze nie jest armia, a staje na przeciwko armii. Dlatego uważam, że należało się rozejść, a teraz trzeba nękać przeciwnika.
Niestety wciąż nie mamy pomysłu jak i gdzie. No i w taktyce partyzanckiej liczy się zaskoczenie i szybkość reakcji, a my chcemy wszystko planować na FB. Nie bierzemy pod uwagę potencjalnych ruchów przeciwnika. Nie słuchamy dowódcy, krytykujemy go i dyskutujemy. Na wojnie nie ma demokracji. Jeśli chcemy demokrację obronić, musimy teraz komuś zaufać. Na razie mamy pana Krzysztofa, W. Frasyniuka i jest Paweł Kasprzak. To osoby, których nie krytykujemy 🙂 tylko słuchamy.
Marta Lempart zauważa: „Uważam, że czas manifestacji się skończył. Koniec z marszami, sceną i płomiennymi przemówieniami. Koniec z atmosferą festynu. Teraz trzeba planować działania, które utrudnią PiS życie; na każdą skalę, małą i dużą.” Nesweek 31/2017 I ja się z nią zgadzam.
Mam prośbę do autorów SO. Zredagujcie krótkie teksty, argumenty nie do odparcia, które wykorzystamy w naszej polemice ze znajomymi, z sąsiadami. Udostępnijcie je, tak jak to zrobił Jacek Dehnel. My zwykli zjadacze chleba potrzebujemy Waszych umiejętności, ale to nie mogą być eseje, to musza być tweety.
Dyskusje tu są ważne, ale musi z nich coś praktycznego wynikać. Teraz MUSI.
@PAT: mamy chwilowe zawieszenie protestów. Jest moment na zastanowienie co dalej. Piękny apel Andrzeja Saramanowicza aby zrobić Okrągły Stół polskiej opozycji pozostał bez echa jak na razie. Liderzy, których Pani wymienia mogą być niedługo zablokowani przez dobrą zmianę, ponieważ zatomizowana nadal opozycja nie jest w stanie przeciwstawić się PiSowskim władzom. Kamiński już ma na głowie projuratora. Mamy zatem dwa scenariusze: albo opozycja się zjednoczy i stworzy forpocztę protestów i siłę zdolną do wpływania na decyzje prezydenta i pisowskiego parlamentu, albo wrócą protesty uliczne jeśli kolejna wersja ustaw w sprawie sądów nie wniesie nic nowego. Tylko że wtedy trudno się spodziewać jakiegoś konstruktywnego organizowania się protestujących. Ten proces powinien następować teraz, podczas zawieszenia broni.
Wysłuchałam Pawła Kasprzaka. Jest rozgoryczony. Rozumiem go, ale …
PK jest dojrzałą opozycją, a uczestnicy Łańcucha to amatorzy. Pokazują swój sprzeciw, ale nie są gotowi do poświęceń. Naciskani zrobią unik i ich stracimy, albo „zatoną”, bo nie umieją jeszcze pływać. Nie wolno wywierać na nich presji. To byłby moim zdaniem błąd taktyczny.
Trzeba nas utrzymać w gotowości, co nie znaczy, że „na posterunku”. Trzeba wspierać Obywateli RP, ale i zaskakiwać przeciwnika. Obywatele RP stali się przewidywalni. Idą na zwarcie, to woda na młyn propagandy PiS. Nie chodzi o to żeby zginąć, tylko żeby wygrać. Jak nie dziś, to jutro. Minimalnym kosztem, maksymalny zysk. Sposobem, fortelem. Cało i zdrowo.
W pełni popieram zatrzymanie spacerów w momencie kulminacji, kiedy uczestnicy czują siłę i jedność.
Nie można dopuścić do powolnego wygasania tych odczuć – to demobilizuje.
Potrzebne są mocne uderzenia we właściwych momentach, albo… majdan, na który się nie zdecydujemy, bo szanujemy krew…
Kaczor i macier, przyciśnięci do muru, nie będą mieli zahamowania przed wyprowadzeniem na ulice bojówek z tzw. wojsk obrony terytorialnej przeciwko „suwerenowi”.
Psychopaci ich nie miewają, już raz próbowali to zrobić przy pomocy Nadwiślańskich Jednostek MSW.
Mogą powtórzyć próbę, tym razem nie z jednostkami odziedziczonymi po PRL, tylko z formacją zbudowaną od podstaw ze swoich kiboli…
W końcu dla jakiegoś powodu to właśnie te „wojska” dostają najnowocześniejsze uzbrojenie, kosztem zawodowej armii, marginalizowanej i rozpraszanej po prowincjonalnych garnizonach.
A terytorialsi ćwiczą walkę z „wrogiem zewnętrznym i wewnętrznym” ze szczególnym uwzględnieniem tego drugiego…
Pozwólmy, by społeczne wkurzenie okrzepło i „sprężyło się” do decydującego uderzenia w momencie, gdy będzie to odpowiadało nam, a nie opanowanej przez płaszczaka policji…
Nadal uważam, że wezwanie KŁ nie było przemyślane, lub raczej było niedomyślane. Można rozumieć intencje (zmiana sytuacji), lecz do zebranych na wiecu ludzi trzeba wypowiadać komunikaty jasne. Na przykład powiedzieć, że sytuacja się zmieniła i teraz KOD, Obywatele RP, Strajk Kobiet i co tam jeszcze muszą się wspólnie naradzić nad celami (osiągnięto tylko część) i taktyką. I wezwać ludzi do przyjścia np. za tydzień w to samo miejsce. Przez tydzień debatować, ale i grzać atmosferę, by zainteresowanie nie opadło. W tym kontekście wezwanie Krzysztofa miałoby sens. Jednocześnie wysłany by został sygnał, że opozycja pozaparlamentarna się jednoczy… a tego właśnie PiS się boi.
A porównanie do sytuacji w Pekinie w 1989 – bez komentarza. Napisałem w tekście.
@Rachtan: Krzysztof Łoziński zrobił to niezręcznie i nie ma co dalej nad tym rwać włosów. Skoro opozycja parlamentarna nie łączy się we wspólną strukturę aby przeciwstawić się zamachowi PiS na demokrację, może warto namówić liderów opozycji pozaparlamentarnej, aby oni się zjednoczyli, co Pan proponuje powyżej. Prokuratura już dobiera się do Obywateli RP, zatem sytuacja nagli, aby się bronić przez zjednoczenie sił. Rozproszona opozycja może zostać wyłapana przez coraz bardziej spanikowane siły obecnej władzy. Podczas gdy zjednocxona opozycja umożliwi lepszą koordynację nadchodzących protestów, które zapewne staną się znowu konieczne za miesiąc czy dwa.
U nas (Katowice) komunikat był jasny:
„Idziemy do domu, czuwamy, monitorujemy sieć, żeby nic nam nie umknęło, pojawiamy się na sygnał”
Jest sygnał > jutro > : https://www.facebook.com/events/997572457012100/?acontext=%7B%22ref%22%3A%224%22%2C%22feed_story_type%22%3A%22308%22%2C%22action_history%22%3A%22null%22%7D
Zdam relację.
Co zobaczył Max Kolonko:
https://www.facebook.com/MaxTVfan/videos/1802143076782971/?hc_ref=ARSspm3jqSlTOcHY-Td_1y4P4LA1pzha9GVe87n7Dxl6lJvBnPW-R5-j0Z5r42gsr8M