Krzysztof Łoziński: Demagogia i jej skutek. 18 lat35 min czytania

()

Antynaukowa krucjata

W jednym z wystąpień telewizyjnych Lech Kaczyński, zapytany o list 42 profesorów prawa i adwokatów, którzy publicznie zaprotestowali przeciw jego koncepcjom, odparł, że „z tymi autorytetami, to nie jest sprawa taka prosta, jak w fizyce czy chemii”. Jest to niczym nie uzasadnione kwestionowanie kompetencji autorów listu.

Patrząc na sprawę z boku, trudno nie zauważyć, że adwersarze pana ministra autorytetami w dziedzinie prawa karnego są, zaś jego poplecznicy nie są. Jak dotąd Lecha Kaczyńskiego nie poparł żaden wybitny znawca prawa karnego, nawet żaden poważny publicysta prawny. „Z tymi autorytetami” sprawa jest zupełnie prosta, panie ministrze. Jednoznacznie wypowiadają się przeciw panu.

Lech Kaczński sugeruje, że prawidłowości formułowane przez nauki społeczne nie obowiązują obiektywnie, jak prawa fizyki. Jest to pogląd antynaukowy. Na negowaniu tego obiektywizmu zbudowano marksizm i skutki znamy. To, że prawa nauk społecznych nie dają się zapisać w postaci wzorów, nie oznacza, że można w tak delikatnej materii, jaką jest społeczeństwo, dowolnie majstrować ignorując naukową wiedzę. O antynaukowym charakterze koncepcji Lecha Kaczyńskiego świadczy, że na wszystkie problemy przestępczości zaradzić ma jedno toporne lekarstwo: surowe kary. Przestępczość to wiele różnych zjawisk, o różnych mechanizmach i różnych przyczynach. Inne są przyczyny korupcji, inne rozbojów, inne burd po alkoholu a jeszcze inne gwałtów i nie można twierdzić, że na wszystkie zarazy wynalazło się uniwersalną aspirynę.

Odpowiadając na list 42 prawników Lech Kaczyński mówi: „Są w tym liście sprawy wysoce niepokojące. Twierdzi się na przykład, że liberalne prawo – a więc łagodność wobec morderców, gwałcicieli i bandytów – jest składnikiem pojęcia wolności.” Jest to przykład typowej dla braci Kaczyńskich metody dyskusji: wmawianie przeciwnikowi poglądów, których wcale on nie ma, a z którymi łatwiej jest dyskutować, niż z rzeczywistymi argumentami. Jak dotąd żaden z krytyków pana ministra nie twierdził, że „łagodność wobec morderców, gwałcicieli i bandytów jest składnikiem wolności”. „Liberalne prawo” nie ma nic wspólnego z „łagodnością wobec morderców”. Lech Kaczyński wmawia w kodeks karny (wedle niego „liberalny”) rzeczy, których w nim nie ma. Za morderstwo grozi dożywocie, a nie „łagodność”.

Gdy nie ma się argumentów i nie ma się racji, przypisuje się adwersarzowi jakieś bulwersujące opinię publiczną zdanie, którego on wcale nie powiedział, starając się wzbudzić gniew ludu i zastraszyć rozmówcę wrzaskiem. Każdy, kto ma inne zdanie, zostaje okrzyknięty „zwolennikiem łagodnego karania”, poplecznikiem „morderców, gwałcicieli i bandytów” i oczywiście „liberałem” (Np. Lech Falandysz „liberał”?!).

W wypowiedziach Lecha Kaczyńskiego jest wiele elementów świadczących o tym, że nie zna on, lub udaje, że nie zna, metodyki badań naukowych. Na stwierdzenie: „Polska nadal jest krajem dużo bezpieczniejszym niż Francja czy Wielka Brytania” Lech Kaczyński odpowiada: „To wierutna bzdura. W tych krajach jest wyższa przestępczość ujawniona – to znaczy ta, którą ujmują statystyki. U nas jest nieporównywalnie większa ciemna liczba przestępstw.” Pan minister myśli, że naukowcy to niekompetentne dzieci, co ślepo wierzą w liczby podawane przez policję, że przestępstw nie zgłoszonych statystyki nie obejmują! Zdumiewająco naiwne wyobrażenie o metodzie sporządzania statystyk, i znowu argument wzięty z sufitu. Lech Kaczyński nie wie, czy dane, o których myśli rozmówca, obejmują przestępstwa nie zgłoszone, czy też nie, bo nie podał on żadnych liczb. Skąd wniosek, że miał na myśli tylko przestępstwa zgłoszone? Znikąd. Trzeba było szybko coś palnąć w odpowiedzi, nie dbając, czy to prawda.

Ulubionym argumentem zwolenników Lecha Kaczyńskiego i jego samego, jest twierdzenie, że „statystyki nie oddają rzeczywistości”. To by znaczyło, że statystyki sporządzane są przez ignorantów. Nieprawda. Statystyki sporządzane przez instytucje naukowe, oraz takie jak GUS, oddają rzeczywistość. Uwzględniają „ciemną liczbę”, bo istnieją algorytmy pozwalające na oszacowanie wielkości zjawiska na podstawie niepełnych danych.

Czy pan minister nie wie, że w statystykach podaje się liczby przestępstw zgłoszonych, wykrytych oraz wszystkich i że są to różne liczby? Że dla oceny stanu bezpieczeństwa w różnych krajach porównuje się nie liczby przestępstw w ogóle, tylko liczby takich samych czynów na sto tysięcy mieszkańców rocznie, bo kraje mają różną liczbę ludności, a ten sam czyn w jednym kraju może być przestępstwem, a w innym nie? Gdyby stosować rozumowanie Lecha Kaczyńskiego, to okaże się, że najbezpieczniej jest w Somalii, Laosie i Arabii Saudyjskiej, bo tam nie ma kodeksu karnego i statystyk. Mimo to liczba zabójstw na sto tysięcy mieszkańców rocznie istnieje i naukowcy potrafią ją oszacować. Dla Polski wynosi ona ok. 3, a dla Somalii ok. 300.

Lech Kaczyński twierdzi, że „na całym świecie liberalizacji prawa karnego towarzyszył wzrost przestępczości. Narzuca się wniosek o związku przyczynowo-skutkowym między tymi dwoma zjawiskami. Autorzy listu świetnie wiedzą, że wyniki badań naukowych w tym zakresie są zróżnicowane.”

„Na całym świecie” nastąpiła „liberalizacja prawa karnego”? W ogromnej większości państw, żadnej „liberalizacji prawa karnego” nie było (w kilkudziesięciu państwach do dziś nie ma skodyfikowanego prawa). A więc znowu: świat nie kończy się równo z tabelką w europejskich statystykach. Co zaś do owej „liberalizacji” w ok. trzydziestu najbogatszych krajach, która następowała stopniowo od początku XX wieku, to tak się składa, że właśnie w tych krajach przestępczość jest znacznie mniejsza niż w pozostałych. W tych krajach później następowały różne niewielkie wzrosty lub spadki liczby przestępstw, cały czas wokół tego niskiego poziomu, które zbiegały się w czasie, lub nie, ze zmianami w prawie. Na tych wahaniach spekulują zwolennicy Lecha Kaczyńskiego. Jeśli patrzeć na cały proces, a nie na dowolnie wybrany wycinek, to jest on dokładnie odwrotny, niż Lech Kaczyński twierdzi. Świadczą o tym różnice bardzo duże, a nie subtelne. Spekuluje się na niewielkich wahaniach stanu bezpieczeństwa w i tak bezpiecznej Anglii, czy USA, a pomija się milczeniem kraje o prawie potwornym i przestępczości gigantycznej (np. Kolumbię, RPA).

Sama zbieżność w czasie jeszcze nie dowodzi związku przyczynowo-skutkowego. W niektórych krajach w tym samym czasie zwiększono znacznie zakres wolności, zwłaszcza gospodarczej, co pozwoliło łatwiej kraść i łatwiej sprzedawać kradzione, i zliberalizowano prawo karne. Nie wszędzie jednak tak było. W Polsce nastąpił skokowy wzrost liczby przestępstw przeciwko mieniu w tym samym czasie, gdy wprowadzono wolny rynek. Niewielkie złagodzenie niektórych sankcji karnych nastąpiło kilka lat później. W odniesieniu do Polski mówiąc o związku przyczynowo-skutkowym, Lech Kaczyński buduje wehikuł czasu. Przyczyna jest, według niego, osiem lat późniejsza niż skutek. Złagodzenie prawa karnego spowodowało wzrost przestępczości osiem lat wcześniej, niż się dokonało.

„Wyniki prac naukowych”, podają inne przyczyny zjawiska niż zmiany w prawie karnym. Twierdzenie, że obecnie kradnie się więcej samochodów, bo złagodzono prawo, to demagogia. Piętnaście lat temu było w Polsce 2 mln. samochodów, a obecnie jest 16 mln. Poza tym łady i trabanty były dla złodziei mniej atrakcyjne niż mercedesy. I to chyba jest przyczyna wzrostu liczby kradzieży. Piętnaście lat temu przemycano do Polski mniej narkotyków, bo nasz rynek był za biedny dla wielkich gangów. Rzadziej napadano na osoby wychodzące z banków, bo mało kto trzymał pieniądze w bankach. Itd. Przez kilka lat w stanie zapaści były służby policyjne, które dopiero później zaczęto reformować. Ale dla Lecha Kaczyńskiego, to wszystko nie są przyczyny wzrostu przestępczości, tylko to, że osiem lat później nieco złagodzono prawo.

Lech Kaczyński udaje, że nie wie, iż zbieżność w czasie złagodzenia kar i wzrostu przestępczości lub zaostrzenia kar i jej spadku nie zawsze istnieje. Swego czasu, w USA, znaczne zaostrzenie prawa, w postaci ustaw prohibicyjnych, spowodowało, ogromny wzrost przestępczości zorganizowanej. Wzrost, a nie spadek.

Obie powyższe metody manipulacji faktami jednocześnie zastosował Zbigniew Ziobro (G.W. 26 lipca 2000). Pisał on: „Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat w Europie Zachodniej i USA warunki społeczne i standard życia systematycznie się poprawiały. Politykę kryminalną oparto na modelu łagodzenia kar […]. Zgodnie z receptą prof. Widackiego przestępczość powinna wyraźnie spaść […] Stało się wprost przeciwnie. Poziom przestępczości generalnie wzrósł.” Manipulacja pierwsza: dowolnie wybrany wycinek czasu, w którym jednocześnie występuje zjawisko innego rodzaju sprzyjające przestępczości (wzrost zamożności społeczeństwa). Manipulacja druga: niczym nie udowodnione przypisanie przyczyny wzrostu przestępczości polityce karnej a nie np. wzrostowi zamożności, lub innym czynnikom. Zbigniew Ziobro wyraźnie nie rozumie, iż zbieżność w czasie, a nawet istnienie korelacji w sensie statystycznym, nie dowodzi jeszcze związku przyczynowego, a tym bardziej nie dowodzi kierunku związku przyczynowego. Rozumując tak jak on, można ze zbieżności w czasie zapadania zmroku i zachodu słońca wyciągnąć wniosek, że zapadanie zmroku jest przyczyną zachodzenia słońca – słońce się chowa, bo jest mu za ciemno! Korelacja w czasie istnieje też między początkiem matur i wysypem chrabąszczy. W cytowanej wypowiedzi Zbigniewa Ziobro wysoce wątpliwa historycznie jest także teza o „oparciu polityki kryminalnej na modelu łagodzenia kar”. W jednych bowiem kategoriach prawo łagodzono, ale w innych wprowadzano kary, tam, gdzie ich wcześniej wcale nie było (przykład najprostszy: karanie za bicie żony i dzieci, za molestowanie seksualne, za szereg przestępstw gospodarczych).

Przyczyn zmian poziomu przestępczości może być dużo. Na przykład, wzrost zamożności społeczeństwa powoduje, że kraj staje się atrakcyjniejszym rynkiem dla przestępców. Z tego powodu w Polsce, w ostatniej dekadzie XX wieku, następował powolny wzrost liczby przestępstw przeciwko mieniu. Mówiąc obrazowo, coraz bardziej było co kraść i coraz bardziej było komu sprzedać kradzione.

Przyczynami wzrostu przestępczości mogą też być zjawiska demograficzne, wzrost gęstości zaludnienia, migracje, a nawet zmiany klimatu (każdy policjant wie, że w dni deszczowe jest mniej bójek). Nie można wszystkich zjawisk mierzyć jednym parametrem.

Wbrew twierdzeniu Zbigniewa Ziobry „recepta prof. Widackiego”, czyli nowoczesna koncepcja prawa karnego, sprawdza się. Mimo różnych wahań poziomu przestępczości, spowodowanych innymi czynnikami, w Europie Zachodniej i USA, przestępczość nigdy nie zbliżyła się, do poziomu krajów, w których tej recepty nie stosowano. 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

3 komentarze

  1. Zbyszek123 05.04.2018
  2. emwe 19.04.2018
  3. j.Luk 20.04.2018