Demagogia prawna
Oto czołowy argument Lecha Kaczyńskiego: „Prawa człowieka interpretowane są w sposób groźny dla społeczeństwa – przestępcy są bezkarni a ofiary bezbronne”.
Proszę podać mi choć jeden przypadek groźnego przestępcy, któremu udowodniono winę i pozostał bezkarny ze względu na prawa człowieka! A może myśli pan minister o przestępcach, którym nie udowodniono winy, lub ich nie złapano? Ale co mają do tego prawa człowieka?
Klucz leży w innych wypowiedziach pana ministra, z których wynika, że chciałby on widzieć skazywanie ludzi bez udowodnienia winy. Lech Kaczyński mówi: „Bywa, że w sprawach oczywistych mniejsze, wręcz wymyślone wątpliwości są tarczą dla wyjątkowo okrutnych i zdegenerowanych przestępców.” Ten bełkot logiczno-prawny niestety trafia do przekonania wielu ludzi. Wielokrotnie słyszałem wypowiedzi w stylu: „Sąd go uniewinnił z braku dowodów, ale wiadomo, że jest winien”. Nieprawda. Jak nie ma dowodów, to nie wiadomo. Można przeboleć, że nie rozumie tego człowiek niewykształcony, ale nie minister sprawiedliwości!
Co to znaczy „sprawy oczywiste”? Dla sądu sprawa jest oczywista dopiero, gdy udowodni się winę. Co to znaczy „mniejszej wątpliwości”? W cywilizowanym prawie, by kogoś skazać, wątpliwości musi nie być, ani większych, ani mniejszych. Lech Kaczyński chciałby zanegować zasadę domniemania niewinności. Poza tym proszę o konkrety: który to sąd, i w jakiej sprawie, „wymyślił wątpliwości”, by stały się one „tarczą dla wyjątkowo okrutnych i zdegenerowanych przestępców”. Wydaje mi się, że „wymyślanie wątpliwości” przez sąd wymyślił Lech Kaczyński.
Jakie prawa człowieka „źle się interpretuje”? Żadna z konwencji praw człowieka nie precyzuje, jakiej wysokości mają być wyroki. Lech Kaczyński podaje przykłady: „Są ślady zębów tego zbira (tzn. sprawcy gwałtu i zabójstwa), ślady DNA, wszelkie możliwe znaki – i nie można postawić zarzutu.” Jeżeli prokurator nie może postawić zarzutu, to są dwie możliwości: albo, wbrew temu, co pan mówi, nie ma wystarczających dowodów, albo prokuratura źle pracuje. Co to ma za związek z prawami człowieka? Znowu ten sam. Lech Kaczyński chce, by ludzi skazywano bez dowodów.
Inny przykład: „Niedawno władze jednej z uczelni uznały, że nic nie mogą zrobić profesorowi, który wynajął swój dom na agencję towarzyską”. Lech Kaczyński chce, by karano za czyn nie będący przestępstwem! Po co zmieniać kodeks, skoro nie ma obowiązywać?
W artykule dla „Wprost” (nr. 49/2000) Lech Kaczyński stwierdza, że chciałby, aby minister sprawiedliwości mógł odwoływać sędziów i aby w organach dyscyplinarnych samorządu sędziowskiego znalazły się „osoby z poza środowiska sędziowskiego”. Jest to postulat likwidacji niezawisłości sądów.
Innym razem Lech Kaczyński mówi: „[…] należałoby zastosować środki absolutnie drastyczne. A więc karę śmierci, zwiększenie liczby więźniów […], przywrócenie trybu uproszczonego w niektórych sprawach, więzienia przypominające te z lat 70-tych, a nie obecne. […] Policja nie powinna bawić się z przestępcami. Tutaj należałoby wrócić do praktyk z lat 70-tych.” Na czym polegały praktyki z lat 70-tych? Milicja zabezpieczała ślady, zakładała teczkę i w ogóle nie szukała sprawców, a gdy później przypadkowo wpadali, dostawali pałami i przyznawali się do wszystkiego co zrobili, lub co milicji pasowało. Wtedy wyciągano teczkę i sprawa była gotowa.
Zapytany otwarcie, przez Jarosława Kurskiego, Lech Kaczyński zaprzecza, że chce wymuszać zeznania biciem, ale już w następnym zdaniu potwierdza: „[…] potrzebne są działania bardziej stanowcze. […] na nieszczęście dla naszego społeczeństwa, w tej chwili takie działania nie przejdą.” Wyjaśnijmy: nie przejdą, bo zabrania ich konwencja przeciw torturom.
Za każdym razem Lech Kaczyński powtarza, że nie jest przeciwnikiem praw człowieka, tylko są one „źle interpretowane”. Jest tylko zwolennikiem: przywrócenia kary śmierci, zniesienia zasady domniemania niewinności, zniesienia niezawisłości sądów, karania za czyny niekaralne, wymierzania kar nie w proporcji do czynu, tylko z założenia surowych, wprowadzenia nieludzkich warunków w więzieniach i stosowania tortur w śledztwie. Ale nie jest przeciwnikiem praw człowieka!
Pan minister chce stosowania „obligatoryjnego tymczasowego aresztowania”, czyli takiego, które stosuje się nawet, gdy nie ma ku temu powodu. Zapytany przez Monikę Olejnik o ewentualne pomyłki, odpowiada, że „są przepisy o rekompensatach za takie pomyłki”. Przypomina mi to rozumowanie nastolatka malującego graffiti na samochodach, który tłumaczył, że „oni i tak mają auto casco”.
W tym samym wywiadzie Lech Kaczyński mówi: „[…] obecna praktyka jest taka, że sprawcy groźnych przestępstw nie są aresztowani”. Nieprawda. Sprawcy naprawdę groźnych przestępstw na ogół są aresztowani. Pomyłki sądów, lub przypadki niedbałego osądzenia, nie są nieodwracalne. Istnieją takie instrumenty prawne, jak apelacja, ponowne rozpatrzenie sprawy i kasacja. Jeżeli sąd się pomyli, to podległy ministrowi prokurator, lub on sam, może tą decyzję zaskarżyć. Zresztą brak tymczasowego aresztowania nie oznacza bezkarności.
Minister sprawiedliwości nie rozumie instytucji tymczasowego aresztowania. Lech Kaczyński mówi: „W przeciętnej sprawie gospodarczej zastosowanie aresztu tymczasowego jest oczywistością, natomiast w sprawie o porwanie […] aresztowania nie stosuje się”. W praworządnym państwie nie trzyma się ludzi w więzieniach bez prawomocnego wyroku. Tymczasowe aresztowanie jest odstępstwem, stosowanym w wyjątkowych przypadkach, gdy sprawca może się ukrywać, popełniać następne przestępstwa lub utrudniać śledztwo. Jest uzależnione od wystąpienia jednej z tych przesłanek, a nie od rodzaju przestępstwa. Może się zdarzyć, że sąd zastosuje areszt w sprawie gospodarczej, a nie zastosuje wobec porywacza, ale nie ma takiej „oczywistości”, że stosuje się areszt w sprawie gospodarczej, a wobec porywaczy nie. To ewidentna nieprawda.
Pan minister mówi: „w Polsce wyrok w zawieszeniu oznacza w praktyce bezkarność”. Wyrok zawiesza się nie „ot tak”, tylko „warunkowo”. Jeżeli sprawca w okresie zawieszenia nie złamie jego warunków, to nie jest karany. Na tym polega wyrok w zawieszeniu, nie tylko w Polsce, ale wszędzie. Co pan minister chce tu zmieniać?

Wielkie dzięki za przypomnienie tego kamienia węgielnego obecnych rządów Prawa i Sprawiedliwości którym było „szeryfowanie” Lecha Kaczyńskiego jako ministra sprawiedliwości. Tak jest, to był początek, na tym Jarek zbudował partię której nazwa oddaje klimat tamtych czasów a obecnie oznacza bezprawie i niesprawiedliwość .
Nadal jednak najważniejsze jest pytanie – „Co robić ?”
Samo sedno. Nawiasem mówiąc jesteśmy w cyrku a’la Monthy Pyton, nie wiadomo skąd i kiedy wpadnie święta inkwizycja. Oby pisiorstwo sczezło, ale już chyba wiadomo, że nie stanie się to z woli samych Polaków.
Przecież żyje nam się jak w bajce.