Para w gwizdek i hipokryzja
Z jednym twierdzeniem Lecha Kaczyńskiego się zgadzam: ofiary przestępstw rzeczywiście najczęściej są bezbronne.
Z tym tylko, że koncepcje pana ministra zmierzają do tego, by były bezbronne jeszcze bardziej. Pomysł, by ponowny atak na ofiarę, zastraszanie świadków, prokuratury lub sądu, były uważane za ciężkie przestępstwo, jest słuszny, ale dokąd gangster będzie wiedział, że dzięki zastraszeniu nie zostanie skazany wcale, nic to nie da. Ofiarom przestępstw nie potrzeba przywilejów, tylko zapewnienia skutecznej ochrony.
Tymczasem pan minister i jego zwolennicy społeczeństwo straszą opowiadając o „bezkarności przestępców”, o tym, że „wychodzą oni na wolność”, że są najpotężniejsi na świecie itp. Podważają autorytet prokuratury, sądów i prawa gadaniem, że sądy nic innego nie robią, tylko przestępców wypuszczają, sugerując, że środowisko sędziowskie jest skorumpowane i współpracuje z przestępcami, a prawo jest złe. Skutki są takie, że ludzie przestają zgłaszać przestępstwa policji, boją się zeznawać i w efekcie sprawców coraz trudniej złapać i udowodnić im winę. Tym postępowaniem otoczenie Lecha Kaczyńskiego, i on sam, już bardzo zaszkodziło stanowi bezpieczeństwa w Polsce.
Pan minister, zamiast obywateli straszyć, powinien zachęcać ludzi do składania zeznań, współpracy z policją i prokuraturą oraz podjąć realne działania dla zapewnienia im ochrony. Nawet najcudowniejszy kodeks sam przestępcy nie złapie i nie udowodni mu winy.
Recepta jest całkowicie błędna i wręcz samobójcza. Zaniechanie realnych działań na rzecz poprawy bezpieczeństwa, jak reforma policji, reforma sądownictwa i co najtrudniejsze, znalezienie na te reformy funduszy, puszczenie całej pary w gwizdek, czyli projekty „surowego prawa”, które nie mają żadnych szans być zrealizowane, podgrzanie atmosfery zagrożenia, to w praktyce działania na rzecz przestępców.
Pomysły Lecha Kaczyńskiego są nierealne, bo stoją sprzeczności z podpisanymi przez Polskę konwencjami, z dostosowywaniem polskiego prawa do standardów Unii Europejskiej i nie przejdą przez sejm, senat i prezydenta. PiS ma za mało poparcia, by je przeforsować wbrew opinii środowiska prawniczego. Początkowa euforia dla rzekomego pogromcy bandytów już mija i coraz więcej ludzi zaczyna patrzeć krytycznie na jego poczynania. Coraz więcej ludzi zaczyna rozumieć, że Lech Kaczyński chce ograniczyć prawo do obrony i niezawisłość sadów, zwiększyć brutalność policji a realnie nie ma żadnego pomysłu na zwiększenie bezpieczeństwa.
W ciągu ostatnich trzech lat, Polacy zaczęli deklarować w ankietach mniejsze poczucie zagrożenia przestępczością, niż w latach poprzednich. Cóż się zmieniło? W poziomie przestępczości nic. Jest taki sam. Po prostu Lech Kaczyński i Zbigniew Ziobro przestali być ministrem i wiceministrem sprawiedliwości i przestali wszystkich straszyć.
Jeszcze garść przykładów.
W 2000 roku, po ujawnieniu przez media afery korupcyjnej w Województwie Śląskim Lech Kaczyński wystąpił w telewizyjnym „Monitorze wiadomości” (Pr. 1TVP, 4 grudnia 2000). Tym razem, gdy chodziło o urzędników i polityków z jego ugrupowania, nie domagał się surowych kar, i przywrócenia „praktyk z lat siedemdziesiątych”. Sprawy przestały być „oczywiste”, prawo do obrony i zasada domniemania niewinności powróciły do łask. Prawa człowieka przestały być „źle interpretowane”. Nie zapałali też publicznym oburzeniem, ani Jarosław Kaczyński, ani „obrońca praw ofiar” Zbigniew Ziobro.
Gdy rozpatrywano aferę Rywina, Zbigniew Ziobro oburzał się na dyspozycyjność prokuratury wobec SLD. Zapytam retorycznie: a któż tę dyspozycyjność prokuratury forsował? Czy przypadkiem nie Lech Kaczyński i Zbigniew Ziobro, gdy zasiadali w ministerstwie? Czy „idealnie obrotowego” prokuratora Kapustę, to przypadkiem nie panowie mianowali? Gdy niedawno minister sprawiedliwości z SLD, Grzegorz Kurczuk, planował przywrócenie niezależności prokuratury, Lech Kaczyński zaprotestował, bo „państwo nie będzie mogło realizować polityki karnej”.
Ostatnio, Jarosław i Lech Kaczyńscy, wykorzystując wzburzenie społeczeństwa wyjątkowo okrutną zbrodnią, rozpętują kampanię na rzecz przywrócenia kary śmierci. Postępowanie takie jest skrajnie nieodpowiedzialnym awanturnictwem politycznym. Zniesienie kary śmierci jest podstawowym warunkiem członkostwa Polski w Unii Europejskiej i Radzie Europy. Jarosław i Lech Kaczyńscy, dla realizacji prywatnych fobii, gotowi są narażać najważniejszy, strategiczny interes państwa, podburzając nieświadome konsekwencji społeczeństwo.
Krzysztof Łoziński

Wielkie dzięki za przypomnienie tego kamienia węgielnego obecnych rządów Prawa i Sprawiedliwości którym było „szeryfowanie” Lecha Kaczyńskiego jako ministra sprawiedliwości. Tak jest, to był początek, na tym Jarek zbudował partię której nazwa oddaje klimat tamtych czasów a obecnie oznacza bezprawie i niesprawiedliwość .
Nadal jednak najważniejsze jest pytanie – „Co robić ?”
Samo sedno. Nawiasem mówiąc jesteśmy w cyrku a’la Monthy Pyton, nie wiadomo skąd i kiedy wpadnie święta inkwizycja. Oby pisiorstwo sczezło, ale już chyba wiadomo, że nie stanie się to z woli samych Polaków.
Przecież żyje nam się jak w bajce.