Andrzej Markowski-Wedelstett: O takim jednym…34 min czytania

()

Wtedy odczułem już w nim zgorzkniałość i duży stopień apatii, zniechęcenia… Człowiek, zaledwie po przekroczeniu sześćdziesiątki, obdarzony ogromną energią, pomysłami i umiejętnościami w możliwościach pozytywnego kształtowania wielu form egzystencjalnych, przez ówczesne uwarunkowania ustrojowe został złamany, właściwie siłą ostatecznie strącony z wyżyn szeroko rozumianej wolności i wtłoczony w bezmyślną machinę socjalistycznej biurokracji. Ostatni raz spotkałem T. Sarneckiego ok. roku 1977. To był już zupełnie inny człowiek niż ten, jakiego poznałem ponad dziesięć lat wcześniej. Z sypiącego iskrami ognia, pozbawiony możliwości tworzenia i publikacji, stał się szarą mgłą snującą się niemrawo po krawędzi istnienia.

A Dom Kultury i kino „Energetyk”? Gmach przy Wybrzeżu Kościuszkowskim 37, po przełomie ustrojowym roku 1989, w latach dziewięćdziesiątych XX w. powrócił do swojego prawnego właściciela, do Akademii Sztuk Pięknych. Odwiedziłem jego wnętrza po pięćdziesięciu latach. Snuli się po nich młodzi ludzie, niektórzy z nich, jedni – tłukli rylcami w kamienne bryły, inni – urabiali formy z gliny, podpatrując kształty modeli stojących bez ruchu na podwyższeniach. Wydział Rzeźby stukotał uderzającymi w dłuta młotkami i szemrał cichymi rozmowami studentów. Więc znowu kuźnia działań kulturalnych.

Wspomnę jeszcze kilka postaci z moich lat w „Energetyku”. Przypominam więc Barbarę Januchtę, rówieśnicę, którą spotykałem po moim odejściu z Wybrzeża w pałacyku na ul. Foksal, w Klubie Pracowników Służby Zagranicznej, w jakim również działała. Z jej polecenia wykonywałem dla tego Klubu różne prace plastyczne. Po dwóch, trzech latach od tamtego czasu spostrzegłem, że jakoś zniknęła z Warszawy po ‘68 roku. Od nikogo ze wspólnych znajomych nie mogłem się dowiedzieć, co się z nią stało. Odznaczała się wyjątkową empatią.

Nie zapomniałem również starszej pani, Janiny Kaweckiej. W kinie „Energetyk” dorabiała do marnej emerytury jako bileterka. Pani Kawecka była wdową po przedwojennym inżynierze Elektrowni Warszawskiej, w dwudziestoleciu filarze tej instytucji. W tamtym gomułkowsko-szarym świecie zwracała na siebie uwagę nienagannymi manierami, wyszukanym, wyciszonym doborem słów, zawsze starannym w selekcji barw i rysunku ubiorem… Niewątpliwie była jednym z ostatnich reliktów młodopolskiej damy.

Innym, ciekawym człowiekiem, był również emeryt, nie pamiętam, jak się nazywał, także bileter kina. Dorabiał do głodowej renty na dwóch etatach. Do południa — w szpitalu praskim na chirurgii urazowej zakładał połamańcom gipsy, wieczorem — przedzierał widzom przed salą kinową bilety. Wiecznie był zabiegany, ciągle się spieszył. Pomagał studiującej córce. Był jeszcze pan Stanisław (?) Kotowski, przedwojenny właściciel wielkiej kamienicy z kilkoma oficynami przy ul. Wilczej. Nędzną emeryturę wspomagał dorabianiem w „Energetyku” na etacie elektryka…

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.