Andrzej Markowski-Wedelstett: O takim jednym…34 min czytania

()

Do kraju Sarneccy wrócili w sierpniu 1946 roku. Energia, pracowitość, znajomość wielu dziedzin możliwości życia i „niepokorny charakter” Sarneckiego nie potrafiły ustabilizować jego działalności i pracy na dłużej w jednym miejscu. Od powrotu do Polski przez kolejne dwadzieścia kilka lat na dłużej nie zdołał zagrzać żadnej ze swoich pozycji zawodowych. Często przeszkadzał mu właśnie ten jego „niepokorny charakter” i – jak to się mówiło w ówczesnych sferach decyzyjnych – „prawicowo-rewizyjne odchylenie”.

Był więc w kolejności redaktorem działu kulturalno-oświatowego „Kuriera codziennego”, organu SD. W tym piśmie opublikował ponad dwieście felietonów, artykułów i recenzji teatralnych muzycznych i plastycznych. Z „Kuriera” przeszedł na funkcję naczelnego dyrektora Wytwórni Filmów Dokumentalnych. W 1951 roku przez kilka miesięcy pracował i publikował w redakcji „Woli Ludu”, organie prasowym ZSL. A już od września tego roku przez następne dwa lata był kierownikiem działu reportaży wiejskich w tygodniku „Świat”. Potem znalazł się w redakcji działu literackiego Polskiego Radia jako jej sekretarz. Kolejno trafił do tygodnika „Dookoła Świata” również na stanowisko sekretarza. Od lutego 1955 roku był już organizatorem i z-cą redaktora naczelnego „Festiwalu”, pisma wydawanego w związku z V Festiwalem Młodzieży w Warszawie.

Po zakończeniu uroczystości festiwalowych został kierownikiem działu czytelniczego w Pałacu Młodzieży (PKiN), a następnie szefem Domu Kultury Dziecka „Muranów” w Warszawie. Od września 1962 roku Sarnecki stał na czele Międzyspółdzielczego Klubu Kulturalno-Oświatowego Domu Mody „Astra”. W sierpniu 1963 roku przeniósł się na warszawskie Wybrzeże Kościuszkowskie 37, gdzie objął funkcję dyrektora Domu Kultury i kina „Energetyk”.

W trakcie tej karuzeli swoich etatów Sarnecki wiele publikował w ówczesnej prasie. W „Dzienniku Ludowym”, „Dzienniku Literackim”, „Prawie Człowieka”, „Nowinach Literackich”, „Problemach”, „Przeglądzie Kulturalnym”, „Scenie i Widowni Warszawskiej”, „Stolicy”, „Tygodniku Demokratycznym”, „Związkowcu”, „Życiu Warszawy” … Jeszcze cenzura pozwoliła mu ogłosić dramat w 5 aktach o tematyce zaczerpniętej ze współczesnej egzystencji Polaków „Węzeł życia”. Wraz z W. Bułatem starał się wydać biografię „Jan Władysław Dawid 1859-1914”.

W kwietniu 1965 roku zostałem podwładnym T. Sarneckiego obejmując w „Energetyku” funkcje kierownika Działu Klubów i Pracowni. Do moich obowiązków należała koordynacja pracy ich instruktorów.

Pracowniami malarskimi dla dzieci i starszych rządziła znana wówczas warszawska plastyczka, pani Tazbirowa, twórczyni chyba najbardziej znanego wizerunku zegara słonecznego na Rynku Starego Miasta, u zbiegu ulic Zapiecek i Świętojańskiej.

Znakomitym chórem (jak się ten zespół nazywał?), drugim pod względem poziomu artystycznego w Warszawie, po „Lutni”, kierował słynny wtedy chórmistrz, Edward Jozaitis (z którym w następnych latach jego życia niejedną wódkę wypiłem). Fakt kierowania przez Jozaitisa chórami „Lutnią” i w „Energetyku” stał się zarzewiem niezgody między nim a Sarneckim. W 1966 roku, po zajęciu przez „Lutnię” na jakimś festiwalu zespołów śpiewaczych pierwszego miejsca (chór „Energetyka otrzymał wtedy drugą lokatę) konflikt interesów zakończył się odejściem Jozaitisa z Powiśla. I wtedy, po Jozaitisie, w chórze „Energetyka” nastał nowy jego kierownik, młody wówczas Henryk Wojnarowski – późniejsza niedościgniona profesjonalnie legenda Opery Warszawskiej.

Edward Jozaitis

Dyrektor „Energetyka umiał wyszukiwać i zdobywać swojej placówce znakomitych współpracowników, wielce fachowych i często się legitymujących znaczącym dorobkiem zawodowym. W tamtych latach, w instytucjach zajmujących się krzewieniem kultury i oświaty, takim możliwościom sprzyjały… zarobki, bardzo kiepskie. Z jednej strony ówczesna władza starała się znacząco finansować rozwój tych dziedzin w społeczeństwie, tworząc jego wizerunek pozytywny na zewnątrz bloku państw tzw. socjalistycznych, z drugiej zaś, tworzyła z nich instrumenty propagandy, indoktrynujące naród. Chojnie więc sponsorowane przez ustrój instytucje ich pracownikom oferowały bardzo niskie wynagrodzenie. Poza jednym wyjątkiem: nieźle zarabiali delegowani przez partyjne kierownictwa. Ogół pracowników kultury i oświaty, jeżeli nie tyrał w dwóch, trzech lub więcej miejscach, żył w ubóstwie. Domy kultury właśnie były takimi ich możliwościami ratunkowymi. Jak pamiętam, instruktorzy „Energetyka” ciągle byli w pędzie z jednej instytucji do drugiej… Stąd, m. in., konflikt z Jozaitisem. Ale zajęcia wszędzie traktowali poważnie, wykonywali je z pełnym poświęceniem i znajomością swojej sztuki.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.