Stefan Bratkowski: Wstyd i sprawiedliwość (3)

Czy można szukać na Krecie źródeł poczucia sprawiedliwości? Kreteńczycy – wedle zasadnych domysłów – składali misteryjne ofiary z ludzi. Podobnie Mała Azja swojej frygijskiej Kybele, Bogini Matce, zaś Kartagina swojej Tanit, bogini niebios i płodności. Ofiary nie opierały się na żadnych racjach słuszności, nawet jeśli ofiary wierzyły, że warto poświęcić życie Bogini Matce dla przyszłego lepszego życia. W ludzie „minojskim” (od imienia legendarnego króla Minosa lub królów zwanych Minosami – nauka całą kulturę starej Krety nazywa, za Evansem, „minojską”) Evans dopatrywał się bardziej duchowej religijności, co tłumaczyłoby ofiarę życia wyznawcy z jego własnej woli. Nie bardzo wierzę w tę dobrowolność. Znamy frygijskie i wczesno-greckie, potem kartagińskie ofiary z ludzi, zwłaszcza z własnych dzieci. Co więcej, podniósłbym pytanie, dlaczego to zwłoki dziecięce chowano w obrębie minojskich osad, jak stwierdził Evans, choć dorosłych grzebano poza nimi (Ludwika Press, Osadnictwo egejskie, w: Kultura materialna starożytnej Grecji. Zarys, W-wa 1977, t II, s. 31). Podejrzewam, że jak w krajach Lewantu po prostu składano bogom ofiary z pierworodnych dzieci i najcenniejszych zwierząt. Ich zwłoki zakopywano pod przyszłymi podłogami czy klepiskami, zupełnie jak w Europie te parę tysięcy lat później, wszystko po to, by zapewnić łaskę bogów nowo stawianym domostwom i całej osadzie. Tym bardziej trzeba cenić zdrowy rozsądek biblijnego boga, Jahwego, który około XV wieku p.n.e. miał pozwolić Abrahamowi oszczędzić życie syna przy niedostatku ludzi w jego plemieniu – choć dwa wieki później plemię Izraela musiało oddać Jahwemu swych pierworodnych, by wyprowadził Izrael z Egiptu – Jahwe powiadał w Biblii, że zabił każdego pierworodnego, od człowieka do bydlęcia. Kreta niczego tu oryginalnego nie wymyśliła. Noworodki nie były jeszcze skarbami rodziców, lecz chyba tylko perspektywą nowych gęb do żywienia. Jeszcze po niecałych czterech tysiącach lat skandynawska północ Europy, nawet Islandia, już chrześcijańska, wynosiła zbędne niemowlęta na pustkowia poza osadami i tam zostawiała. Wilki dopełniały dzieła.

Ateny wedle swego mitu musiały co roku przymusowo zawozić do Knossos po siedem dziewcząt i chłopców do pożarcia przez Minotaura. Temu pół-bykowi, pół-człowiekowi, czyli w połowie – Minosowi, tak oddawano cześć – już chyba nie w epoce matriarchatu. Przelew krwi, okrucieństwo, cierpienia i rozdzierające krzyki bólu zapewne podniecały widzów. Jak przypuszczam, podniecały chyba fałszywym poczuciem zwycięstwa – zamiast krwawego zwycięstwa na polu bitwy. O tych -przywożonych chłopcach i dziewczętach ateńskich, oddawanych Minotaurowi, pisze Frazer, że „być może, składano ich w ofierze piekąc żywcem w brązowym posągu byka lub też człowieka z głową byka, by odnowić siły króla i słońca, które uosabiał. Przynajmniej tak by wynikało z legendy o Talosie, człowieku z brązu, który przyciskał ludzi do swej piersi i skakał z nimi w ogień, gdzie piekli się żywcem”. Według innej, niestety, bardziej nawet wiarygodnej legendy, ze znanymi imionami jej „bohaterów”, odlał taką rzeźbę z brązu w VI wieku p.n.e. odlewnik z niedawno założonego, a kwitnącego, sycylijskiego Akragas, niejaki Perillos, dla miejscowego tyrana Falarisa. Ofiarę palono żywcem we wnętrzu rzeźby, ten człowiek z brązu nie przyciskał ofiary do siebie i nie skakał w ogień. Różnica nie wielka, okrucieństwo to samo. Jako pierwszego Falaris podobno spalił tak – samego Perillosa.

Te straszliwe swą treścią anegdoty skłaniają do pytania o ich prawdziwość, o autentyczność imion ich bohaterów. Nie kwestionowałbym tych treści, powtarzają się w tej epoce, jak się zaraz przekonamy. I sądzę, że imiona pojedynczo występujące są raczej autentyczne – chyba, że czyjegoś konkretnego imienia opowiadający użył, by je skompromitować, lub na odwrót, uhonorować. Sądzę, że był jakiś realny, dość wstrętny dla nas Perillos i jakiś Falaris, którego może jakiś potomny, wcześniejszy bądź późniejszy, chciał zrobić odrażającym okrutnikiem. Inaczej z anegdotami o znanych postaciach, które zasłużyły na kultywowanie swej legendy. Wokół takich, jak wokół samego Homera, mnożyły się najrozmaitsze opowieści, uzupełniano ich twórczość twórczością cudzą, przypisywano im wypowiedzi i opinie, których nie ma nawet jak zweryfikować, bo są może i prawdziwe, a może i nie… Zapoznamy się tu z całą wojną, stoczoną o dzieło Homera, i to już poczynając od starożytności.

Przypadek Falarisa poucza nas, że to nie były okrucieństwa tylko wobec obcych. W świecie semickim, zacytujmy Frazera (s. 233-234), „by odnowić ognie słoneczne, składano zapewne bożkowi ofiary ludzkie, czy to piekąc je w jego wnętrzu, czy też umieszczając na pochylonych rękach, z których staczały się one do ognia. Tym ostatnim sposobem posługiwali się Kartagińczycy, składając swe potomstwo w ofierze Molochowi. Dzieci kładziono na ręce posągu z głową cielęcia, z których ześlizgiwały się do rozpalonych czeluści pieca, a ludzie tańczyli wokół przy muzyce fletów i tamburynów, zagłuszających krzyki płonących ofiar”.

Print Friendly, PDF & Email