Stefan Bratkowski: Wstyd i sprawiedliwość (3)34 min czytania

()

Europejska elita naukowa żyła i żyje aż po dziś dzień przygodami archeologów u źródeł cywilizacji w Egipcie i Mezopotamii. Egipskie są na ogół znane, te znad Eufratu i Tygrysu opisał po polsku w swej fascynującej, popularyzatorskiej książce „Zapomniany świat Sumerów” Marian Bielicki (oddał wszelkie zasługi wcześniejszym, zachodnim popularyzatorom). Wśród tych przygód nie brakowało i sensacji anegdotycznych – napisy z Persepolis rozszyfrował George Friedrich Grotenfeld, w encyklopediach – „językoznawca i epigrafik”, w rzeczywistości skromny pierwotnie nauczyciel z Getyngi, który założył się w piwiarni ze swoimi przyjaciółmi, że rozwiąże zagadkę tych napisów. Przyjaciele zarozumialca uśmieli się setnie… Miał oczywiście Grotenfeld znakomite kopie Niebuhra, słowniki i prace wcześniejszych badaczy, ale mieli je też inni zainteresowani, a tego, co on, nie osiągnął nikt inny. Ze swoim zmysłem szaradzisty, jak napisał Marian Bielicki, „znalazł rozwiązanie równie genialne co proste”.

Opowiadam o tym, bo wiadomości o powstawaniu tabliczek z pismem klinowym bardzo się nam przydadzą dla ustalenie losów tabliczek kreteńskich, a dzieje sprawiedliwości nie mogą się obejść bez kodeksu babilońskiego władcy, którego my zwiemy imieniem Hammurabiego. W okresie, zwanym przez historiografię „starobabilońskim”, na przełomie XVIII i XVII wieku p.n.e. rozszerzył on panowanie Babilonii na niemal całą Mezopotamię. Kodeksowi jego wyrzuca się okrucieństwo stosowanej zasady talionu, czyli „oko za oko, ząb za ząb”. Współczesny rozkwitowi potęgi Krety, mógł wpłynąć na jej rozwój myśli prawnej, ale nic o tym nie świadczy. Mało: ów kodeks oznaczał cywilizacyjne cofnięcie. Niemal w tym samym czasie co Evans ekspedycja amerykańska znalazła ułamki glinianej tabliczki, które to ułamki odczytano dopiero po 50 latach. Były urywkami starszego o jakieś 350 lat kodeksu sumeryjskiego króla Urnammu, założyciela III dynastii w prehistorycznym Ur. Ten kodeks bił mądrością dzieło Hammurabiego na głowę. Znamy go tylko we fragmentach, przytoczę jednak, dla przykładu, artykuł 18, który wyklucza zasadę talionu, czyli zrobienia winnemu tego, czego się sam dopuścił, i mówi – „Jeśli człowiek człowiekowi narzędziem geszpu nos uciął, dwie trzecie miny srebra zapłaci” (Bielicki, s. 329). Nie utnie mu się nosa. I podobnie w przypadku innych ran – bez talionu… Kodeks Urnammu regulował rozdział wody z kanałów irygacyjnych i prawdopodobnie tym samym artykułem odpowiedzialność za umyślne lub nieumyślne zatopienie cudzego pola. To niewątpliwie poczucie przyzwoitości, które trudno sobie wyobrazić przynajmniej bez początków poczucia sprawiedliwości. Po półtora tysiącu lat Grecy będą sądzili na tych samych zasadach, ustalając odszkodowania, lecz wzorów z Sumeru, zniszczonej cywilizacji, naśladować nie mogli – skoro nie przejął ich nawet pobliski Babilon. To inny świat. Niestety, różne zaburzenia i katastrofy, zrywające dramatycznie ciągłość w dziejach cywilizacji, notujemy od samych jej początków.

Szczególną rolę w badaniu bliskowschodniej pra-przeszłości odgrywali – zawodowi brytyjscy wojskowi, na ogół ludzie wywiadu, którzy nie bardzo tu mieli co odkryć wojskowego i zbierali wiadomości o zupełnie innych tajemnicach. Inteligentni Anglicy tej profesji zrobili wiele dla przeszłości już przed sir Evansem. Sir Henry Creswicke Rawlinson, rezydujący w Persji dwudziestoparoletni major wojsk Kompanii Wschodnio-Indyjskiej, pierwszy w 1835 r. odczytał tekst w piśmie klinowym w języku staroperskim. Żeby to zrobić, najpierw całymi dniami wisiał na linie nad przepaścią, kopiował ze ścian skalnych wyryte na nich płaskorzeźby i klinowe zapisy. Ich treść nie narzucała się sama. Szczęśliwie namiętnością Rawlinsona była obok archeologii rodząca się nowa specjalność – lingwistyka porównawcza. Przygotowała dalsze jego postępy i sukcesy.

Kreta nie obiecywała aż takich sukcesów. Była marginesem pól archeologicznej ekspansji – leżała wszak poza Bliskim Wschodem, Azją Mniejszą i samą Grecją. Zadecydował o jej przyszłości rok 1897, Kreta powstała wtedy przeciw tureckiemu uciskowi, nie pierwszy zresztą raz. Wmieszała się w to Grecja i tegoż roku Grecy zawładnęli całą wyspą, ale szkolona przez Niemców kajzera armia turecka pobiła ich bez trudu. Teraz, niemal błyskawicznie, wmieszały się w losy Krety – wielkie mocarstwa. Ze względu na swe położenie geograficzne wyspa nabrała znaczenia strategicznego. Anglia, Francja i car Rosji wymusili więc na sułtanacie tureckim układem 20 marca 1897 autonomię Krety. Wysokim jej komisarzem został młodszy syn króla Grecji, książę Jerzy. Nie zapobiegło to, niestety, rzezi chrześcijan… Wielkie mocarstwa, wobec tego wymusiły dla Krety – konstytucję. W roku 1899. W następstwie ustanowienia tej konstytucji jęli się wynosić masowo Turcy… Takie tło historyczne, zgoła nie archeologiczne, towarzyszyło kreteńskim początkom sir Arthura. Tyle że jego nazwisko od dawna kojarzono już z Kretą: opublikował w roku 1885 studium piktografiki kreteńskiej i pisma przedfenickiego. Nie był tylko zapalonym „dyletantem”. Jak inni członkowie Towarzystwa był już wysokiej klasy fachowcem.

Zapewne jak wszyscy archeolodzy brytyjscy, aż po męża Agaty Christie, nie zaniedbywał współpracy z wywiadem brytyjskim. Bez wątpienia korzystał z jego ochrony. Bez jego wszakże pomocy Evans trafił w jakiś czas po rozpoczęciu robót na niebywałą niespodziankę: pałac-labirynt Knossos… Otworzył tym nową historię kreteńskiej starożytności.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.