Stefan Bratkowski: Wstyd i sprawiedliwość (3)

Uważa nauka, że były to kulty powszechne, ogromnego zasięgu, ale nie jest jasne dla mnie, jak się one, przepraszam, rozprzestrzeniały? Jak je sobie przyswajano? Jeszcze w starożytności Pauzaniasz odkrywał lokalne pozostałości dziesiątków najrozmaitszych kultów – nie były to żadne filie kultów ogólnogreckich. Te bóstwa rodziły się lokalnie, tyle że zapewne z analogicznych lub zbliżonych przesłanek. Odkryć boskość w macierzyństwie można było w domu. Nie wymagało to podróży ani przybycia misjonarzy kultu, wszędzie bowiem kobiety rodziły dzieci, krowy cielęta, a kobyły źrebięta. Taką samą Macierz, nie koniecznie Wielką, tego samego może nawet imienia, czcili inni ludzie, równie dobrze obok, jak w odległym sąsiedztwie, ale bogini cudza nie była tą swoją, z którą mężczyźni współżyli na miejscu, spółkując z wiernymi jej, a nie im kobietami… I nie wiem, czy na cudzą boginię liczono.

Z Boginią-Matką historiografia ma zresztą same kłopoty. W Azji Mniejszej Frygowie, lud kultury egejskiej, przed greckiej, czcili Kybele, Wielką Macierz (dla Greków – to „Matka Bogów”, żona Kronosa, Rea, najwyraźniej wymyślona później). Ku jej czci odprawiali „orgiastyczne” tańce korybanci, frygijscy kapłani, zawsze dziewięciu. Tańczyli przy ekstatycznej, perkusyjnej muzyce, wprawiając się w trans. Frazer obrazował reakcje całych tłumów męskich: „gdy flety grały, bębny waliły, a eunuchowie (kapłani świątyni – przyp. SB) zadawali sobie nożami rany, religijne podniecenie szerzyło się stopniowo jak fala wśród tłumu widzów i wielu ludzi zdobywało się na uczynek, o którym nawet nie myśleli, wybierając się na uroczystość”. Aż po samookastrowanie się na miejscu (J. G. Frazer, Złota gałąź, s.290-291). Nie wiem, jak bardzo Frazer przesadzał z tą skrajnością reakcji, ale zadawanie sobie ran w religijnym podnieceniu będzie zdarzało się i parę tysięcy lat później. Nie wiem tylko, czy wierzyć w ową szaleńczą kastrację własnymi rękami – cios w męskie genitalia to ból, który zbudziłby umarłego.

Wcześniej w szczególnym obrzędzie wiosennym w Małej Azji wybrany mężczyzna pokładał się z kobietą publicznie na rytualnie wzniesionym posłaniu, a po stosunku, czyli domniemanym zapłodnieniu, zabijano go i grzebano w ziemi jak ziarno i jako ziarno. Późniejsi sąsiedzi, Jonowie, nie zaszli tak daleko w czci dla Gai, Matki-Ziemi, choć i u nich to kobiety były ważniejsze, one rządziły. Nie lubimy o tym pamiętać, ale i Jonowie składali mężczyzn w ofierze bogom. Dla żadnego poczucia sprawiedliwości tu miejsca nie było. Grecy będą musieli się uczyć go od nowa. Nie mając od kogo. Przedstawię tu hipotezę, skąd brali impulsy po temu.

Stefan Bratkowski

Print Friendly, PDF & Email