Stefan Bratkowski: Wstyd i sprawiedliwość (7)37 min czytania

()

„Potężna, dobroczynna, wieloimienna, staje się jednocześnie bóstwem, które budzi nie tylko podziw i uwielbienie, lecz także ufność, a nawet miłość i wdzięczne przywiązanie. Nie jest to już naprawdę ani grecka Demeter, ani tylko egipska Izyda, lecz wielka Pani całego świata, dbająca tak o Hellenów, jak i o nie–Hellenów, aby >wszyscy z wszystkimi żyli w zgodzie<” (A. Świderkówna, Bogowie zeszli…, s.237)

No, to jakby się zgadzało… Skąd się wzięła świętość imienia Demeter i jak się to zaczynało w skromnym dziś miasteczku attyckim Eleuzis, trudno odgadywać. Wedle mego przypuszczenia musiała zacząć w epoce matriarchatu jakaś przemądra, silna kobieta u władzy, autorytet również dla szerokiego sąsiedztwa. Porządkowała zapewne, jak prawo i sądy, także uprawy zbóż i uczyła może jesiennego siewu zamiast sadzenia wiosną jak winorośli. Mogła i musiała tym zasłynąć – jeśli sławą nie obrósł tak jej kult tym, co umiały i czym się zajmowały faktycznie kolejne władczynie, kompetentne w rolnictwie… Umiała (umiały?) narzucić dyscyplinę swym „poddanym”, skłonnym chyba nadmiernie do picia wina jak w Tracji. Choć to mogła być i kobieca starszyzna plemienna, dojrzałe kobiety, rządzące wyznawczynie Demeter, zwolenniczki sprawiedliwości, które same siebie uznały „niosącymi prawo”. Wszystko możliwe. Początek obchodów kojarzy się z terminem żniw, co logiczne. Inicjatywa święta wyszła ponoć od Eumolposa, miał to być wieszczek z Tracji, ojczyzny pijaństwa, ale nikt nie ubóstwił Eumolposa – choć może i był taki… Pamięć Demeter przeważyła. Imię Tryptolemosa raczej wymyślono, bo wywieść je można od trzech pór roku, na które dzielono rok w Grecji. Inny syn Demeter, Plutos, bóg bogactwa (stąd nasza plutokracja, rządy bogaczy), patronował bogaceniu się – w warunkach pokoju, na pewno już w „męskim” ustroju. Mężczyzna.

Na przełomie VIII i VII wieku p.n.e. konkurencyjnym, ale już męskim ojcem cywilizacji Hezjod zrobi – Erosa. Tak powstanie męski bóg miłości. Chyba tylko – z literatury. Jeszcze u Homera słowo eros oznacza tylko pożądanie, Graves je rozszyfrował jako – namiętność seksualną, czyli to samo. Znalazł jednak przeszłość Erosa: „Wcześni Grecy przedstawiali go jako Ker, czyli uskrzydloną Klęskę, podobnie jak Starość czy Zarazę, wychodząc z założenia, że nieopanowane namiętności mogą zakłócać ład społeczny” (s. 65). Tymi „wczesnymi Grekami” mogły być tylko, moim zdaniem, Greczynki matriarchatu ze swym kobiecym, na tyle zdrowym rozsądkiem – by nie ulegać szaleństwom. Tak wnioskuję z tego, że Ker, Klęska, jest rodzaju żeńskiego. Zacytuję znamienny urywek z Dobrowolskiego (Dobrowolski, Mity…, s.253), który nie przypisuje Erosowi nawet panowania nad Cyprem: „Na cypryjskim Olimpie panuje wieczna wiosna. Złote ogrodzenie otacza wspaniały ogród zajmujący szczyt góry, pełen starych drzew i wspaniałych kwiatów. Wśród drzew i krzewów szumiących hymn na cześć miłości biją dwa źródła. Z jednego wypływa słodycz, z drugiego – trucizna. W źródłach tych macza swe strzały syn AfrodytyEros. Stąd jego pociski napełniają zakochanych równocześnie słodyczą i rozpaczą” (jw..). Nie ma co się kłócić z autorem o prawdziwe skutki trucizny – przed rozpaczą przychodzi najpierw niepewność i podejrzenia, potem zazdrość i rozczarowanie, ale jest pewne, że Grecy dobrze znali i rozróżniali tę wahliwość uczuć…

Jeśli już istniał naprawdę inny Eros przed Homerem, niż ten z Tespii w Beocji, to rodak Hezjod zmienił mu tożsamość. Hezjod lub sama jego Beocja. Dla Hezjoda, od Homera nie tak wiele późniejszego, Eros nie jest zagrożeniem, a wręcz jednym z bogów najwcześniejszych, najstarszych. Bez rodziców, wynikł z Chaosu, razem z Matką Ziemią i Nocą. Uporządkował całą rzeczywistość człowieczą wedle Hezjoda właśnie on, Eros. Już przeobrażony w boską abstrakcję. Niecałe trzy wieki później dla filozofa, Parmenidesa z Elei, który wolał spekulacje myślowe od tego, co widzialne oczami, Erosa urodziła Pramacierz. Pomysł Hezjoda utrwalił się, można rzec, na zawsze, zwłaszcza w literaturze właśnie – dalsze parę wieków później dla Arystofanesa, w dość trudnym tłumaczeniu Srebrnego „nieśmiertelna niebian nie pierwej się brać narodziła, aż mocarz ów Eros, wszystko w pary posprzęgał; i z onych to par wyszło niebo, okean i ziemia, cały bogów szczęśliwy narodził się lud” (Arystofanes, Wybór komedii, Ptaki, tłum. Stefan Srebrny, W-wa 1955, s.295). Wszystko wskazuje, że taka teogonia, interpretacja pochodzenia bogów, wzięła się tylko z lektur, a że badań opinii publicznej wtedy nie prowadzono, mamy prawo powątpiewać, czy lud wiązał z Erosem podobną wiarę… Miał go, przypuszczam odważnie, raczej za sympatycznego duszka, strzelającego z łuku miłości – jak potem rzymski amorek. Bo nie znajdujemy nic o tym, by ten rzekomy bóg miłości godził ze sobą ludzi, żeby coś go łączyło, choćby częściowo, z misją Demeter.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.