W kilkaset lat później w upadającym państwie kaukaskim Urartu pojawi się na poręczy królewskiego tronu skrzydlaty, brązowy lew z głową wojownika w hełmie i złożonymi rękami. Czy kojarzyć go ze wzorami egipskimi lub tebańskimi, nie wiadomo, podróżnicy mogli z zachodu przywieźć takie pomysły? Ale żaden mit ani żaden uczony nie tłumaczy kreteńskich skojarzeń, jakie nasuwa pani Sfinks. I to choć związki Teb z Mykenami i Kretą nie ulegają wątpliwości – tu znaleziono tabliczki zapisane kreteńskim pismem linearnym B, służącym starej grece. Czy postać tej Sfinks rysuje potęgę pań matriarchatu? Mity greckie zachowają matriarchalną chyba tradycję, wedle której podaje się z imionami ojców także imiona matek herosów. Z pozostałościami matriarchatu zetkniemy się w niejednej lokalnej kulturze greckiej setki lat po Homerze, co najmniej aż po II wiek p.n.e. W niektórych miejscach nawet parę wieków dłużej… Tysiąc lat później będzie się, owszem, stawiało pomniki lwic kobietom – ale tym najbardziej kobiecym w naszym rozumieniu, bohaterkom miłości, wcale nie wojny! Stąd może i wiara, że kobiety matriarchatu nie sprawowały władzy…
Pisał Parandowski, na którym się edukowałem: „Homer był wychowawcą swojego narodu, jak żaden poeta w żadnym innym kraju. Dał mu nawet bogów, homerycki kształt bóstw wyparł lub usunął w cień wszystkie inne postacie, jakie bóstwa posiadały od prawieków”. Zastanawiające: Homer, ten „wychowawca”, ma za bohatera Odyseusza, którego sama Atena chwali jako łgarza, krętacza, oszusta i szelmę. Sam Odyseusz chwali się jako rabuś i okrutnik… Amoralność tych wzorów dostrzegli starożytni, natomiast w naszych czasach ani Parandowski, ani wielka nauka w uwielbieniu dla pisarstwa Homera nie zwrócili na nią uwagi. Tak samo długie lata nie spotkałem odkrycia, że „bogami”, których rzekomo dał Grekom Homer, były głównie – one, boginie. Kobiety–bóstwa. Najwyraźniej – byłe rządzące panie matriarchatu. Nawet już nie rządząc, panowały nad wyobraźnią Greków – co ujawnia zapis Iliady. Bo też całym światem nadprzyrodzonym, znanym Homerowi, a także w obowiązujących mitach, nadal one rządziły, co się w nauce dosyć rzadko podkreśla. Nauką najwyraźniej kobiety nie rządziły. Wbrew zaś Parandowskiemu – przetrwały i te spoza Iliady.
Czytamy, że to Hezjod zaludnił Olimp bóstwami. Podważył tę opinię już ponad 1800 lat temu Pauzaniasz – odkrył swym przewodnikiem pozostałości po dziesiątkach rozmaitych lokalnych kultów. Odnotował ksoanony, najwcześniejsze podobno, kultowe, drewniane posągi bóstw, między innymi i Afrodyty–Hery! Te drewniane posągi, pierwotnie dużych wręcz rozmiarów, znalazłem u dr Barbary Filarskiej, w jej cennych komentarzach archeologicznych do „Wędrówek” Pauzaniasza. Pojawiły się podobno dopiero w VII wieku p.n.e. Myto je, ubierano i „karmiono” jak ludzi. Sądząc po prymitywizmie tego kultu, przypuściłbym raczej, że jest on znacznie starszy, nawet o tysiąc lat, że pochodzi niemal z głębokiego matriarchatu, ale zaświadcza odrębne, samodzielne kulty lokalne, kontynuowane aż po Grecję „klasyczną” – już po Homerze…
Jeśli bogowie Hellady mogli wyrastać z wodzów i herosów, to z kogo wyrastały boginie? Przyjrzyjmy się im – bo nie ma co ufać tradycyjnej hierarchii tych bóstw. U Homera i Hezjoda pozycję nadboga zajmuje – Zeus. Ale powagę bóstw najprościej mierzyć oddawaną im czcią, zasięgiem i skalą obrzędów im poświęconych. Analiza tych uroczystości wskazuje, że za najwyższe pierwotnie bóstwo uznawano – Demeter. Niczego nie można przez wieki równać z misteriami eleuzyńskimi, czy nawet z ateńskimi Tesmoforiami. Oznaczającymi – powszechne poczucie sprawiedliwości. Które zaniknie z „męską” historią Grecji. Jak tyle innych pięknych kultur do tej pory…
