26.02.2023
Przed laty omawiając książkę dr Anny Rataj Sąd Najwyższy Izraela jako sąd konstytucyjny, (wydaną w roku 2016 przez Wydawnictwo Austeria z Krakowa), zatytułowałem mój felieton „Porządny Najwyższy Sąd w Izraelu”. (Stanisław Obirek: Porządny Najwyższy Sąd w Izraelu) Dzisiaj ta instytucja jest poważnie zagrożona przez rządzącą obecnie koalicję nacjonalistyczno-religijną.
Jej głównym architektem jest jak wiadomo jeden z najbardziej przebiegłych polityków Izraela, po raz kolejny premier Benjamin Netanjahu. Tym razem koalicjanci wymykają się spod kontroli sprytnego Bibi i robią wszystko by wysadzić w powietrze właśnie do tej pory stojący na straży demokracji Porządny Najwyższy Sąd w Izraelu. Czy tak się stanie – zastanawiają się Izraelczycy, dla których postępująca destrukcja głównych instytucji państwowych staje się źródłem prawdziwej troski obywatelskiej. Tysiące z nich od kilku tygodni wychodzi na ulice i protestuje. Znani intelektualiści izraelscy biją na alarm.
Mają rację. W Izraelu demokracja jest zagrożona poważnie, znacznie bardziej nawet, niż w takich krajach europejskich, jak Węgry i Polska. Nasi autokraci (Orban, Kaczyński) muszą liczyć się (choć ich to uwiera) nie tylko z opinią jeszcze wolnych mediów (choć na Węgrzech praktycznie spacyfikowanych), ale przede wszystkim z Unią Europejską. Poza tym w Izraelu potężnym obciążeniem dla budżetu państwa są Żydzi ultraortodoksyjni, których system edukacyjny i prawny jest prawdziwym państwem w państwie. Co więcej, to „państwo” żyjące na koszt Żydów świeckich rozrasta się znacznie szybciej niż społeczeństwo płacące podatki. Podobnie rzecz się ma z osadnikami mieszkającymi na terytoriach okupowanych, którzy mają szczególny status ekonomiczny i prawny.
Jak się wydaje, to właśnie Benjamin Netanjahu może ostatecznie pogrzebać Izrael jaki znamy od 1948 roku. Jednym z najbardziej przejmujących głosów jest refleksja znanego historyka i autora bestselerów takich jak „Sapiens” i Homo Deus” Yuvala Noaha Harariego. Swój tekst zamieścił najpierw po hebrajsku na łamach izraelskiego Yenet, a następnie został on opublikowany po angielsku w Washington Post. Polecam; choć to lektura porażająca
Opinion | A disaster for democracy looms in Israel
Yuval Noah Harari is the author of „Sapiens,” „Homo Deus” and „Unstoppable Us” and a professor of history at the Hebrew University of Jerusalem. This op-ed was adapted from an article in Hebrew for Ynet in Israel.
Tytuł tych refleksji (Katastrofa dla demokracji w Izraelu) jest niestety uzasadniony przekonująco. Każdy może je przeczytać i konia z rzędem, kto potrafi unieważnić alarmistyczny ton uwag Harariego, który całkiem serio myśli o emigracji z Izraela, jak to zresztą zrobiło już tysiące Izraelczyków, nieumiejących znieść arogancji i bezmyślności większości rządzących ich państwem polityków z Bibi Netanjahu na czele.
To właśnie premier jest głównym rzecznikiem zniszczenia Sądu Najwyższego, zresztą we własnym interesie, bo jest zagrożony licznymi procesami. Pozbawienie Sądu Najwyższego niezależności sprawi, że nikt nie będzie w stanie pozwać przed sąd skorumpowanego polityka, którego usprawiedliwi podporządkowana mu maszynka do głosowania jakim stał się Kneset.
Prof. Obirek pisał niedawno m.in…


Czy doskonale znający Izrael Autor może wprowadzać czytelników w błąd? Czy jest możliwe, że ci znakomici intelektualiści mówiący o „katastrofie demokracji” coś ukrywają? Czy nie warto jednak poinformować czytelników, że:
1. Izrael nie ma konstytucji (dlatego wszyscy przywołują Deklaracje Niepodległości, ale rolę konstytucji pełnią prawa podstawowe).
2. W demokratycznych krajach uchwalenie konstytucji jest aktem wymagającym kwalifikowanej większości, a możliwość zmian jest tak obwarowana, żeby kolejne rządy nie mogły sobie dowolnie przy konstytucji majstrować. Izrael jest jednak specyficznym krajem, w którym Ustawy Zasadnicze uchwala się zwykłą większością głosów i to nawet bez wymaganego kworum. Ustawa Zasadnicza, o której sąd twierdził, że zezwala na kontrolę sądową parlamentu, została przyjęta głosami 32-21, (a więc przy pustych ławach poselskich), co świadczy o braku świadomości Knesetu, co do tego, że będzie traktowana jako dokument konstytucyjny.
Z czasem sędziowie Sądu Najwyższego uznali to za „rewolucje sądowniczą”. Ta rewolucja oznaczała zachwianie zasady równoważenia władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej.
3. Władza sądownicza uzyskała możliwość dowolnego anulowania każdej decyzji rządu i każdej uchwały parlamentu. Rząd i parlament mają minimalny wpływ na skład Sądu Najwyższego, prokurator generalny jest ponad rządem i ponad ministrem sprawiedliwości. Propozycja reformy zakłada, że obalenie uchwały parlamentu będzie wymagało decyzji co najmniej kwalifikowanej większości sędziów SN, a nie jak teraz dowolnej mniejszości. Wnikanie w szczegóły proponowanej reformy może być uznawane za „katastrofę” przeciwników demokracji.
4. Nie informując o tej specyfice wprowadzamy czytelników w błąd. W Stanach Zjednoczonych każda administracja uzupełnia swoimi sędziami Sąd Najwyższy, nie może jednak zmienić jego całego składu, co pozwala na zachowanie względnej równowagi. Również Wielka Brytania, która jest wzorem systemu parlamentarnego, ma system podobny to tego, jaki proponują zwolennicy reformy w Izraelu (to dokąd pojedzie ten biedny Harari, na Węgry?)
5. Być może nie należy wprowadzać czytelników w błąd oczywistym kłamstwem, że premier jest „zagrożony licznymi procesami”. Proces Netanjahu toczy się od wielu lat, Toczył się również, kiedy nie był premierem, W tym czasie prokuratura przekwalifikowała połowę swoich świadków na „wrogich” świadków. Podczas trwającego wiele lat procesu nie udało się udowodnić ani jednego „przestępstwa” Benjamina Netanjahu. Mamy zatem wyłącznie wyroki prasowe. Również teraz, kiedy Netanjahu jest ponownie premierem, proces nadal się toczy, a opozycyjna prasa nie pokazuje scen z sali sądowej, żeby nie pisać o płaczach pani prokurator, że to nie ona pisała akt oskarżenia. Tak więc, przywoływanie tego argumentu jest zwyczajnie wprowadzaniem czytelników w błąd.
6. Nie trzeba być konstytucjonalistą, żeby zgodzić się, że liberum veto było jednym z największych gwoździ do trumny Rzeczpospolitej. Prezydent Izraela nie mówi o „katastrofie demokracji”, zdaje sobie sprawę z tego, że reforma jest konieczna, proponuje kompromis pozwalający na jej przeprowadzenie, mimo fanatycznego oporu „znakomitych intelektualistów”.
Krytyka jakiejkolwiek reformy bez podawania szczegółów proponowanych zmian nie jest krytykją jest czymś zupełnie innym.