Nie myśmy to odkryli. Andrzej Bratkowski, szukając wiadomości na zupełnie inny temat, w numerze miesięcznika „Dziś” z roku 2008 (!), wydawanego przez byłych działaczy PZPR, trafił na sensacyjny tekst nieznanego zapisu. Tekst ten powinien był dawno wzbudzić powszechną sensację, ma bowiem i wartość historyczną, i kapitalną dramaturgię niemal teatralnego spektaklu, ale „Dziś” wychodzi w bardzo skromnym, prawie symbolicznym nakładzie i nawet nie wiedzieliśmy, że takie pismo istnieje…
Tekst jest zapisem rozmów i dyskusji w czasie niespodziewanej wizyty, jaką delegacja Prezydium KC KPZR (czyli najwyższej władzy sowieckiego państwa) złożyła w dniach pełnych napięcia 19 października 1956 r. „polskim towarzyszom” czyli członkom Biura Politycznego PZPR (praktycznie najwyższej władzy PRL). Przyjechali – sam rządzący ówczesnymi Sowietami Nikita Chruszczow, z samym Wiaczesławem Mołotowem, z Anastasem Mikojanem i Łazarem Kaganowiczem, wówczas pierwszym wicepremierem rządu ZSRR. Przybyli spacyfikować polską stronę przed wywrotowym VIII Plenum Komitetu Centralnego PZPR. Większość polskich rozmówców akurat przygotowywała to przełomowe, a zapomniane dziś Plenum, by usunąć z władz partii zdeklarowanych stalinowców i realizować plan demokratyzacji (który nie utrzymał się długo, ale i tak zmienił zasadniczo stosunki w PRL). Przybysze chcieli położyć kres tym ambicjom. Dramatyczne rozmowy zmieniły, można zaryzykować taką opinię, stosunki między władzami sowieckimi i polskimi.
Pięćdziesiąt stron zapisu tych rozmów, toczonych w Belwederze, znalazł po roku 2006 rosyjski historyk, profesor Aleksandr M. Oriechow – w zespole akt N.S. Chruszczowa w Rosyjskim Państwowym Archiwum Historii Najnowszej. Oriechow opublikował go w czasopiśmie naukowym Instytutu Słowianoznawstwa Rosyjskiej Akademii Nauk „Sławianskij Almanach 2007”. Moskwa 2008, s. 460-509.
Wbrew opinii autora polskiego wstępu do publikacji w miesięczniku „Dziś” jest to odtworzony i opracowany stenogram, który notował tłumacz delegacji radzieckiej, referent Wydziału KC KPZR, Jan Dzierżyński, syn strasznego Feliksa. W tekście można wyróżnić partie, notowane streszczeniem, kiedy najwyraźniej ręka się stenografowi zmęczyła. Wbrew cytowanej opinii zapis, dzięki szybkości stenografa, jest bardzo dokładny, a polski przekład Anny Jasiewicz – bardzo przyzwoity, czasem lepszy niż język oryginału. Sądząc po zanotowanych, natychmiastowych reakcjach towarzyszy radzieckich, rozmowy toczyć się musiały w języku rosyjskim, bez czekania na przekład ze strony tłumaczy. Skromny udział ze strony towarzyszy polskich, słabo mówiących po rosyjsku, potwierdza nasze domysły. Stenogram został solidnie opracowany, ze wstawieniem przed nazwiska zabierających głos rytualnego „tow.”, co potwierdza autentyzm treści. Oriechow na pewno tego nie dodał.
W rozmowach uczestniczyli ze strony radzieckiej wszyscy czterej goście, ze strony polskiej – Ochab, Zambrowski, Gomułka, Zawadzki, Cyrankiewicz, Rokossowski, Rapacki, Dworakowski, Jędrychowski, Roman Nowak, Zenon Nowak, Jóźwiak, Stawiński, Chełchowski, nie wszyscy oni zabierali głos. Obecny był ambasador radziecki w Warszawie Ponomarienko.
Redakcja


Miesięcznik wydawany przez byłych działaczy PZPR – ciekawe kryterium doboru autorów. A wydawane w symbolicznym nakładzie – czy to dziwne. To dobrze świadczy o społeczeństwie.
Pan – zdaje się – zapomniał, że żyjemy w ustroju, w którym od 1989 roku nikt autorów nie dobiera – poza wydawcą, zaś nakład wynika wyłącznie z badania rynku oraz możliwości finansowych wydawnictwa? Swoją drogą – zawsze mnie zastanawia to upodobanie prawaków do gospodarki nakazowo-rozdzielczej, zarządzaniu społeczeństwem przez jakieś władze, i tak dalej. Stąd się biorą te głoszone przez nich obłąkane brednie; a wszystko zaczyna się po prostu od irracjonalnej nienawiści…
Niesamowite! I znamy prawdziwe wyniki referendum!
@BM, jak to było? „… a mury rosły, rosły, rosły, łańcuch kołysał się u nóg…”
I tym na ogół kończy się „walka o wolność”.
Interesujący materiał historyczny.
@Woziwoda, no to jest właśnie źródło historyczne. Dysponując nim możemy odtworzyć obraz tamtych czasów bliższy prawdy, niż wszelka „słuszna publicystyka”.
Źródło cenne, bo na temat PRL wciąż krążą mity, które nijak maja się do rzeczywistości, opowieści spłaszczone, nie uwzględniające złożoności tamtego okresu.
Wiem skądinąd, że ktoś „przytulił” część archiwum dawnego KC, mam nadzieję, że np. tą drogą kiedyś poznamy złożone tam dokumenty.
Podzielam opinię, że „na temat PRL wciąż krążą mity, które nijak maja się do rzeczywistości, opowieści spłaszczone, nie uwzględniające złożoności tamtego okresu”. To temat sam w sobie, do którego warto wrócić. Dziś cały okres PRL-u został jakby wyrzucony poza nawias polskiej historii. W swoim czasie Waldemar Kuczyński, przy okazji sporów o lustrację, sformułował podstawowe pytanie: czy PRL mamy traktować, jak „Generalną Gubernię” (tyle, że radziecką), czy też – mimo wszystkich ograniczeń suwerenności, dyktowanych układem jałtańskim – kolejnym etapem polskiej państwowości. Wbrew pozorom to nie jest spór wyłącznie akademicki. Taka lub inna odpowiedź na sformułowane wyżej pytanie pociąga za sobą daleko idące konsekwencje polityczne. I może to właśnie powoduje, że na historycznie zamkniętą już epokę PRL-u, patrzymy wyłącznie w kategoriach politycznych i ideologicznych, a nie merytorycznych. Ze szkodą dla prawdy historycznej, która jest o wiele bardziej złożona niż przedstawiają ją historycy-prokuratorzy z IPN i która ciągle jeszcze czeka na swoich prawdziwych badaczy.
O tym ,że Gomułka był dla radzian w 56r nieustępliwy uczono mnie w szkole średniej ponad dziesięć lat później po październiku. Tak samo jak wspominano o 17 września 39r, oczywiście na tyle aby nie naruszyć ówczesnych pryncypiów. Tak się składa ,że historii uczył mnie także lektor KW ,o czym dowiedziałem się wiele lat później.”Dziś” było niszowym pismem, ale dla badaczy dziejów PRL niezwykle cennym materiałem źródłowym. Oczywiście dzielni chłopcy z IPN-u tego w swoich pracach nie uwzględniali(ją), kreśląc obraz PRL jako najczarniejsza z czarnych dziur naszego tysiąclecia.Zachowywali się i zachowują nadal jak dyżurni historycy z PRLu dla których 20-dziestolecie międzywojenne było tym czym dziś PRL dla IPNu. Miałem cichą nadzieje ,że po 89 nie będzie historii pisanej pod polityczne zapotrzebowanie. I co ? Nic, historia kołem się toczy! A na marginesie dzisiejszej polityki zawsze walki frakcyjne w partii prędzej czy później rozwalają ją od środka. Rozumie to Kaczyński , który rebelie tłumi natychmiast. Czyniąc partię kadrową jedynie słuszną i bezmyślną a zarazem frywolną. A Adam Hoffman jest emanacją opisanych cech, aczkolwiek komuniści pod tym względem (frywolności) byli nader pryncypialni bliżej konfesjonału i chrześcijańskiego ideału.
Szanowni – Dziś pod redakcja M.Rakowskiego kupowało się w Empiku bez żadnych problemów – dział miesięczników społecznych. Nie rozumiem zaskoczenia. Ten numer (a raczej stenogram) pamiętam. Przy okazji polecam artykuł ze Skrzydkatej Polski nr 1/2006 – Mikołajczuk – Rok 1956 (mam plik ale 18 MB). Opis działań Armii Radzieckiej na przedpolu Warszawy. Przemarsze potwierdził W. Kuczyński (wtedy mieszkał w Kaliszu).
Bardzo ciekawe. Dziekuje za publikacje.
Ciekawe ,ciekawe …
Tylko te moje arrière-pensée nie dają mi spokoju,dręczą pytaniem:
– ” a może to wybielanie przodków przez potomnych ideologicznych spadkobierców?”.
No bo „…a polski przekład Anny Jasiewicz – bardzo przyzwoity, czasem lepszy niż język oryginału…” – pobudzają moje arrière-pensée do zadania kolejnego pytania:
– dlaczego lepszy i dla kogo lepszy a dlaczego nie dosłowny?