Natan Gurfinkiel: Niemcy z mego gdańskiego podwórka28 min czytania

()

gdańsk2015-01-31.

motto:

„Musimy powiedzieć sobie wszystko, pod warunkiem że każdy będzie mówił o winach własnych. Bez tego ciężar przeszłości nie pozwoli wyjść nam we wspólną przyszłość„.
(jan józef lipski)

 

Nie mogę, na podobieństwo moich młodszych kolegów, skorzystać – jak to celnie określił Helmut Kohl – z przywileju późnego urodzenia. Z tego powodu, to o czym oni wiedzą z nauki historii, nawet pilnie i dociekliwie wchłanianej, rozgrywało się na moich oczach. Wypędzeni Niemcy nie są dla mnie bezkształtną masą. Obserwowałem ich na co dzień – żyłem wśród nich pół roku, może nawet nieco dłużej, nim zorganizowano kolejny transport, który zakończył nasze bliskie sąsiedztwo.

Kiedy po wojnie, spędzonej nie całkiem dobrowolnie w ZSRR, wróciłem do Polski, pojechałem do Gdańska, gdzie mieszkał już mój ojciec. Odbył kampanię wojenną, był ranny – niezbyt ciężko na szczęście –i gdy zdjął mundur, nie bardzo wiedział co ma z sobą począć. Nasze warszawskie mieszkanie na Chłodnej przestało istnieć razem z kamienicą, po której została kupa gruzu. Ktoś doradził ojcu, by pojechał do Łodzi, gdzie mieścił się nowopowstały Centralny Zarząd Przemysłu Odzieżowego – czy jak to się wówczas nazywało. Tata przyuczył się do zawodu swego ojca, a mojego dziadka, który był właścicielem dużego warsztatu, czy też niewielkiej fabryczki w branży dziewiarskiej. Po tych wyjaśnieniach ojcu memu zaproponowano z miejsca stanowisko majstra w dopiero co upaństwowionej fabryce trykotaży w Gdańsku i trzypokojowe przyfabryczne mieszkanie.

Mieściło się ono na Biskupiej Górze w dawnych koszarach z czasów wojen napoleońskich. Budynek miał kształt lekko zdeformowanej podkowy. W jednym skrzydle mieściła się niewielka fabryka, zatrudniająca kilkadziesiąt osób – już wówczas przeważnie kobiet. W pozostałych skrzydłach były mieszkania pracowników. Mieszkanie taty i jego powojennej narzeczonej, starszej ode mnie o kilka zaledwie lat, (mama, podobnie jak reszta rodziny z wyjątkiem jednego tylko z jej czterech braci, nie przeżyła wojny), mieściło się na parterze. W całym budynku. mieszkały tylko cztery polskie rodziny – łącznie z naszą. Znalazłem się więc w niemieckim otoczeniu i większość czasu, spędzanego w okolicy domu upływała mi na rozmowach po niemiecku. Język znałem było w dzieciństwie, bo w domu babci, pochodzącej z rodziny węgierskich i austriackich .Żydów, często mówiło się po niemiecku. Później język zardzewiał we mnie na jakieś dziesięć lat, a w Gdańsku rdza dość szybko zeszła. Po raz drugi zostałem dotknięty lingwistyczną amnezją, kiedy zacząłem przyswajać sobie duński i znów niemiecki zaczął we mnie odżywać, gdy w latach dziewięćdziesiątych spędziłem kilka tygodni w zaprzyjaźnionym polsko–niemieckim domu w Berlinie.

[box title=”UWAGA” border_width=”2″ border_color=”#dd3333″ border_style=”solid” align=”center”]Tekst podzielony na strony, numery stron poniżej są aktywnymi odnośnikami.[/box]

Dawnym właścicielem Państwowej Fabryki Trykotaży (późniejszych Zakładów Przemysłu Dziewiarskiego) był kulturalny i bardzo stateczny pan, dr Theodor Kuttenkeuler. Jak opowiadał memu tacie, w młodości studiował filozofię na uniwersytecie we Fryburgu. Ledwo zdołał skończyć studia kiedy stary pan Kuttenkeuler ciężko zaniemógł i pilnie wezwał syna do domu. Nie miał już sił do prowadzenia przedsiębiorstwa i nakazał synowi przejęcie obowiązków właściciela.

– Masz się ożenić i przejąć firmę, powiedział mu, Pomogę ci, ile tylko zdołam, ale czuję, że już długo nie pociągnę.

Młodemu pięknoduchowi zupełnie nie uśmiechała się kariera przedsiębiorcy, ale Kuttenkeuler senior zagroził jednak synowi, że puści go z torbami, jeżeli nie przejmie firmy. Powiedział, że zapisze mu cały swój dość pokaźny majątek, ale tylko pod warunkiem dalszego prowadzenia firmy. W przeciwnym przypadku, wszystkie pieniądze, dochód ze sprzedaży fabryki i zabudowań zostanie oddany na jakiś cel dobroczynny. Przed panem Theodorem stanęło widmo braku pieniędzy na podróże, kupowanie obrazów i poszerzanie księgozbioru. Obiecał ojcu, że fabryka pozostanie w rękach rodziny. Było to jeszcze w czasach Wolnego Miasta Gdańska.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

25 komentarzy

  1. Jerzy Łukaszewski 31.01.2015
  2. natan gurfinkiel 31.01.2015
    • Jerzy Łukaszewski 31.01.2015
  3. PIRS 31.01.2015
    • Jerzy Łukaszewski 31.01.2015
      • A. Goryński 01.02.2015
        • Jerzy Łukaszewski 01.02.2015
        • A. Goryński 01.02.2015
  4. wdr 01.02.2015
  5. Rotter - Płóciennikowa 01.02.2015
  6. Magog 01.02.2015
  7. Jerzy Łukaszewski 01.02.2015
  8. Jerzy Łukaszewski 01.02.2015
  9. Sroka 01.02.2015
  10. Jerzy Łukaszewski 01.02.2015
  11. Magog 02.02.2015
  12. Jerzy Łukaszewski 02.02.2015
  13. jmp eip 02.02.2015
  14. Jerzy Łukaszewski 03.02.2015
  15. Malgorzata P. Bonikowska 03.02.2015
  16. jmp eip 03.02.2015
    • Jerzy Łukaszewski 03.02.2015
  17. P.J. Dąbrowski 08.02.2015
  18. L.Kurz 15.02.2015