Borejszę ceniła za pomysły wydawnicze, nawet martwiła się, że „źle wygląda: a jeśli umrze, będzie to źle, bo na jego miejsce może przyjść tylko ktoś znacznie gorszy, ktoś w rodzaju Kormanowej, która jest jawnym wrogiem wszelkiej polskości”. Jerzy Borejsza był oczytany, znał języki obce, Dąbrowska dostrzegła jednak, że i on jest ulepiony z tej samej gliny, co inni:
„Ciekawa jestem, ile wyroków na bardziej znanych ludzi, którzy mając nazwiska z jakim takim autorytetem, nie rzucali ich na szalę Moskwy, ma w zanadrzu „liberalny pyknik” Borejsza i jego braciszek Różański, pułkownik i oprawca UB? Kiedy myślę o tym przypomina mi się czasem, jak dawniej miewałam często sny, że skazana zostałam na śmierć, że mnie prowadzą na egzekucję. Otóż jeśli kiedy istniałaby możliwość takiej mojej śmieci, to tylko w tych ustrojach totalistycznych (wypaczających socjalizm), w których wszyscy ludzie niekłamani muszą zginąć”.
Reżim stalinowski umizgał się do pisarzy, artystów, intelektualistów. Ich obecność na państwowych uroczystościach legitymizowała władzę. Jedni dali się uwieść „idei”, drudzy ustępowali na ćwierć, na pół kroku, Dąbrowska nie miała złudzeń. W maju 1948 r. zanotowała: „Pożerają mnie myśli i rozdzierają mnie myśli. Trwały przygotowania do Światowego Kongresu Intelektualistów we Wrocławiu. Na sowiecką agitkę przyjedzie Picasso i wielu wybitnych zachodnich twórców”. Bierut przez wysłannika zapytał pisarkę, dlaczego jest z nas niezadowolona. W rezultacie na Kongres, jak wielu innych pisarzy, pojechała. A potem – jak inni, choć nie wszyscy – będzie toczyć walkę z sobą, chce ślad honoru własnego ocalić. W „Dziennikach” notuje:
„Chwiejność i ugodowość warstw tzw. elity duchowej, która w imię rozwagi chce coś ocalić na podstawie kompromisu, istniała już w okresie upadku Grecji. Znakomici pisarze greccy zlecali uległość Grecji wobec Rzymu. Wielcy mówcy nakazywali oprzeć się na Persach lub na Macedończykach. Byli agenci Kserksesów i agenci Filipów, jak dziś są agenci Moskwy i agenci Waszyngtonu czy Londynu. Nieprzejednany i nieugięty w oporze – a też do rozumnych kompromisów niezdolny – bywa tylko lud. Kompromis jest sprawą intelektu, jest przygodą człowieka myślącego. Ale tragedia jego jest, jeśli nie rozpozna, gdzie się kończy kompromis godziwy, a zaczyna zdrada. Kiedy zaczyna się zdrada? W którym momencie? Gdy wstąpiłeś do partii czy dopiero wtedy, gdy zostałeś donosicielem UB? A może nawet wtedy, gdy zginałeś kark na widok zbliżającego się prezydenta – oprawcy?”
Dąbrowska po premierze „Fantazego”, połączonej z jubileuszem Teatru Polskiego zapisała:
„Uroczyste przedstawienie z Prezydentem i rządem. Pierwszy raz byłam na takim w obecnej Polsce. Przyjechaliśmy wcześnie i widzieliśmy, jak cały skład teatru z Szyfmanem na czele biegnie kłusem (dosłownie) na powitanie Bieruta. Nawet osoby skądinąd zasłużone (jak Szyfman dla teatru), wobec systemu, jego wszechwładzy, tchórzyły, traciły ludzkie cechy”.

Dzienniki Dąbrowskiej obecnie w nakładzie 300 egz. Dziennik Pepysa w 1954 r. w nakładzie 10 000 egz.
Jan Strzelecki nie zginął „w wypadku samochodowym”, owszem, w samochodzie, ale na postoju na Wisłostradzie, ciężko pobity przez jakiegoś łobuza, możliwe, że na polityczny obstalunek.