Jerzy Klechta: Stalinizm w „Dziennikach” Marii Dąbrowskiej26 min czytania

()

Dąbrowską zapraszano na narady i wiece, pisząc o tym w „Dziennikach” nie kryje wstydu, często nie była do końca zorientowana, czego agitka dotyczy, z tego powodu, pewnego razu wynikł następujący kalambur:

„Á propos nazw ulicznych, niedawno słyszałam anegdotkę w związku z ową komisją do zmiany nazw ulicznych w Warszawie. Że mianowicie Komisja ta wysłała do Stalina depeszę z prośbą, aby zmienił nazwisko na Ujazdowski. Zabawne, że gdy zaczęto opowiadać tę anegdotkę i doszło do słów: „depeszę do Stalina”, ja myśląc, że to mowa serio, przerwałam mówiąc: „Ja nie byłam na tym posiedzeniu”.

W „Dziennikach” znajdujemy opisy wydarzeń, które same w sobie są anegdotami, najczęściej nie wiele w nich do śmiechu, ukazują rozmiar beznadziei, głupoty, skali totalitaryzmu.

„Oto w kopalni Silesia zwołano wielki wiec robotników dla wypowiedzenia się przeciw „cudowi lubelskiemu”. Prowadzący zebranie agenci UB i komuniści przeczytali rezolucję do uchwalenia. Przewodniczący zapytał: „Kto jest za rezolucją?” Odpowiedziało głuche milczenie, mówiące: „Nikt!” Potem pytanie: „Kto jest przeciw rezolucji?” Oczywiście, znowu głuche milczenie. Podły strach spętał już przecie wszystkie dusze…Wobec tego przewodniczący ogłosił: „Rezolucja została uchwalona”. Potem wstał robotnik, jakoby partyjny komunista i powiedział: „Nie wierzę w cuda. Byłem w Dachau, cierpiałem prześladowanie, widziałem jak męczono ludzi. Żadna Matka Boska nie wystąpiła wtedy z cudem, co by nas uratował. Ale oto w tej chwili byłem świadkiem cudu. Było głosowanie. Za rezolucją nie głosował nikt, a rezolucja została uchwalona”. Podobno nazajutrz aresztowano tego śmiałka”.

Pisarka pełna obaw stwierdza: „chcą nas „upolitycznić”, a pisarzy „przeszkolić ideowo”. Odrzuca życie na emigracji, odrzuca emigrację wewnętrzną, przy tym stale zabiega, aby wydawano jej książki. Tłumaczy się przed samą sobą: „Przecież Polski nie można bojkotować”. I tak niepostrzeżenie dla samej siebie, aczkolwiek jest przeciwko, to jednak pewnej formy kolaboracji nie odrzuca. Przez wszystkie lata będzie toczyć wewnętrzną walkę. Nie ona jedna. Tyle, że inni przekroczyli granicę „przyzwoitości”, ową – jak napisze za lat kilkanaście Zbigniew Herbert – granicę dobrego smaku. W sierpniu 1945 r. woła w „Dziennikach” rozpaczliwie: „O ile nie zajdą jakieś wielkie wydarzenia i przeobrażenia duchowe ludzkości – pogrążymy się w nowy okres rosnącej (jak po 1815 r.) niewoli – Smutek tego wszystkiego jest tak żrący i deprymujący, że coraz częściej żyć się nie chce”.

Coraz częściej – co odnotowuje – sięga po szklankę wódki. Alkohol pozwala jej szybciej zasnąć. Jednak więcej jest nocy bezsennych. Z jednej strony – zdaje sobie sprawę co się święci, z drugiej nie chce znaleźć się na marginesie, pragnie być czytana i podziwiana.

Od pierwszych dni po zakończeniu wojny wzięła się za tłumaczenie „Dziennika” Samuela Pepysa. W tych czasach, wielu pisarzy, ograniczanych zakazami i rygorem cenzuralnymi, uciekało do tłumaczeń. Najbezpieczniejsze było sięganie po poetów i pisarzy rosyjskich, cenzura wówczas wstrzymywała się od ingerencji. Pepys aczkolwiek żył w odległym siedemnastym stuleciu, z racji, że był przedstawicielem „wrogiej” literatury anglosaskiej, poddawany był bacznej „analizie”. Już po przetłumaczeniu Pepysa, Dąbrowska borykała się z cenzurą dłuższy czas, zanim wydane w 1952 r. dwa tomy jego „Dziennika” stały się bestsellerem. Pisarka wyrzucała sobie zapóźnienie w robocie – któremu „doprawdy nie ja sama jestem winna, ale ta atmosfera kłamstwa zatruwająca śmierdzącym jadem same korzenie twórczości. Kłamstwa, w którym nie tylko pracować, ale żyć nie potrafię, duszę się, aż się zaduszę”.

Prominentny ówczesny wydawca partyjny Jerzy Borejsza sprzyjał pisarce. Wysyłał po nią samochód, aby skorzystała z zaproszenia na jakieś spotkanie lub przyjęcie. Jechała w złym humorze:

„Zawsze gdy mam się zetknąć z tymi ludźmi, uprzytamniam sobie, ilu najszlachetniejszych ludzi unurzali modą rosyjską w kale, zrobili szpiclami, obcymi agentami…męczą się w tej chwili w więzieniach, gdy ci tu uzurpatorzy prosperują, gdy ja nawet prosperuję. Jakże ściskać ręce tylą krwi bratobójczej zmazane, rozmawiać z ludźmi, których usta tyle kłamią”.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

2 komentarze

  1. wejszyc 02.05.2015
  2. jotbe_x 02.05.2015