Czy to wystarczające usprawiedliwienie? Znała granice przyzwoitości, na ile je przekraczała? Miała wysokie dochody, dzięki którym utrzymywała wiele osób, pomagała rodzinie, znajomym, tym, którzy byli represjonowani i pozostawali bez środków do życia. Jak żyć godziwie w systemie totalitarnym? Zanotowała w „Dziennikach:
„Jakiekolwiek są złe strony obecnej rzeczywistości – cel może być tylko jeden: wykorzystać w takim stopniu, jak tylko to jest możliwe, każdą pozytywną szansę, jaką ta rzeczywistość daje. A nie istnieje rzeczywistość, która nie daje żadnej pozytywnej szansy. To już mówiąc najskromniej, bo prawdę powiedziawszy, nasza obecna rzeczywistość daje Polsce w wielu rzeczach szanse ogromne. Jeśli o czym rozpaczam, to o tym, że Rosja i ustroje jej w tej chwili podlegające popełniają tak przeraźliwe zbrodnie i takie kretyńskie błędy, i że wskutek tego ten eksperyment może się nie udać. A często doświadczam pewności, że przy tych błędach i zbrodniach nie może się udać. Stwarza bowiem atmosferę nieoddychalną tak męczącą i nudną, że ludzie tego nie będą w stanie wytrzymać. Człowiek z natury rzeczy nie znosi takiego trybu życia, jaki mu Rosja zaaplikowała”.
W marcu 1953 r. umarł Stalin. Polakom narzucono ogólnonarodową, kilkudniową żałobę. Z głośników, zainstalowanych w miastach, miasteczkach i wsiach od rana do wieczora grano Marsza żałobnego Chopina (jakby nie wiedząc, że kompozytor z całego serca nienawidził „braci”- Moskali). Dąbrowska opisuje reakcję „ulicy”, tłumioną radość, która tu i ówdzie, wybuchała z okrzykiem: zdechł pies. Po takim zawołaniu natychmiast następowały aresztowania. Kto nie demonstrował smutku po śmierci zbrodniarza, tego zaliczano do wrogów, stawał się przestępcą. Czy to obawa przed represjami sprawiła, że pisarka uległa namowom władz i zgodziła się na pisemną wypowiedź o śmierci Józefa Stalina? A może nie chciała znaleźć się na marginesie wydarzeń? „Wypowiedź” ukazała się w „Życiu”, druga, licząca 20 wierszy, w „Nowej Kulturze”.
W „Dziennikach” tłumacząc się przed sobą, że uległa interwencji i dodała do tekstu, już po jego przesłaniu do redakcji, jedno, czy drugie słowo o „chorążym pokoju”, które przyniosło jej tak złą sławę, broni się mało przekonywająco: uległam i dodałam to zdanie, myśląc sobie, że wszystko nie ważne skoro już umarł ten straszliwy despota. Ostatecznie to też „prawda obiektywna”, że był oficjalnie przywódcą owego „ruchu pokoju”. „Wypowiedź” zapamiętali jej czytelnicy, otrzymywała obraźliwe anonimy i listy od znajomych, w których wyrażano zdumienie i dezaprobatę. Przez pewien czas objął ją towarzyski bojkot.
Z polecenia Komitetu Centralnego PZPR wzięła udział w akademii żałobnej w warszawskiej Hali Mirowskiej. Ten fakt uszedł uwadze opinii publicznej, pisze o nim w „Dziennikach”, ale „wypowiedź ku czci”, pamiętać jej będą długo. Jerzy Zawieyski (pisarz katolicki, przez osiem lat nie mógł podjąć żadnej pracy, nie drukowano go, żył w biedzie) w dzienniku zapisał: „Lały się panegiryki, hymny, elegie. Nawet Dąbrowska, wielka pisarka, splamiła swoje pióro żałobnym artykułem o Stalinie. Czytało się to ze wstydem i zgrozą”.
Napisała tekst plamiący jej imię, a przecież nienawidziła i systemu, i Stalina, i tego upadlania człowieka, i tej powszechnej rusyfikacji Polski i Polaków, słowem tego wszystkiego, co przyniósł okres stalinowski. Niezbadane są ludzkie kroki. Niezrozumiałe jest skąd się bierze jeden zły czyn, na tysiąc chwalebnych. Często do historii przechodzi ten jeden.

Dzienniki Dąbrowskiej obecnie w nakładzie 300 egz. Dziennik Pepysa w 1954 r. w nakładzie 10 000 egz.
Jan Strzelecki nie zginął „w wypadku samochodowym”, owszem, w samochodzie, ale na postoju na Wisłostradzie, ciężko pobity przez jakiegoś łobuza, możliwe, że na polityczny obstalunek.