Jerzy Klechta: Stalinizm w „Dziennikach” Marii Dąbrowskiej26 min czytania

()

Pisarkę irytowała uległość, czołobitność kolegów-literatów wobec towarzyszy radzieckich. Nie kryła cierpkich słów pod ich adresem, wymienia ich po nazwisku, dla pisarzy i poetów, których ukąsiło żądło stalinizmu, nie znajduje usprawiedliwienia. Sama jednak szła na koniunkturalne ustępstwa, a to napisała jakieś opowiadanko o żołnierzach Armii Czerwonej albo jakiś tekścik na cześć przyjaźni polsko – radzieckiej. No i chętnie korzystała z rządowej limuzyny. I wcale nie odmawiała udziału w jednym czy drugim partyjnym capstrzyku. Doszło nawet do tego, że otrzymała tajemniczą legitymację:

„Wczoraj niespodzianie dostałam list podpisany przez Janinę Broniewską (pierwszą żonę poety) i załączoną przy nim…legitymację członka Klubu Literatów PZPR. List zawiadamia po prostu, że mi przesyła ową legitymację, donosząc ile wynosi wpisowe, składka”.

List jednak zignorowała. Przyjęła natomiast zaproszenie na uroczystość z okazji 60 rocznicy urodzin Bieruta. Autorka „Nocy i dni” stała się gwiazdą wieczoru.

Czytamy w „Dziennikach”:

„Przyjęcie było przygotowane z bizantyjsko-stalinowskim rozmachem. Bierut królował w sali wystrojonej na biało-czerwono, czego tam nie było! Szynki, łososie…zakąski aż do kawioru włącznie, stosy pomarańcz, których na mieście już dawno niema. Gdyśmy wreszcie do niego dotarli, zanim jeszcze zdążyłam usta otworzyć, zaczął mówić trzymając moją rękę w swojej, ogromnej jak narzędzie. Bierut: – Bardzo się cieszę, że mogę odnowić z panią znajomość z przed czterdziestu lat. Wiedząc, że za młodu wychowywał się u Papieskich w Lublinie, bąknęłam: – Chyba w Lublinie?. -Tak, pani mnie nie pamięta, ale ja panią dobrze pamiętam. Ja znowu: – To tak dawno i byliśmy tacy młodzi ( a w istocie rzeczy nigdy żadnego Bieruta w Lublinie nie poznałam). Na co Bierut: -Tak, pani była młoda. Oczkami strzelała pani do chłopców. Tu już wpadłam w ten ton i mówię: – No i chłopcy do mnie. – Tak, tak, ja się też podsuwałem, ale pani była tak otoczona, więc bez powodzenia. A od tego czasu znałem już panią tylko z książek…”

Każdy „flirt” z reżimem odchorowywała, wyrzucała sobie uległość, łatwość, z jaką przyjmowała zaproszenie, czuła do siebie niesmak i jednocześnie szukając usprawiedliwienia tłumaczyła naiwnie, że przecież warto zobaczyć, jak to wszystko wygląda z bliska.

Co kierowało pisarką, że gościła na stalinowskich salonach? Czy rzeczywiście ciekawość wielkiego, peerelowskiego świata? Może powodowała nią kobieca próżność , dbałość o popularność? A może raczej lęk, strach, obawa przed niewiadomą, co się stanie, gdy rządzące czynniki odnotują jej nieobecność. Zlekceważenie jednego czy drugiego zaproszenia, mogłoby przecież być uznane za wrogi akt polityczny. Musiałaby za to zapłacić a przecież bardzo pragnęła, aby wydawano jej książki, chciała otrzymać bardziej przestronne mieszkanie.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

2 komentarze

  1. wejszyc 02.05.2015
  2. jotbe_x 02.05.2015