Założyciel i wieloletni dyrektor Teatru Polskiego w Warszawie, Arnold Szyfman w czasie okupacji uratowany został dzięki rodzinie Tarnowskich w okolicach Sandomierza. Dąbrowska: „Przez dwa przeszło lata u nich się na wsi chował. Otóż jakiś chłopak, Akowiec, który wówczas tam z lasu bywał i był mu znany, teraz wpadł w ręce UB. Powołał się m.in. na Szyfmana. Szyfman zaświadczył o jego dobrej konduicie za okupacji, ale podkreślił, że za czas obecny nie może ręczyć. Oto wspaniałomyślność uratowanych…”.
Stalinizm w Polsce usankcjonowany został w 1948 r., jego zmierzch przypadł w 1955 r., co ukoronowała odwilż w Październiku 1956. Były to długie lata ludzkich nieszczęść, represji na skalę ciężkiej okupacji. W grudniu 1948 r. odbył się zjazd zjednoczeniowy – PPR wchłonęła PPS. Dąbrowska, jak wielu innych pisarzy i poetów, z Tuwimem i Iwaszkiewiczem, uświetniła” zjazd swoją obecnością. Zanotowała:
„Po pewnym wahaniu i namyśle postanowiłam pójść. St., który znów leży chory, powiedział – i aż mną to wstrząsnęło, bo mówił z łkaniem w głosie: Trzeba, żeby ktoś tam poszedł i przeżył, i zobaczył tragedię ginącego narodu. Przecież to jest nowy sejm grodzieński. Nie wiem dlaczego, poczułam wtedy w całej sobie jakby gorący protest i odpowiedziałam dość ostro: otóż ja nie uważam narodu za ginący i nie uważam, aby to była tragedia narodu ginącego. Gdybym tak myślała to bym nie poszła. To bym w ogóle nigdzie nie poszła, tylko skończyła z życiem”.
Przerażała pisarkę sowietyzacja kraju. Pisze:
„10.IV.1950. Poniedziałek Wielkanocny. Wczoraj rano, kiedy otworzyłam radjo, rozległy się pieśni rosyjskie. Znów ta małpia złośliwość pokazująca tyłek pawian tam, gdzie ludzie przywykli obcować z Bogiem? Czy tak się wychowuje nowego człowieka?”.
Dąbrowska dowodziła, że komunizm rosyjski jest chyba już i ostatnim na świecie, wstecznym, tyrańskim imperializmem. Odwołała się do Marksa, który w 1848 r. pisał do Engelsa, że jego noga nigdy nie stanie w kraju Hercena, nie wierzę bowiem – pisał autor „Kapitału”- aby rosyjska krew mogła odrodzić starą Europę.

Dzienniki Dąbrowskiej obecnie w nakładzie 300 egz. Dziennik Pepysa w 1954 r. w nakładzie 10 000 egz.
Jan Strzelecki nie zginął „w wypadku samochodowym”, owszem, w samochodzie, ale na postoju na Wisłostradzie, ciężko pobity przez jakiegoś łobuza, możliwe, że na polityczny obstalunek.