Spowiedź patrioty

Przychodzenia już wtedy w Ameryce, jak rozumiem, nie było?

– Uciekł w ostatniej dosłownie chwili. Mniej szczęścia miał Zacharski, który wykradł Amerykanom m.in. prawie kompletny zestaw technologii rakiety przeciwlotniczej „Hawk” i rakiety balistycznej „Minuteman”. Jak wiadomo, został złapany i skazany na dożywocie.

Potem jednak wymieniony na kilkunastu agentów amerykańskich wrócił do Polski…

– Przecież to nie tajemnica. To, że fetował go Jaruzelski – rozumiem. Jednak nigdy nie potrafiłem zrozumieć zachwytów, dla których był hołubiony przez ministrów z rządu Tadeusza Mazowieckiego, którzy powierzyli mu nawet kierownictwo wywiadu wolnej, pozostającej w sojuszu z USA, Polski. Pisałem w tej sprawie do premiera Mazowieckiego, domagając się, aby dla PRL-owskich szpiegów, pośrednio pracujących przecież dla Moskwy, takich jak Przychodzeń i Zacharski, nie było miejsca w służbach III RP.

Zacharski tłumaczy, że on pracował dla Polski, takiej, jaka była, a o tym, że owoce jego pracy mogą trafiać do Moskwy — nic nie wiedział….

– To rzewna bzdura. Każdy najmujący się w PRL do tej roboty wiedział, jakie są relacje tego kraju z Sowietami, połączonego z nimi wieczną „przyjaźnią” zapisaną w konstytucji i strukturą wojskową Układu Warszawskiego. Nie będę tego dalej komentował.

Rozumiem, że przygoda z Przychodzeniem nie wpłynęła na dokończenie przez Pana prac na „Patriotem”…

Nie. Prace nad „Patriotem” zostały z sukcesem zakończone w 1987 roku.

W1989 roku znalazł się na wyposażeniu armii amerykańskiej. W 1991 roku stał się technicznym bohaterem wojny w Zatoce Perskiej, skutecznie zwalczając sowieckie SCUD-y wystrzeliwane przez Irak na Izrael. Czuł Pan satysfakcję, oglądając w telewizji, jak Pańskie „dziecko” walczy?

– Oczywiście, że się cieszyłem. Rezultatami nie byłem jednak zaskoczony. Tak to po prostu miało działać…

Otrzymywał Pan wtedy liczne gratulacje. Od kogo?

– Od prezydenta, Kongresu, Pentagonu. Często wspominano mnie w mediach, proszono o wypowiedzi. Nawet na kolejną rocznicę wojny pamiętał o mnie następny prezydent, przysyłając serdeczny list rozpoczynający się słowami „Drogi Zdzisławie”, a kończąc kordialnym „szczerze oddany Bill Clinton”.

Jeszcze lepsze rezultaty odniósł „Patriot” podczas wojny irackiej w 2003 roku…

To już nowa generacja systemu PAC-3 „Patriot”, bardziej zaawansowana technologicznie niż nasze „dziecko”. O jej skuteczności świadczy fakt zestrzelania wszystkich (poza jedną) irackie rakiet nadlatujące nad Kuwejt.

Wróćmy do Starosteckiego. Czym się Pan zajął na emeryturze?

– Wyprowadziliśmy się na Florydę, nad Zatokę Meksykańską. Nawiasem mówiąc, znalazłem się tam w doborowym polskim towarzystwie wielu polskich weteranów, takich jak chociażby pułkownik hr. Wojciech Kołaczkowski, legendarny dowódca Dywizjonu 303. Mieszkał tu także przez kilkanaście ostatnich lat życia pułkownik Ryszard Kukliński. Łączyła mnie z nimi szczera przyjaźń. Gościłem też profesora Jana Karskiego, z którym wspominaliśmy łódzkie dzieciństwo i wojenne losy. Tu mogłem też bez reszt oddać się mojej wielkiej pasji, jaką było żeglarstwo. Miałem jachty pełnomorskie „Orkan” i „Orkan II”, na których żeglowałem nawet przez Atlantyk do Anglii. Byłem aktywny w środowisku polonijnym. Angażowałem się we wspieranie „Solidarności” i zmianę polskiej rzeczywistości. Potem w lobbowanie by Polska została przyjęta do NATO. Dziś dobiegam już dziewięćdziesiątki, bardzo dokucza mi noga pogruchotana pod Bolonią. Poruszam się już z trudem. Moja droga powoli dobiega końca…

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. Walter Chełstowski 20.02.2020
  2. Arko 21.02.2020