Piotr Rachtan: 40 lat minęło… i historia zatoczyła koło35 min czytania

()

O praworządności pisał m.in. Marek Wąsowicz

w obszernym artykule, poświęconym potrzebie szerokich i dogłębnych reform prawa w PRL, poczynając od ordynacji wyborczej do Sejmu (tak, tak – można już było takie postulaty składać, przynajmniej w publicystyce) po szczegółowe przepisy kodeksu karnego. Pisał on:

O praworządności mówi się dzisiaj dużo. Na licznych zebraniach spotyka się co raz apel: „żeby było wreszcie sprawiedliwie i praworządnie”. Praworządność stała się także jednym z głównych zadań, jakie postawiła sobie w swym działaniu „Solidarność”. Poniewierana przez tyle lat, jest praworządność ludziom dziś potrzebna, by mogli stanąć na mocniejszym gruncie, by mogli zacząć budować od podstaw system zdrowych wartości moralnych i społecznych.

Z praworządnością jednak jak z demokracją: nie można jej zadekretować, zawarować normami prawnymi. Musi być oparta na szacunku dla prawa. Umacnia ją zaś zaufanie do ludzi, którzy je stosują. Dlatego też praworządność w naszym kraju nie uzyska nigdy właściwego wymiaru i miejsca, o ile do tego oddolnego nurtu nie dołączy sama władza, tzn. ludzie sprawujący w aparacie władzy funkcje kierownicze. O randze prawa decyduje też ranga organu stanowiącego prawo. Dopóki więc Sejm nie odzyska pełni autorytetu, dopóty i prawo nie będzie należycie respektowane.

W ścisłym związku z problemem praworządności pozostaje instytucja znacząca dla wymiaru sprawiedliwości: niezawisłość sędziowska. I ona ucierpiała mocno, i to nie tylko tam, gdzie w grę wchodził polityczny interes państwa. Niezawisłość sędziowska jest systematycznie podważana przede wszystkim przez zabójczą dla wszelkiej sprawiedliwości statystykę. Kiedy statystyka staje się głównym kryterium oceny pracy sędziego, kiedy krępują go wytyczne Sądu Najwyższego i instrukcje sądów wojewódzkich — gdzie tu miejsce na swobodną ocenę, na dobijanie się do prawdy materialnej, co jest celem każdego procesu?

Środowisko sędziowskie bardzo odczuwa tę presję statystycznych rozliczeń i wszelkie inne formy „zurzędniczenia” swego zawodu, łącznie z dokuczliwym ingerowaniem w kwestie merytoryczne aparatu administracyjnego sądów (zwłaszcza prezesów). Dlatego też podjęto pracę nad nowelizacją ustawy o sądach powszechnych, aby przez odpowiednie regulacje prawne dać sędziemu gwarancje niezawisłego orzekania. A w każdym razie, by zwiększyć, urealnić takie gwarancje. Bieżące wydarzenia wciąż unaoczniają całemu społeczeństwu wagę problemu niezawisłości sędziowskiej. W wielu artykułach, wypowiedziach, uchwałach powraca się do tego tematu. I na tym odcinku więc istnieje już oddolna inicjatywa, przybierająca obecnie formę konkretnego projektu. Czas by zyskała oficjalną aprobatę teza, że niezawisłość sędziowska jest podstawą wszelkiego sprawiedliwego orzekania. I że nic chodzi tu o kolejną deklarację, lecz o stworzenie takich reguł, w których niezawisłość ta stanie się możliwa. Nie wydaje się, aby obecne kierownictwo resortu sprawiedliwości w pełni uświadamiało sobie tę prawdę.

Adam Strzembosz,

wtedy docent, sędzia Sądu Wojewódzkiego w Warszawie w wywiadzie z Jolantą Strzelecką („Solidarność” pracowników wymiaru sprawiedliwości), w 10 nr Tygodnika :

19 listopada [1980 r.] rozpoczęły się rozmowy [z ministrem sprawiedliwości Jerzym Bafią]. Dalej domagamy się zmiany systemu wynagradzania sędziów, tak aby z jednej strony zapewniał on sędziom godziwe warunki materialne, a z drugiej strony uniezależniał ich sytuację materialną od oceny orzeczeń, jakie wydają, przez administrację sądową. Domagamy się zniesienia nagród w sądzie, jako czegoś zupełnie niedopuszczalnego w ocenie pracy sędziów, chcemy, aby uposażenia sędziów danego sądu były jednakowe i zwiększane jedynie na skutek wysługi lat.

Postulujemy, żeby sędziowie żyli na właściwym poziomie, zresztą jest to żądanie wysuwane przez robotników. My je podtrzymujemy […] dla dobra wymiaru sprawiedliwości. Jest to bowiem także istotny element niezawisłości sędziowskiej.

Chodzi o to także, by do zawodu sędziowskiego trafiali ludzie na zasadzie pozytywnej selekcji, a m.in. płace w sądownictwie wprowadziły selekcję negatywną. Chodzi nam o to, aby do sądu ściągnąć najlepszych prawników, a nie bazować na samych aplikantach, którzy nie mają odpowiedniego doświadczenia życiowego.
[…]do podpisania porozumienia nie doszło. Rozmowy rozpoczęte w listopadzie [1980 r.] początkowo przebiegały niezwykle łatwo i to w dobrym kierunku. Powołany przez ministra zespół dyrektorów ministerstwa uzgodnił z nami w zasadzie całe porozumienie, potem w stanowisku ministra Bafii nastąpił zwrot. Początkowo odnosiliśmy wrażenie, że minister pragnie zawrzeć z nami bardzo szerokie porozumienie, które dotyczyłoby nie tylko spraw socjalno-bytowych, nie tylko samorządności sędziowskiej, ale i innych ważnych dla funkcjonowania sądów w Polsce spraw (wzmocnienie nadzoru sądu nad śledztwem prowadzonym przez organa ścigania, zniesienia kadencyjności w SN). No ale potem minister zupełnie się wycofał z takiego stanowiska, chciał wszystko konsultować z prezesami sądów wojewódzkich i kolegium, jednak nawet i to, co zostało uzgodnione przez obie strony, nie zostało parafowane.

„TS”. Co było uzgodnione?

AS: Wszystkie kwestie socjalno-bytowe nie napotkały większego oporu, ale nawet i tego minister nie chciał parafować. […]

„TS”: „Solidarność” Wymiaru Sprawiedliwości bierze udział w rozmowach dotyczących praworządności. Czy może Pan powiedzieć coś o przebiegu tych rozmów?

AS: Problematyka praworządności wysuwana przez „Solidarność” sądową była i jest od początku uznawana za niezwykle ważną w skali całego kraju. Dowodem na to jest, że w drugiej turze naszych rozmów uczestniczył Andrzej Gwiazda. Gdy rozmowy były w impasie, kilkanaście zakładów pracy interweniowało u premiera, ministra i czynników rządowych właśnie popierając wnioski dotyczące gwarancji niezawisłości sędziowskiej. Również szereg MKZ wystąpiło z takimi żądaniami. Problematyka ta jest znana zakładom pracy. Wystarczy przypomnieć Hutę Warszawa, która miała własne doświadczenia w tym zakresie i własne usiłowania naprawy sytuacji (po aresztowaniu Jana Narożniaka w Hucie Warszawa został ogłoszony strajk)

Po wydarzeniach bydgoskich sprawa praworządności nabrała szczególnego znaczenia. Została doceniona bez wyjątku przez cały związek. Problematyka szeroko rozumianej praworządności, a więc nie tylko spraw ściśle sądowych, weszła na wokandę rozmów „Solidarności” z rządem. Przedstawiciele Krajowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ „Solidarność” Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości biorą udział w tych rozmowach w roli doradców, ekspertów. Cała nasza sekcja żywo interesuje się tymi negocjacjami. Jako ekspert ze strony „Solidarności” sądowej biorę udział w tych rokowaniach. Komisję Koordynacyjną Pracowników Prokuratury reprezentuje prokurator Herzog. Szczególnie ważną rolę w negocjacjach pełni doradca KKP, mec. Jan Olszewski. Ekspertem jest również dr Jacek Kurczewski.

[…] Mamy obecnie do czynienia z ogromną aktywizacją środowiska pracowników sądów, jest ogromny zapał do pracy nad stanem prawa polskiego, spontanicznie i bezinteresownie powstają społeczne projekty nowelizacji prawa, prowadzimy wykłady, prelekcje, dyskutujemy. Przełamują się także kastowe podziały, jakie dotychczas w sądzie istniały, na urzędników i sędziów i jest szansa na poprawienie atmosfery pracy, która zależy przecież od wzajemnego porozumienia współpracowników. W wielu Komisjach Zakładowych przewodniczącymi są sędziowie. Bo zawsze była grupa sędziów otaczana powszechnym szacunkiem. Sędziowie, którzy teraz są w „Solidarności”, dawniej też byli ludźmi niezależnymi od wszelkich zewnętrznych nacisków.

Różnymi formami nacisku na sędziów zajął się sędzia Janusz Ślęzak w obszernym artykule

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.