Wybory w warszawskim sądzie
Tymczasem 17 listopada w Sądzie Wojewódzkim w Warszawie rozegrało się bezprecedensowe w PRL wydarzenie: sędziowie wybrali kandydatów na prezesa tego sądu. Relację z wyborów, zatytułowaną „Sędziowski samorząd” nadesłała sędzia Kazimiera Machcewicz, tygodnik opublikował w nr 36.
Oto najistotniejsze fragmenty:
W myśl regulaminu, opracowanego przez władze Sądu Wojewódzkiego w Warszawie przy udziale przewodniczących organizacji związkowych i organizacji partyjnej, prawo do wysuwania kandydatów na stanowisko prezesa przysługiwało zarówno ministrowi sprawiedliwości, wszystkim organizacjom działającym na terenie sądów, jak i poszczególnym sędziom (pod warunkiem zebrania co najmniej 10 podpisów). Spośród tych kandydatów, którzy uzyskają więcej niż 50 proc. głosów sędziowskich (50 proc. + 1 głos), minister sprawiedliwości dokona ostatecznego wyboru prezesa Sądu Wojewódzkiego w Warszawie. Do dnia 9 listopada 1981 (ostateczny termin zgłaszania kandydatów) wpłynęło 8 kandydatur. Trzech spośród nich zgłosił minister sprawiedliwości. Byli to: sędzia Sądu Najwyższego Ryszard Bodecki, wicedyrektor Departamentu Kadr Ministerstwa Sprawiedliwości sędzia Jerzy Kosiński oraz prezes Okręgowego Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych w Warszawie sędzia Kazimierz Michaluk. Społeczność sędziowska przedstawiła również trzech kandydatów: podstawowa organizacja partyjna sędziego Juliusza Sucheckiego, przewodniczącego wydziału cywilnego rewizyjnego, NSZZ Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości sędziego Sądu Najwyższego Stanisława Rudnickiego, założyciela i przewodniczącego organizacji zakładowej NSZZ „Solidarność” przy Sądzie Najwyższym (znanego czytelnikom „TS” ze swych publikacji). [sędzia Machcewicz pominęła, zapewne przez przypadek – osobę sędziego Józefa Wieczorka – przyp. PR] […]
Przewodnicząca komisji skrutacyjnej sędzia Aniela Popowicz ogłasza wyniki. Na ogólną liczbę 241 glosujących sędziów poszczególni sędziowie uzyskali:
1.sędzia Sadecki — 13 głosów
2.sędzia Michaluk — 23 głosy
3.sędzia Suchecki — 124 głosy
4.sędzia Wieczorek — 145 głosów
5.sędzia Rudnicki — 188 głosów
Wielka, długo niemilknąca burza oklasków i radości. Gratulacje dla tych kandydatów, którzy w wyniku wyborów zostają przedstawieni ministrowi sprawiedliwości celem mianowania z ich grona prezesa Sądu Wojewódzkiego w Warszawie. Jest ich trzech — tych, którzy uzyskali więcej niż 50 proc. głosów sędziowskich: sędzia Stanisław Rudnicki, sędzia Józef Wieczorek i sędzia Juliusz Suchecki. Wszyscy trzej wysunięci i rekomendowani przez środowisko sędziowskie. Opuszczamy salę powoli, wyczerpani tym niezwykłym dniem, pełni radości, z trudem jeszcze przyzwyczajając się do myśli, że już po wszystkim, że odnieśliśmy pełny, prawdziwy sukces. […] niezależnie od tego, jaka będzie ta decyzja [ministra] — sędziowie warszawscy tego dnia już nie zapomną. […] dał im poczucie własnej podmiotowości, współdecydowania o obliczu polskiego sądownictwa — a także, co równie ważne, poczucie wewnętrznej więzi i przekonanie, że możemy nawzajem na sobie polegać. Był to również dzień wielkiej satysfakcji dla tych, którzy tworzyli ,.Solidarność” w sądach warszawskich. […]
Post scriptum
życie dopisało bardzo szybko pointę do tego sprawozdania. W dniu dzisiejszym (18 listopada) Minister Sprawiedliwości przedstawił ministerialny projekt ustawy o ustroju sądów powszechnych, w którego świetle zgromadzenie sędziów warszawskich z dnia 17 listopada 1981 roku wygląda niestety tylko na eksperyment. Jeżeli Minister Sprawiedliwości zechce oprzeć się na tym właśnie projekcie — to niewykluczone jest, że prezesem Sądu Wojewódzkiego w Warszawie może zostać nawet ten spośród kandydatów, który uzyskał najmniejszą ilość głosów.
PS. Minister Sprawiedliwości z przedstawionych sobie kandydatów mianował Prezesem Sądu Wojewódzkiego w Warszawie Sędziego Józefa Wieczorka
I na tym sprawozdaniu urywa się wątek praworządności i reformy wymiaru sprawiedliwości w PRL przewijający się na łamach „Tygodnika Solidarność”. Za 9 dni (36. numer tygodnika nosił datę 4 grudnia) – prowadzona w nim debata stanie się bezprzedmiotowa – stan wojenny przewróci dotychczasowe ustalenia i w jedną noc zmieni rzeczywistość całego kraju, a sędziów postawi przed znacznie trudniejszymi, niż do tej pory, wyborami. Minie osiem długich lat, nim temat wróci po raz pierwszy, i kolejne dziesięciolecia, do ostatniego okresu – by zacząć mówić o recydywie.
Piotr Rachtan
Autor był dziennikarzem Tygodnika Solidarność ’81
