6. Wojna w Ukrainie
Za przeprowadzenie „pokojowej” akcji przyłączenia Krymu do „macierzy”, w 2014 roku, prezydent Władimir Putin został ogłoszony człowiekiem roku Federacji Rosyjskiej. Państwa zachodnie, poza wyrazami oburzenia właściwie Krymem się nie przejęły, traktując go jako wewnętrzną sprawę Rosji. Podobnie zresztą było w 2008 roku, gdy od Gruzji, przy wsparciu Rosji, oderwała się Abchazja. Brak zdecydowanych reakcji Zachodu wynikał z niejawnego, ale dość powszechnego i naiwnego założenia, że po upadku ZSRR nowe państwo wejdzie na ścieżkę liberalizacji i demokracji. Zdawało się też, że będzie możliwa współpraca gospodarcza z krajem dysponującym ogromnymi naturalnymi dobrami, w tym nafty i gazu ziemnego. Co więcej, Putin zajmował w latach 2007-2013 czołowe pozycje w rankingach prowadzonych przez redakcje światowych czasopism. Te reakcje Zachodu Rosja potraktowała jako pozytywny wynik testu swego zachowania, pozwalający na powrót do odwiecznego imperializmu.
Tląca się niewypowiedziana wojna o „ludowe republiki” Doniecka i Ługańska nie przysparza prezydentowi popularności, a formalnie jego kadencja powinna zakończyć się w 2024 roku. W lipcu 2021 roku prezydent publikuje artykuł „О historycznej jedności Rosjan i Ukraińców”. Pisze w nim, m.in.:
Kiedy rozpadł się ZSRR […] ukraińskie elity postanowiły uzasadnić niepodległość swojego kraju negowaniem jego przeszłości, jednak z wyjątkiem kwestii granic. Zaczęły mitologizować i pisać historię na nowo, wymazywać z niej wszystko, co nas łączy, mówić o okresie pobytu Ukrainy w składzie Imperium Rosyjskiego i ZSRR, że to była okupacja. Wspólna dla nas tragedia kolektywizacji, głodu początku lat 30. przedstawiana jest jako ludobójstwo narodu ukraińskiego.
Dalsza część tego tekstu jest krytyką władz Ukrainy i kończy się zapewnieniem:
Rosja nigdy nie była i nie będzie „anty-Ukrainą”. A jaka powinna być Ukraina – decyzja należy do jej obywateli.
Tym obywatelem, który w imieniu uciśnionego ukraińskiego narodu decyzję podjął okazał się sam prezydent Putin. 24 lutego 2022 roku idol ultranacjonalistów rozpoczął specjalną operację wojskową, której celem miała być denazyfikacja i demilitaryzacja ukraińskich faszystów. Nazwę operacja wojskowa należy dać jako przykład zakłamania, nie nazwano jej wojną, bowiem pociągałoby to konieczność ogłoszenia mobilizacji, a tym samym dalsze niezadowolenie społeczeństwa. Niezależnie od nazwy, operacja specjalna czy wojna, stanowi ona obalenie mitu Rosji jako pokojowego i wiarygodnego międzynarodowego gracza. Jak pogodzić napaść na Ukrainę z podpisanym przez Federację Rosyjską Memorandum Budapeszteńskim z 1994 roku, które obiecywało nienaruszalność jej granic, jeśli odda odziedziczony po Związku Radzieckim arsenał nuklearny? Ukraina arsenał oddała a odpowiedź Rosji okazała się standardowa, czyli traktat złamała, gdyż każdy podpisany traktat staje się bezwartościowy, jeśli jego odrzucenie przyniesie oczekiwaną korzyść.
Można wątpić, czy jedynym powodem rozpętania oficjalnej wojny w 2022 roku była denazyfikacja i demilitaryzacja ukraińskich faszystów, czy też to, że tracąc poparcie wewnętrzne Putin mógł się obawiać, że jego partia Jedina Rossija w nadchodzących wyborach do Dumy Państwowej może nie uzyskać większości, a tym samym pozbawić go gwarancji wyboru na kolejną prezydencką kadencję. Czyż nie mamy tu do czynienia z kolejnym zastosowaniem opisanego wcześniej mechanizmu: wykorzystanie działań imperialnych do przykrycia absolutyzmu?
Moskiewski korespondent Gazety Wyborczej, Wacław Radziwinowicz, w felietonie z 21 września 2022, widzi to tak:
Prawdziwe cele Putina są inne – za wszelką cenę utrzymanie rządów w swoim kraju i hegemonii nad sąsiadami – i bliskimi, i dalszymi, których uda się podporządkować i zastraszyć. I jeszcze jedno – gospodarz Kremla 7 października kończy 70 lat. Dworacy chcieliby mu dać, a on, pijany niepodzielną, sprawowaną od niemal ćwierć wieku absolutną władzą, chciałby dostać coś wspaniałego. Choćby Kijów, choćby głowę Wołodymyra Zełenskiego, tak jak 16 lat temu na 54. urodziny otrzymał głowę znienawidzonej reporterki Anny Politkowskoy. Cena tego, jak z głęboko smutną ironią śpiewał Bułat Okudżawa, dla niego „nie gra roli”.
Wypowiadając wojnę Ukrainie Putin liczył na taką samą reakcję Zachodu jak wcześniej. Niestety dla siebie, a dla Polski na szczęście, Zachód – Unia Europejska i USA – stanęły po stronie Ukrainy, a dodatkowo jeszcze niezłomny opór stawiany przez Ukraińców zaskoczył w równym stopniu Rosję jak i Zachód.
Na razie codzienne doniesienia mówią o zaciętych bojach raszystów, czyli rosyjskich faszystów, z ukraińskimi nazistami, czyli patriotami walczącymi o swój kraj. Raszysta to nowy termin dobrze oddający istotę – to Rosjanin, który w XXI wieku jest zwolennikiem tych samych celów i metod jakie głosili niemieccy narodowi nacjonaliści, czyli faszyści, w XX wieku. Esencją raszyzmu są trzy idee: narodowej wyjątkowości, nieustannego szukania i znajdywania wroga oraz działania poza prawem służb specjalnych.
W oczywisty sposób nieco inaczej raszyzm postrzegają historycy ukraińscy, mówiąc, że rosyjski faszyzm (raszyzm) cechują: nieludzkie okrucieństwo, zbrodnie przeciwko ludzkości i pogarda dla uniwersalnych wartości. Czy nie mają racji?
Wiadomości, które docierają z pola walk w Ukrainie mówią same za siebie. Rosyjskie naloty na miasta czasem tylko skupiają się na obiektach wojskowych, głównie obracają w gruzy dzielnice mieszkalne, szkoły, przedszkola, teatry, zakłady przemysłowe, palą pola obsiane zbożem. Jeńcy wzięci do niewoli są poddawani torturom, nie mają żadnych praw. Żołnierze plądrują zdobyte miejscowości i wywożą wszystko, co zdołają ogarnąć. Odzyskiwane przez ukraińskie wojska miasta i miejscowości odsłaniają masowe groby pomordowanych lub rozstrzelanych cywili – kobiet i dzieci, nie mówiąc o mężczyznach – z powiązanymi rękoma, wypalanymi swastykami i śladami innych niebywałych tortur.
Czym, poza krematoriami, różni się to od działań hitlerowców podczas II Wojny Światowej? Otóż jest pewna różnica: działania Hitlera nie popierał żaden z kościołów chrześcijańskich, natomiast działania Putina są wsparte błogosławieństwem Cerkwi Prawosławnej. Patriarcha Cyryl, po ogłoszeniu dekretu o mobilizacji, w rozpowszechnianej homilii mówi między innymi:
Cerkiew wie, że ten, kto ginie, wypełniając żołnierski obowiązek, składa siebie w ofierze za innych. I dlatego wierzymy, że ta ofiara zmywa z duszy wszystkie grzechy, które człowiek popełnił.
Idźcie śmiało wypełniać swój wojskowy dług. I pamiętajcie, że jeśli oddacie swoje życie za ojczyznę i przyjaciół, będziecie z Bogiem w jego carstwie, chwale i życiu wiecznym.
To nie są całkiem nowe słowa. Jeszcze cztery lata temu mówił:
Bo my, jako męczennicy, pójdziemy do raju, a oni [mieszkańcy Zachodu] po prostu zdechną.
Czy nie przypomina to tego, co mówią skrajni islamiści? Czy prawosławie nie przesiąkło islamem?
Jaki jest dotychczasowy bilans zaciekłych walk? Straty osobowe po stronie Rosji to ponad 150 tysięcy poległych i około 60 tysięcy rannych. Przekraczają one straty amerykańskie poniesione w ciągu całej II Wojny Światowej. Nie wydaje się, by Putin przejmował się nadmiernie tymi stratami. Ludzi u nas mnogo, mówił Stalin posyłając w bój z hitlerowcami kolejne armie.
Poniesione straty dają ilustrację Rosji jako posągu na glinianych nogach. Dlaczego druga armia świata okazuje się tak słaba? Wyposażenie i zaopatrzenie żołnierzy, a właściwie ich brak, odsłaniają skalę korupcji. Czy taki żołnierz może mieć motywację do walki ze swoim byłym pobratymcem? Jak pokazują to liczne doświadczenia we wszystkich wcześniej prowadzonych wojnach, żołnierz rosyjski jest gotowy raczej sprzedać swą broń niż nią się bić. Nowoczesna rosyjska broń – czołgi i samoloty – demonstrowana na wojskowych paradach okazuje się bezbronna wobec rzeczywiście nowoczesnych systemów uzbrojenia, którymi kraje zachodnie wspomagają Ukrainę.
Niestety, Ukraina również płaci ogromną cenę za obronę swej tożsamości. Poza poległymi w boju (ich liczbą szacuje się na jedną trzecią strat rosyjskich) i rozstrzelanymi cywilami, nie sposób nawet oszacować poniesionych strat zbombardowanych miast i zachwianej gospodarki.
Rosja też ponosi straty, ale nie chce się do tego oficjalnie przyznać, twierdząc, że operacja wojskowa rozwija się zgodnie z planem. Jest to, obok korupcji, odsłona kłamstwa, na którym Rosja jest oparta, zresztą głupiego kłamstwa, gdyż 21 września 2022 roku ogłasza Putin częściową mobilizację, mającą uzupełnić straty poniesione na ukraińskiej ziemi. Starym sposobem dekret o mobilizacji, która ma objąć 300 tys. osób, ma niejawny zapis, który pozwoli na mobilizację aż do miliona osób.
Wraz z samym dekretem o mobilizacji należy widzieć sposób i skutki jego realizacji. Mobilizacja jest obowiązkiem nałożonym na mężczyzn w wieku produkcyjnym, a jakiekolwiek próby uchylania się od tego obowiązku kończą się obozem karnym, z którego i tak trafi się do wojska. Dlatego pierwszym efektem dekretu o mobilizacji stała się ucieczka około 100 tysięcy obywateli rosyjskich do krajów sąsiednich. Ponadto eksperci zwracają uwagę na nierównomierność poboru – wobec mniejszości etnicznych wielonarodowej Federacji Rosyjskiej jest stosowana masowa mobilizacja. Wiąże się z tym przypuszczenie, że chodzi o realizację czystek etnicznych. Pośrednim potwierdzeniem rosyjskich intencji jest fakt, że chociaż Rosjanie stanowią 80% ludności Federacji, to wśród żołnierzy poległych lub wziętych do niewoli w dotychczasowej wojnie w Ukrainie Rosjan było około 60-70%. W sposób szczególny mobilizacja odnosi się do Tatarów krymskich. Po pierwsze, może to być w innej formie powtórka wysiedlenia przez Stalina, a po drugie, Tatarzy krymscy są obywatelami okupowanego Krymu, mają walczyć przeciwko Ukrainie – swojej byłej ojczyźnie. Sposób przeprowadzenia i drakońskie kary w przypadku odmowy prowadzą do stwierdzenia, że Rosja staje się państwem prawie totalitarnym.
Zastanawia ambiwalentne zachowanie wielu powoływanych Rosjan. Z jednej strony najchętniej by od wojny uciekli, ale jednocześnie uważają, że wojna ma uzasadnienie, gdyż Rosja walczy o swoje ziemie, które staną się jeszcze bardziej swoje po ogłoszeniu referendów o przyłączeniu do Rosji Donbasu i Ługańska. Mimo, że uciekają przed terrorem, to jednak pragną wielkości Rosji.
Wojna trwa, a perspektywy jej zakończenia są niejasne – padający gliniany kolos może zgnieść jego zwycięzcę.
