Jerzy Szperkowicz: Misja zbożna (nieobiecana)…
Również Lech Kaczyński nie był moim kandydatem, ale wolą większości moim prezydentem został. Po jego eskapadzie z Saakaszwilim nad granicę zajętej przez Rosjan Osetii Południowej, a zwłaszcza przełożeniu żałoby narodowej po 20 górnikach kopalni Śląsk, bo akurat wznawiał tradycję dożynek prezydenckich w Spale, rzucałem koło …
