7 stycznia minęła pierwsza rocznica śmierci autora „Małej apokalipsy”. Na frontonie kamienicy przy ulicy Górskiego została tego dnia odsłonięta tablica pamiątkowa, poświęcona pisarzowi i jego żonie, Danucie z Leniców Konwickiej.
Zaglądam do starych notatek. Trochę się tego latami nazbierało.
Poranek na Górskiego, deszczowy i trochę ciemny. Pod jesień. Konary drzewka szczęścia smętnie opuszczone, mięsiste liście chudną, żółkną i odpadają. Muchy śpią, pająki ukryte za obrazami starych mistrzów. Tylko cienkie jak włos pasmo mrówek faraona sunie prosto w stronę cukiernicy.
Tadeusz Konwicki siada w bujanym fotelu. Zapala papierosa.
Efekt obcości
– No, bardzo jestem ciekaw, jakie będzie to pierwsze pytanie.
– Patetyczne. Pamięta pan taki młodopolski wiersz „Koniec wieku XIX” Tetmajera?
„Jakaż jest przeciw włóczni złego twoja tarcza, człowiecze końca wieku?… Głowę zwiesił niemy”.
Chciałabym wiedzieć, jaką tarczę ma pan, człowiek końca wieku dwudziestego.
– Jestem nieuzbrojony. Nie uzbrajam się, bo to byłoby nielojalne wobec losu i przeznaczenia. Natomiast mam pewne mechanizmy, które decydują o moim życiu. Moim osobistym zjawiskiem wewnętrznym jest poczucie obcości. Miałem je przez całe życie, ale nigdy sobie tego nie umiałem zracjonalizować. Dopiero teraz, pod starość nagle zrozumiałem, że decydowało w jakiś sposób o moim postępowaniu. Krótko mówiąc, zawsze się czułem wrzucony do jakiejś rzeki, która mnie niesie. Właściwie wszystko się działo wbrew woli mojej… Myślę, że to jest może genetyczna usterka mojego kodu, może to być też wynik sytuacji, w której rosłem, poznawałem świat. Całe dzieciństwo, cała moja młodość z tych okoliczności wynikała. Może to przypadek charakterologiczny. Nie wiem, czy to ułomność, czy może po prostu obiektywna sytuacja, ale ja się zawsze czułem obco.
– A może to przeniesienie ze Wschodu na Zachód wywołuje takie poczucie obcości?
– Chyba nie. To nie jest jakaś sprawa socjologiczna czy kulturowa.
– Obcość człowieka z kresów przesadzonego do naszego ziemniaczanego Królestwa Kongresowego to za łatwe wyjaśnienie?
– Odrzucam w ogóle taką supozycję! Ponieważ analizuję się troskliwie, wiem, że obcość to jest moja osobista konstrukcja. Oczywiście ja usiłowałem ją nieświadomie zwalczyć. Jak pani wie, kilkakrotnie próbowałem wdać się w życie, ale zawsze byłem jakiś wychłodzony. Tak jak jeden z bohaterów Josepha Rotha co pewien czas powtarzam w różnych sytuacjach życiowych: „Co ja tu robię?”. Patrzę teraz wstecz na swoje życie i zastanawiam się, jakie są tego konsekwencje. Konsekwencją jest rodzaj chłodu wewnętrznego, który by można było uznać za naganny, gdyby nie był obiektywny. Konsekwencją jest i to, że ja mam skłonność – której się kiedyś bałem, bo uważałem, że może ona dawać rezultaty grafomańskie – aby na życie jako materię epicką patrzeć zawsze jakby z lotu ptaka. Nie wystarczała mi sama dramaturgia potoczności i przeróżne zdarzały mi się wobec tego odniesienia do transcendencji, jaką zawsze w sobie nosiłem.
Pan K. znika w kuchni, a po paru minutach wraca ze straszliwie mocnym naparem, od którego dzwoni mi w uszach, słabnę i tracę refleks. Patrzy swoim „okiem dookolnym jak lampa błyskowa na dachu wozu policyjnego”, czy jeszcze oddycham i czy magnetofon pracuje jak trzeba.
– Herbata smakuje? Dolać? To pani Konwicka parzyła.
[box title=”Podział na strony!” border_width=”1″ border_color=”#000000″ border_style=”dotted” icon=”anchor” icon_style=”border” icon_shape=”circle” align=”center”]Tekst podzielony na strony. Na samym dole numery stron, są aktywnymi odnośnikami.[/box]
