Bez wielkiej ustawy
Nasi cudowni kooperatyści żyli marzeniami o „rzeczpospolitej spółdzielczej”. Roili wręcz o ustawie ogólnoświatowej. Jednakże Dania, która wyrosła ze spółdzielczości, nigdy nie pisała dla niej ustaw – poza dokładną regulacją dla spółdzielczości kredytowej. Zwykły kodeks handlowy wystarczał.
Prawo spółdzielcze, jeśli już, powinni rozumieć bez radców prawnych, bez długaśnych komentarzy i wykładni, ludzie niekoniecznie wykształceni. Nie ważne są dla nich teoretyczne spory o charakter własności spółdzielni. To prawo musi samo stanowić jednocześnie najkrótszy podręcznik – uczyć, ile kto ma i jak wpłacać, jak się organizować, rozliczać i kto potem co z tego będzie miał. Niczego więcej.
Do czego mogą się przydać związki zawodowe
Za „socjalistów chrześcijańskich” uznało się w połowie XIX wieku trzech mądrych Anglików. Najpierw organizowali „asocjacje pracy”, spółdzielnie pracy. Popierał je sam John Stuart Mill, którego już znamy, ale padały z braku kapitału i dobrych, więc drogich menedżerów. Ruch „asocjacji pracy” wygasł.
„Socjaliści chrześcijańscy” zabrali się wtedy za wieczorową oświatę robotniczą – w roku 1854 uruchomili pierwsze, oczywiście protestanckie z ducha „kolegium ludzi pracujących”, Working Men’s College – co dedykuję dzisiejszym związkowcom. To z latami uczyniło związki zawodowe brytyjskich robotników partnerami władz kraju i pracodawców.
W następnych pokoleniach syn walijskiego górnika, samouk, David Lloyd George, zostanie najwybitniejszym przywódcą politycznym Wielkiej Brytanii i poprowadzi ją do zwycięstwa w pierwszej wojnie światowej. Lloyd George nie był członkiem Partii Pracy. Liberał z poglądów, przeforsuje wszelako ustawy o ubezpieczeniu chorobowym i ubezpieczeniu od bezrobocia – co może trochę zmieni wyobrażenia „krytyków” o liberalizmie…
Takie poczucie obowiązków przejmowali brytyjscy przywódcy związkowi. Za jedno ze swych podstawowych zadań uznali pomoc w zdobywaniu wiedzy, oświatę wieczorową tudzież popularyzację samokształcenia i czytelnictwa. Każda zresztą spółdzielnia spożywców obowiązkowo utrzymywała bibliotekę dla swoich członków. Oczywiście, decydowały wtedy ambicje życiowe angielskich robotników – chcieli się uczyć, chcieli się dowiadywać, pełni energii i wszystkiego ciekawi, chcieli być w pełni kompetentnymi partnerami ludzi zamożnych i wykształconych. Wedle Marksa ta szkodliwa ambicja odwracała uwagę robotników od rewolucji.

Pan redaktor opisuje anatomię sukcesu ludzi niezamożnych. Dudy i Kukizy przeminą a spółdzielczość i spółki pracownicze pozwolą na awans materialny i polityczny tysięcy mniej zamożnych ludzi. Tylko jak to zorganizować w Polsce A.D. 2015 i kolejnych?
„Tylko jak to zorganizować w Polsce A.D. 2015 i kolejnych?”
.
Nie da się zorganizowac. Pan Redaktor przekonuje, ze ludzie muszą sie organizowac sami w opozycji do „gory”. Przy czym „gora” niekoniecznie oznacza władzę. „Gora” moze takze oznaczac inercję umysłową, konserwatyzm, i jakos-to-będzizm otoczenia.
.
Patrząc z oddali, sytuację psychologiczną w Polsce najkrocej podsumowałbym tak: Kosciół idzie po łupy. Skutkuje dwadziescia parę lat prania mózgów w szkołach. Bo to nieprawda, ze katecheci niczego na tych lekcjach religii nie nauczyli. Otoz nauczyli biernej zgody na absurd. Nauczyli posłuszenstwa. Nauczyli ukrywania swoich opinii. Nauczyli hierarchicznej wizji swiata. Utrwalili myslenie „my na dole, oni na gorze”. I teraz pokazały się owoce. Lud, zamiast się zorganizowac, idzie we wskazanym kierunku. I nawet nie zadaje pytania „dokąd idziemy”. Idziemy tam, gdzie nas prowadzą pasterze i przewodnicy w rodzaju Dudy, Kukiza, i biskupow. Skoro prowadzą, to wiedzą dokąd. Po co pytac o program? Marsz jest wartoscią samą w sobie. No, to maszerujemy. Przynaleznosc do stada jest wartoscią samą w sobie. No, to nalezymy.
.
Takie będą Rzeczpospolite, jakie będzie młodziezy chowanie. Te lekcję biskupi przerobili. Zas swiecka częsc społeczenstwa dała sie przerobic w posłuszny tłum. Dokładnie przeciwnie do nauczania Pana Redaktora.
Dużo w tym racji Narciarzu2… Lenistwo ludzkie powoduje, że zawsze łatwiej jest iść za przewodnikiem stada. Nawet jak przewodnik nie ma czterech klapek pod kopułą. Czasami „wystarczy być”.
To, czego sz.p . Redaktor nie wspomina, to, że na Wysp. Bryt.była reformacja. Biblię przetłumaczono na język angielski i wszystkich zmuszono do nauki czytania i pisania, aby sami Biblię czytali. W takiej Szkocji zniesiono całkowicie hierarchię kościelną, a każdy Szkot z Bogiem rozmawiał osobiście. Podstawą organizacji była parafia, samodzielna, zmuszona do zgodnego działania, musiała radzić sobie z przeciwnościami,z Biblią w ręku.
Kalwinizm był surowy; ciężka praca, purytanizm, oszczędność i miłość bliźniego.
Jeżeli Polska szczyci się tolerancją w swojej historii, pobłażliwością co do moralności, to niestety Brytyjczycy mieli wręcz przeciwnie. Tam było palenie na stosie i scinanie głów.
A Polacy analfabetyzm pokonali dopiero w XX wieku.
Gdyby nie bylo ministra Wilczka mozna by prowadzic takie dyskusje. Po nim pozostaje stwierdzic tylko jedno – nie przeszkadzac.
Szanowny Pan Redaktor jak zwykle zapomniał o fundamencie którym jest praworządne państwo przyjaznego prawa którego elementem jest pro rozwojowy system ekonomiczny. Dzisiejsza oligarchiczna, skorumpowana i skolonizowana III RP nie nastraja optymistycznie. Konkluzją anachronicznych wywodów Redaktora ma być stwierdzenie – „sami sobie jesteście winni nieudacznicy”.
Takie stwierdzenie pada gdy na czele „stada lwów stoi baran przebrany za lwa” liczący że całą robotę zrobi za niego „niewidzialna ręka rynku”.
Pan Redaktor Bratkowski jak zwykle błyszczy wiedza i erudycją. Rozwiązania przedłożone w pracy pozwalają na prawidłowe rozwiązanie t.zw. kiedyś „stosunków produkcji”.
Polska miała okazję przodować w takich przemianach w latach 90-tych,niestety zostało to zaprzepaszczone. Autor niniejszego próbował zainteresować obie zwalczające się strony problematyką akcjonariatu pracy. Została rozesłana „Odezwa…” do wielu środowisk, propagująca takie rozwiązania. Znajduje się na Twitterze o adresie UP72156@UP72156 w blogu pod nazwą „Odezwa”. Jan Paweł II w encyklice „Laborem excersens” ogłoszonej w tym samym roku (1989) zawarł pochwałę takich rozwiązań. Nikt się jednak wtedy tym nie interesował. Strony zajęte był walką o władzę.
UP72156
Bratkowski na Prezydenta!, a jezeli nie ty, to sprobuj wytrenowac jakiegos mlodego Bratkowskiego, moze zdazysz; z najszczerszym podziwem dla twego mozgu i energii, (wiedzialem to juz w roku 1981, gdy zaprosiles mnie z „wygnania” do Polski na zrobienie filmu, mam wciaz nakrecona rozmowe z toba, posle ja Misiowi jakims nocnikiem, przepraszam, nosnikiem,), big hugs, Marian
poslalem cos Stefanowi, nie pokazalo sie, mimo ze udalo mi sie zalogowac, zobaczmy czy to sie pokaze jako tet, naciskam na „wyslij komentarz”