Stefan Bratkowski: Ewangelia według Smilesa. Jak sobie radzili – i poradzili inni

kapitalizmBez wielkiej ustawy

Nasi cudowni kooperatyści żyli marzeniami o “rzeczpospolitej spółdzielczej”. Roili wręcz o ustawie ogólnoświatowej. Jednakże Dania, która wyrosła ze spółdzielczości, nigdy nie pisała dla niej ustaw – poza dokładną regulacją dla spółdzielczości kredytowej. Zwykły kodeks handlowy wystarczał.

Prawo spółdzielcze, jeśli już, powinni rozumieć bez radców prawnych, bez długaśnych komentarzy i wykładni, ludzie niekoniecznie wykształceni. Nie ważne są dla nich teoretyczne spory o charakter własności spółdzielni. To prawo musi samo stanowić jednocześnie najkrótszy podręcznik – uczyć, ile kto ma i jak wpłacać, jak się organizować, rozliczać i kto potem co z tego będzie miał. Niczego więcej.

Do czego mogą się przydać związki zawodowe

Za „socjalistów chrześcijańskich” uznało się w połowie XIX wieku trzech mądrych Anglików. Najpierw organizowali „asocjacje pracy”, spółdzielnie pracy. Popierał je sam John Stuart Mill, którego już znamy, ale padały z braku kapitału i dobrych, więc drogich menedżerów. Ruch „asocjacji pracy” wygasł.

„Socjaliści chrześcijańscy” zabrali się wtedy za wieczorową oświatę robotniczą – w roku 1854 uruchomili pierwsze, oczywiście protestanckie z ducha „kolegium ludzi pracujących”, Working Men’s College – co dedykuję dzisiejszym związkowcom. To z latami uczyniło związki zawodowe brytyjskich robotników partnerami władz kraju i pracodawców.

W następnych pokoleniach syn walijskiego górnika, samouk, David Lloyd George, zostanie najwybitniejszym przywódcą politycznym Wielkiej Brytanii i poprowadzi ją do zwycięstwa w pierwszej wojnie światowej. Lloyd George nie był członkiem Partii Pracy. Liberał z poglądów, przeforsuje wszelako ustawy o ubezpieczeniu chorobowym i ubezpieczeniu od bezrobocia – co może trochę zmieni wyobrażenia „krytyków” o liberalizmie…

Takie poczucie obowiązków przejmowali brytyjscy przywódcy związkowi. Za jedno ze swych podstawowych zadań uznali pomoc w zdobywaniu wiedzy, oświatę wieczorową tudzież popularyzację samokształcenia i czytelnictwa. Każda zresztą spółdzielnia spożywców obowiązkowo utrzymywała bibliotekę dla swoich członków. Oczywiście, decydowały wtedy ambicje życiowe angielskich robotników – chcieli się uczyć, chcieli się dowiadywać, pełni energii i wszystkiego ciekawi, chcieli być w pełni kompetentnymi partnerami ludzi zamożnych i wykształconych. Wedle Marksa ta szkodliwa ambicja odwracała uwagę robotników od rewolucji.

Print Friendly, PDF & Email

9 komentarzy

  1. slawek 2015-06-27
  2. narciarz2 2015-06-27
    • andrzej Pokonos 2015-06-27
  3. A.P. 2015-06-27
  4. W. Bujak 2015-06-27
  5. Aleksy 2015-06-28
    • UP72156 2015-07-01
  6. Marian Marzyński 2015-06-30
  7. Marian Marzyński 2015-06-30
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com