Wolność a własność
Nie trudno dowieść, że w rzetelnej demokracji nie ma pełnej wolności bez własności, i to własności „czynnej”, przynoszącej dochody, a nie tej konsumpcyjnej w rodzaju posiadanych domów i samochodów. Tak rozumował utalentowany finansista kalifornijski, Louis Kelso, który w roku 1957 opublikował książkę pod tytułem „Manifest kapitalistyczny”. Nie przetłumaczyliśmy jej do dzisiaj. Przeczytał ją działacz związku zawodowego aktorów, bliski pięćdziesiątki aktor westernów, Ronald Reagan. Od tego zaczęła się ich przyjaźń i współpraca.
Własność dla wszystkich
Kelso wynalazł nową technikę finansową – wspomagał kredytem (leveraged) uwłaszczanie menedżerów na firmach, które prowadzili, których wielkie korporacje chciały się pozbyć. Tak uruchomił wspomagany wykup przez menedżerów, Management-Buy-Out. Potem z pytaniem o to samo zgłosili się pracownicy podupadającej spółki wydawniczej. Kelso zbadał ich szanse i – pomógł. Tak powstała pierwsza spółka pracownicza jako partner w zwykłej spółce akcyjnej.
To nie był „akcjonariat pracowniczy” na francuską modłę. Spółka pracowników po prostu wykupiła większość udziałów w zwykłej spółce akcyjnej. W radzie nadzorczej firmy zasiada tylu jej reprezentantów, ile wynika z procentu jej udziałów. Spółka pracownicza może kupić więcej udziałów, ale nie może nimi grać na giełdzie. Ma zbliżyć własność do przedsiębiorstwa – co bardzo istotne w epoce, kiedy nikt nie zarządza wielką firmą jak właściciel i przymusowo narzuca się menedżerom część wynagrodzenia w akcjach firmy, żeby choć trochę byli też odpowiedzialnymi właścicielami.
Ronald Reagan jako kandydat na gubernatora Kalifornii, potem jako kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych uczynił spółki pracownicze swoim programem społecznym – „upowszechnienie własności” przeciwstawił hasłom nacjonalizacji przedsiębiorstw. Był to zarazem i jest wielki program polityczny gospodarki liberalnej Ameryki – wbrew opiniom rzekomych liberałów, którzy niewiele z gospodarki rozumieją. Własność pracownicza, Employee Stock Ownership Plan, przyjmuje się coraz szerzej.
W Ameryce reaganowskiej prosperity menedżerowie też oszaleli z chciwości, nie darmo lata osiemdziesiąte XX wieku nazwano w USA „chciwymi osiemdziesiątkami”. I wielu położyło swoje firmy. Własność pracownicza, wedle zasad Kelso i Reagana, nie jest żadnym cudownym lekarstwem na kłopoty przedsiębiorstw, ani zabawą we własność. To pracownicy muszą nie tylko wiedzieć, co oznacza partnerstwo, ale rozumieć wyzwania rynkowe, stojące przed firmą. Czasem trzeba okresowo dla zachowania konkurencyjności obniżyć stawki swoich zarobków.
Szkoda, żeśmy tego nie zrobili
To nie są udziały indywidualne, połączone w stowarzyszenie. Prawo USA udziela spółkom pracowniczym tylko jednego przywileju w grze giełdowej – sprzeciwu, czyli zablokowania „wrogiego przejęcia”, tj. nagłego, giełdowego wykupu większości lub też pakietu akcji, by decydować o losach przedsiębiorstwa. System wspomaganej, „lewarowanej” własności pracowniczej wymaga zaś, by spółka pracownicza spłaciła kredyt z zysku firmy, nie może się zapożyczyć dla spłaty swoich udziałów – to ograniczenie dosyć ważne, skoro akcje firm po wprowadzeniu własności pracowniczej idą natychmiast w górę.
Udało się w roku 1990 zaprosić do Polski Louisa Kelso. Starszy pan gotów był opowiedzieć o technikach lewarowanego wykupu przez menedżerów, czyli Management-Buy-Out jako sposobie prywatyzacji, oraz o planie ESOP, Employee-Stock-Ownership-Plan, lansowanym przez Reagana. Młody szef urzędu prywatyzacji, niestety, mój wychowanek, ale już z urzędu wiedzący wszystko lepiej, nie znalazł czasu na spotkanie ze starszym panem. Po paru latach powiedział mi –„jaka szkoda, żeśmy tego nie zrobili”. Nie będę komentował, bo po co.
Reagan po swej prezydenturze, jeszcze wtedy w dobrej formie, namówiony przez Kelso, gotów był przyjechać do Polski z początkiem lat 90-tych poprzedniego wieku, by tłumaczyć jako były działacz związkowy, co to znaczy współwłasność w przedsiębiorstwie, co to znaczy współodpowiedzialność za przedsiębiorstwo i jak się do niej przygotować. Dziś nadal możemy zasięgnąć rad ze strony paru czołowych korporacji Ameryki.

Pan redaktor opisuje anatomię sukcesu ludzi niezamożnych. Dudy i Kukizy przeminą a spółdzielczość i spółki pracownicze pozwolą na awans materialny i polityczny tysięcy mniej zamożnych ludzi. Tylko jak to zorganizować w Polsce A.D. 2015 i kolejnych?
„Tylko jak to zorganizować w Polsce A.D. 2015 i kolejnych?”
.
Nie da się zorganizowac. Pan Redaktor przekonuje, ze ludzie muszą sie organizowac sami w opozycji do „gory”. Przy czym „gora” niekoniecznie oznacza władzę. „Gora” moze takze oznaczac inercję umysłową, konserwatyzm, i jakos-to-będzizm otoczenia.
.
Patrząc z oddali, sytuację psychologiczną w Polsce najkrocej podsumowałbym tak: Kosciół idzie po łupy. Skutkuje dwadziescia parę lat prania mózgów w szkołach. Bo to nieprawda, ze katecheci niczego na tych lekcjach religii nie nauczyli. Otoz nauczyli biernej zgody na absurd. Nauczyli posłuszenstwa. Nauczyli ukrywania swoich opinii. Nauczyli hierarchicznej wizji swiata. Utrwalili myslenie „my na dole, oni na gorze”. I teraz pokazały się owoce. Lud, zamiast się zorganizowac, idzie we wskazanym kierunku. I nawet nie zadaje pytania „dokąd idziemy”. Idziemy tam, gdzie nas prowadzą pasterze i przewodnicy w rodzaju Dudy, Kukiza, i biskupow. Skoro prowadzą, to wiedzą dokąd. Po co pytac o program? Marsz jest wartoscią samą w sobie. No, to maszerujemy. Przynaleznosc do stada jest wartoscią samą w sobie. No, to nalezymy.
.
Takie będą Rzeczpospolite, jakie będzie młodziezy chowanie. Te lekcję biskupi przerobili. Zas swiecka częsc społeczenstwa dała sie przerobic w posłuszny tłum. Dokładnie przeciwnie do nauczania Pana Redaktora.
Dużo w tym racji Narciarzu2… Lenistwo ludzkie powoduje, że zawsze łatwiej jest iść za przewodnikiem stada. Nawet jak przewodnik nie ma czterech klapek pod kopułą. Czasami „wystarczy być”.
To, czego sz.p . Redaktor nie wspomina, to, że na Wysp. Bryt.była reformacja. Biblię przetłumaczono na język angielski i wszystkich zmuszono do nauki czytania i pisania, aby sami Biblię czytali. W takiej Szkocji zniesiono całkowicie hierarchię kościelną, a każdy Szkot z Bogiem rozmawiał osobiście. Podstawą organizacji była parafia, samodzielna, zmuszona do zgodnego działania, musiała radzić sobie z przeciwnościami,z Biblią w ręku.
Kalwinizm był surowy; ciężka praca, purytanizm, oszczędność i miłość bliźniego.
Jeżeli Polska szczyci się tolerancją w swojej historii, pobłażliwością co do moralności, to niestety Brytyjczycy mieli wręcz przeciwnie. Tam było palenie na stosie i scinanie głów.
A Polacy analfabetyzm pokonali dopiero w XX wieku.
Gdyby nie bylo ministra Wilczka mozna by prowadzic takie dyskusje. Po nim pozostaje stwierdzic tylko jedno – nie przeszkadzac.
Szanowny Pan Redaktor jak zwykle zapomniał o fundamencie którym jest praworządne państwo przyjaznego prawa którego elementem jest pro rozwojowy system ekonomiczny. Dzisiejsza oligarchiczna, skorumpowana i skolonizowana III RP nie nastraja optymistycznie. Konkluzją anachronicznych wywodów Redaktora ma być stwierdzenie – „sami sobie jesteście winni nieudacznicy”.
Takie stwierdzenie pada gdy na czele „stada lwów stoi baran przebrany za lwa” liczący że całą robotę zrobi za niego „niewidzialna ręka rynku”.
Pan Redaktor Bratkowski jak zwykle błyszczy wiedza i erudycją. Rozwiązania przedłożone w pracy pozwalają na prawidłowe rozwiązanie t.zw. kiedyś „stosunków produkcji”.
Polska miała okazję przodować w takich przemianach w latach 90-tych,niestety zostało to zaprzepaszczone. Autor niniejszego próbował zainteresować obie zwalczające się strony problematyką akcjonariatu pracy. Została rozesłana „Odezwa…” do wielu środowisk, propagująca takie rozwiązania. Znajduje się na Twitterze o adresie UP72156@UP72156 w blogu pod nazwą „Odezwa”. Jan Paweł II w encyklice „Laborem excersens” ogłoszonej w tym samym roku (1989) zawarł pochwałę takich rozwiązań. Nikt się jednak wtedy tym nie interesował. Strony zajęte był walką o władzę.
UP72156
Bratkowski na Prezydenta!, a jezeli nie ty, to sprobuj wytrenowac jakiegos mlodego Bratkowskiego, moze zdazysz; z najszczerszym podziwem dla twego mozgu i energii, (wiedzialem to juz w roku 1981, gdy zaprosiles mnie z „wygnania” do Polski na zrobienie filmu, mam wciaz nakrecona rozmowe z toba, posle ja Misiowi jakims nocnikiem, przepraszam, nosnikiem,), big hugs, Marian
poslalem cos Stefanowi, nie pokazalo sie, mimo ze udalo mi sie zalogowac, zobaczmy czy to sie pokaze jako tet, naciskam na „wyslij komentarz”