Stefan Bratkowski: Ewangelia według Smilesa. Jak sobie radzili – i poradzili inni

kapitalizmGdzie kupować

W Japonii w handlu, gastronomii i hotelarstwie pracuje ponad 70 procent ogółu zatrudnionych. W Polsce – ponad 55 proc. I tak parę razy więcej niż te 8 proc. w roku 1980. W Polsce pełny rozwój drobnego handlu i usług oznacza perspektywę sensownego zarobku dla więcej niż miliona ludzi.

Japonia chroni swój drobny handel. Założenie nowego supermarketu wymaga zgody wszystkich okolicznych właścicieli małych sklepów. Tak chroni się Japonia i przed bezrobociem. Japonia pamięta jednak i o swoich ponad 20 % obywateli powyżej 65 roku życia, którzy wolą te małe sklepy. Starsi ludzie, mieszkający w małych mieszkaniach (bez miejsca na wielkie lodówki), nie mają sił na dźwiganie wielkich zakupów, nawet w torbach z kółkami. Robią małe zakupy w małych, znanych sobie sklepach i sklepikach, w których nikt ich nie oszuka. Im większy sklep, tym większa anonimowość masowej produkcji i więcej okazji do szwindlu. W torebkach herbaty Lipton Yellow jest coraz więcej siana, a z mydła Palmolive mydli się coraz cieńsza warstewka.

Czy można zarabiać na własnych zakupach

Co wynikło z hasła – “Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się”, już widzieliśmy. Dlatego warto głosić hasło: “Niezamożni, myślcie o sobie i łączcie się”. Prawdziwa spółdzielczość to interes niezamożnych obywateli. To ich biznes, nie kogoś innego. Komu się nie przelewa, może po prostu razem z innymi zarobić na tym, co wydaje na życie.

W najbogatszym kraju świata, Szwajcarii, panują na rynku handlu detalicznego dwie najpotężniejsze tam sieci handlowe – obie spółdzielcze.

Biznes robi się razem z innymi

W roku 1843 tkacze z Rochdale, na peryferiach Manchesteru, przegrali kolejny strajk. I sami wzięli się do interesów. Oczywiście, z planem pełnej kiedyś przebudowy świata, dlatego nazwali się Sprawiedliwymi Pionierami. Ale z jakimiż głowami do interesów!

Po pierwszych nieudanych próbach tkacz, Charles Howarth, zrobił przełomowy w historii handlu wynalazek: nową zasadę dywidendy – kilkuprocentowy zwrot od zakupów. Liczyła się dywidenda od zakupów w sklepie swojej spółdzielni. To był realny zysk, zachęcający, by kupować w “swoim” sklepie. Który na dobitek sprzedawał taniej niż konkurencja.

Było ich podobno dwudziestu ośmiu. W listopadzie 1843  r. w domu postrzygacza wełny, buchaltera z drugiego zawodu, uchwalili składkę na kapitał zakładowy – dwa pensy tygodniowo. Potem – 3. Do grudnia 1844 r. uzbierali 28 funtów. Wynajęli ciemną izbę na parterze opuszczonego magazynu przy Toad Lane, Uliczce Ropuszej – za 10 funtów rocznie. Palili łojówkami. Sprzedawali najpierw dwa razy w tygodniu – w poniedziałek wieczorem od siódmej do dziewiątej i rano w sobotę od  szóstej do jedenastej. Na razie tylko mąkę, płatki owsiane, cukier i masło. Ale – taniej niż inne sklepy.

Członkowie zarządu sami kupowali towar od hurtowników i sami sprzedawali. Zarząd, cały!, decydował też, czy np. kupić miotły i czy otwierać drzwi od tyłu, żeby przewietrzyć budę. W końcu 1845 roku mieli już 180 funtów kapitału udziałowego i 80 członków; obroty tygodniowe wzrosły do 30 funtów. W  1849 roku – 390 członków, 1100 funtów kapitału i obroty tygodniowe 170 funtów. A potem cały świat zaczął odkrywać ich wynalazek.

W handlu światowym na różne sposoby próbowano związać klienta ze sklepem, w którym robi zakupy. Żaden z tych sposobów jednak nie odniósł takiego sukcesu, jak roczdelski. Bo żaden nie jest tak prosty, tak sprawdzalny i konkretny: każdy klient może sam sprawdzić, ile wydał. Może obliczyć na koniec roku, ile zarobił.

Print Friendly, PDF & Email

9 komentarzy

  1. slawek 2015-06-27
  2. narciarz2 2015-06-27
    • andrzej Pokonos 2015-06-27
  3. A.P. 2015-06-27
  4. W. Bujak 2015-06-27
  5. Aleksy 2015-06-28
    • UP72156 2015-07-01
  6. Marian Marzyński 2015-06-30
  7. Marian Marzyński 2015-06-30
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com