Współodpowiedzialność
Idee współwłasności pracowniczej i współodpowiedzialności za swój zakład pracy narodziły się już w XIX wieku – w kręgu przedsiębiorców brytyjskich. Nie byli oni filantropami, wykalkulowali, że pracownicy będą lepszymi akcjonariuszami niż udziałowcy z zewnątrz, zainteresowani tylko wyduszeniem większych zysków (pracownik jako akcjonariusz w tym ustroju przedsiębiorstwa mógł właśnie sprzedać swe udziały tylko innemu pracownikowi). Takiej kalkulacji do dzisiejszego dnia w Europie kontynentalnej nie rozumie ogromna większość menedżerów wielkich spółek, którzy boją się kierować biznesem pod czujnym okiem najbardziej kompetentnych udziałowców.
Moją książkę „Jak robić interesy – razem”, wydały „Iskry” zaraz w roku 1989, w ślad za podziemnym wydaniem wrocławskim. Było w nim wszystko, co udało mi się przez lata zebrać, o pionierach i najciekawszych inicjatywach, o przygodach ludzi i przedsiębiorstw. W tym o encyklice „Quadragesimo anno” Piusa XI, skądinąd – syna zawodowego menedżera. Było to w 40 lat po „Rerum novarum” Leona XIII, który pierwszy w nowożytnej historii Kościoła przeszedł od ścigania heretyków do „kwestii społecznej”.
Ale pionierem był wyjątkowy biskup, potem – arcybiskup Moguncji, Emanuel von Ketteler, dziś prawie zapomniany (nie przetłumaczyliśmy żadnej o nim książki). Za Fourierem i za Simonde’m de Sismondim, też jednym z ojców ekonomii, chciał każdego pracownika najemnego uczynić współwłaścicielem, kapitalistą (najpierw poprzez udział w zyskach); kapitalista pozostanie jednocześnie pracownikiem, pracownik będzie posiadaczem kapitału, tym samym zniknie podział na przeciwstawne klasy i walka między nimi. Te idee nie umarły z przedwczesną śmiercią Kettelera. Nie zginęły też w rywalizacji z koncepcją walki klas, z agitacją, wzywającą do rewolucji, jak zawsze, bez żadnego programu, co potem zrobić.
Pierwsza taka ustawa
W roku 1917 parlament francuski uchwalił ustawę „o spółkach akcyjnych z udziałem pracowników (ouvriers)”. Stwarzała ona warunki prawne dla przekształcenia klasycznej spółki akcyjnej z akcjami anonimowymi, podlegającymi obrotowi, w spółkę kapitału z pracą. Obok klasycznych, anonimowych „akcji kapitału” wprowadzono „akcje pracy” – tylko dla personelu pracowniczego, imienne, zatem niezbywalne, ale jako własność stowarzyszenia „akcjonariuszy pracy” przedsiębiorstwa, obowiązkowo w nim zrzeszonych. Pełnomocnicy stowarzyszenia reprezentowali je na walnym zgromadzeniu spółki. Podobne projekty lansował w Polsce już niepodległej Stanisław Głąbiński, ekonomista szkoły liberalnej, poseł Narodowej Demokracji, poparła jego postulaty PPS.
Była to formuła, która poprzedziła program Piusa XI. W doktrynie Piusa XI miało swój udział i polskie doświadczenie – Marian Wieleżyński, pionier eksploatacji gazu w zagłębiu galicyjskim, uczynił swoją „Gazolinę” spółką ze swoimi pracownikami (z ich sprawności fachowej i zaangażowania rosły zyski firmy). Pius XI poznał go w Polsce jako monsignore Achilles Ratti, nuncjusz papieski, już jako papież zapraszał Wieleżyńskiego do Watykanu.
Syn dyrektora fabryki, Pius XI, doskonale zdawał sobie sprawę, że akcjonariat pracy podważa interesy biurokracji związkowej, już wtedy bardzo rozbudowanej. Pozbawia ją praktycznie jej broni szantażu, czyli strajku, który dezorganizuje pracę przedsiębiorstwa i uderza tyleż w zyski właścicieli, co w miejsca pracy i przychody zatrudnionych.
Pius XI wiedział też, ile zależy od zainteresowania samych pracowników. Nie muszą oni rozumieć znaczenia współwłasności i zasad gospodarowania w przedsiębiorstwie. Pracownik niewykształcony musi najpierw odkryć, że może być czymś więcej niż tylko żywą maszyną do pracy. Bojowi przywódcy związków zawodowych nie starali się, by ich członkowie uczyli się i dorastali do ambitniejszych ról, gdyż traciłaby wtedy swą pozycję biurokracja związkowa. Tym bardziej byli przeciw – rewolucjoniści. Po drugiej stronie – teoretycy liberalizmu gospodarczego, którzy byli mądrzejsi od klasyków wolności gospodarczej.
Niestety, Kościół nie uwierzył Piusowi XI. Nie czytał jego encyklik i wbrew jego zaleceniom nie popularyzował ich idei. Mało kto wie dzisiaj w Kościele, że poparł go polski papież, Jan Paweł II, tak obyczajowo konserwatywny.

Pan redaktor opisuje anatomię sukcesu ludzi niezamożnych. Dudy i Kukizy przeminą a spółdzielczość i spółki pracownicze pozwolą na awans materialny i polityczny tysięcy mniej zamożnych ludzi. Tylko jak to zorganizować w Polsce A.D. 2015 i kolejnych?
„Tylko jak to zorganizować w Polsce A.D. 2015 i kolejnych?”
.
Nie da się zorganizowac. Pan Redaktor przekonuje, ze ludzie muszą sie organizowac sami w opozycji do „gory”. Przy czym „gora” niekoniecznie oznacza władzę. „Gora” moze takze oznaczac inercję umysłową, konserwatyzm, i jakos-to-będzizm otoczenia.
.
Patrząc z oddali, sytuację psychologiczną w Polsce najkrocej podsumowałbym tak: Kosciół idzie po łupy. Skutkuje dwadziescia parę lat prania mózgów w szkołach. Bo to nieprawda, ze katecheci niczego na tych lekcjach religii nie nauczyli. Otoz nauczyli biernej zgody na absurd. Nauczyli posłuszenstwa. Nauczyli ukrywania swoich opinii. Nauczyli hierarchicznej wizji swiata. Utrwalili myslenie „my na dole, oni na gorze”. I teraz pokazały się owoce. Lud, zamiast się zorganizowac, idzie we wskazanym kierunku. I nawet nie zadaje pytania „dokąd idziemy”. Idziemy tam, gdzie nas prowadzą pasterze i przewodnicy w rodzaju Dudy, Kukiza, i biskupow. Skoro prowadzą, to wiedzą dokąd. Po co pytac o program? Marsz jest wartoscią samą w sobie. No, to maszerujemy. Przynaleznosc do stada jest wartoscią samą w sobie. No, to nalezymy.
.
Takie będą Rzeczpospolite, jakie będzie młodziezy chowanie. Te lekcję biskupi przerobili. Zas swiecka częsc społeczenstwa dała sie przerobic w posłuszny tłum. Dokładnie przeciwnie do nauczania Pana Redaktora.
Dużo w tym racji Narciarzu2… Lenistwo ludzkie powoduje, że zawsze łatwiej jest iść za przewodnikiem stada. Nawet jak przewodnik nie ma czterech klapek pod kopułą. Czasami „wystarczy być”.
To, czego sz.p . Redaktor nie wspomina, to, że na Wysp. Bryt.była reformacja. Biblię przetłumaczono na język angielski i wszystkich zmuszono do nauki czytania i pisania, aby sami Biblię czytali. W takiej Szkocji zniesiono całkowicie hierarchię kościelną, a każdy Szkot z Bogiem rozmawiał osobiście. Podstawą organizacji była parafia, samodzielna, zmuszona do zgodnego działania, musiała radzić sobie z przeciwnościami,z Biblią w ręku.
Kalwinizm był surowy; ciężka praca, purytanizm, oszczędność i miłość bliźniego.
Jeżeli Polska szczyci się tolerancją w swojej historii, pobłażliwością co do moralności, to niestety Brytyjczycy mieli wręcz przeciwnie. Tam było palenie na stosie i scinanie głów.
A Polacy analfabetyzm pokonali dopiero w XX wieku.
Gdyby nie bylo ministra Wilczka mozna by prowadzic takie dyskusje. Po nim pozostaje stwierdzic tylko jedno – nie przeszkadzac.
Szanowny Pan Redaktor jak zwykle zapomniał o fundamencie którym jest praworządne państwo przyjaznego prawa którego elementem jest pro rozwojowy system ekonomiczny. Dzisiejsza oligarchiczna, skorumpowana i skolonizowana III RP nie nastraja optymistycznie. Konkluzją anachronicznych wywodów Redaktora ma być stwierdzenie – „sami sobie jesteście winni nieudacznicy”.
Takie stwierdzenie pada gdy na czele „stada lwów stoi baran przebrany za lwa” liczący że całą robotę zrobi za niego „niewidzialna ręka rynku”.
Pan Redaktor Bratkowski jak zwykle błyszczy wiedza i erudycją. Rozwiązania przedłożone w pracy pozwalają na prawidłowe rozwiązanie t.zw. kiedyś „stosunków produkcji”.
Polska miała okazję przodować w takich przemianach w latach 90-tych,niestety zostało to zaprzepaszczone. Autor niniejszego próbował zainteresować obie zwalczające się strony problematyką akcjonariatu pracy. Została rozesłana „Odezwa…” do wielu środowisk, propagująca takie rozwiązania. Znajduje się na Twitterze o adresie UP72156@UP72156 w blogu pod nazwą „Odezwa”. Jan Paweł II w encyklice „Laborem excersens” ogłoszonej w tym samym roku (1989) zawarł pochwałę takich rozwiązań. Nikt się jednak wtedy tym nie interesował. Strony zajęte był walką o władzę.
UP72156
Bratkowski na Prezydenta!, a jezeli nie ty, to sprobuj wytrenowac jakiegos mlodego Bratkowskiego, moze zdazysz; z najszczerszym podziwem dla twego mozgu i energii, (wiedzialem to juz w roku 1981, gdy zaprosiles mnie z „wygnania” do Polski na zrobienie filmu, mam wciaz nakrecona rozmowe z toba, posle ja Misiowi jakims nocnikiem, przepraszam, nosnikiem,), big hugs, Marian
poslalem cos Stefanowi, nie pokazalo sie, mimo ze udalo mi sie zalogowac, zobaczmy czy to sie pokaze jako tet, naciskam na „wyslij komentarz”