Stefan Bratkowski: Ewangelia według Smilesa. Jak sobie radzili – i poradzili inni

kapitalizmWspółodpowiedzialność

Idee współwłasności pracowniczej i współodpowiedzialności za swój zakład pracy narodziły się już w XIX wieku – w kręgu przedsiębiorców brytyjskich. Nie byli oni filantropami, wykalkulowali, że pracownicy będą lepszymi akcjonariuszami niż udziałowcy z zewnątrz, zainteresowani tylko wyduszeniem większych zysków (pracownik jako akcjonariusz w tym ustroju przedsiębiorstwa mógł właśnie sprzedać swe udziały tylko innemu pracownikowi). Takiej kalkulacji do dzisiejszego dnia w Europie kontynentalnej nie rozumie ogromna większość menedżerów wielkich spółek, którzy boją się kierować biznesem pod czujnym okiem najbardziej kompetentnych udziałowców.

Moją książkę „Jak robić interesy – razem”, wydały „Iskry” zaraz w roku 1989, w ślad za podziemnym wydaniem wrocławskim. Było w nim wszystko, co udało mi się przez lata zebrać, o pionierach i najciekawszych inicjatywach, o przygodach ludzi i przedsiębiorstw. W tym o encyklice „Quadragesimo anno”  Piusa XI, skądinąd – syna zawodowego menedżera. Było to w 40 lat po „Rerum novarum” Leona XIII, który pierwszy w nowożytnej historii Kościoła przeszedł od ścigania heretyków do „kwestii społecznej”.

Ale pionierem był wyjątkowy biskup, potem – arcybiskup Moguncji, Emanuel von Ketteler, dziś prawie zapomniany (nie przetłumaczyliśmy żadnej o nim książki). Za Fourierem i za Simonde’m de Sismondim, też jednym z ojców ekonomii, chciał każdego pracownika najemnego uczynić współwłaścicielem, kapitalistą (najpierw poprzez udział w zyskach); kapitalista pozostanie jednocześnie pracownikiem, pracownik będzie posiadaczem kapitału, tym samym zniknie podział na przeciwstawne klasy i walka między nimi. Te idee nie umarły z przedwczesną śmiercią Kettelera. Nie zginęły też w rywalizacji z koncepcją walki klas, z agitacją, wzywającą do rewolucji, jak zawsze, bez żadnego programu, co potem zrobić.

Pierwsza taka ustawa

W roku 1917 parlament francuski uchwalił ustawę „o spółkach akcyjnych z udziałem pracowników (ouvriers)”. Stwarzała ona warunki prawne dla przekształcenia klasycznej spółki akcyjnej z akcjami anonimowymi, podlegającymi obrotowi, w spółkę kapitału z pracą. Obok klasycznych, anonimowych „akcji kapitału” wprowadzono „akcje pracy” – tylko dla personelu pracowniczego, imienne, zatem niezbywalne, ale jako własność stowarzyszenia „akcjonariuszy pracy” przedsiębiorstwa, obowiązkowo w nim zrzeszonych. Pełnomocnicy stowarzyszenia reprezentowali je na walnym zgromadzeniu spółki. Podobne projekty lansował w Polsce już niepodległej Stanisław Głąbiński, ekonomista szkoły liberalnej, poseł Narodowej Demokracji, poparła jego postulaty PPS.

Była to formuła, która poprzedziła program Piusa XI. W doktrynie Piusa XI miało swój udział i polskie doświadczenie – Marian Wieleżyński, pionier eksploatacji gazu w zagłębiu galicyjskim, uczynił swoją „Gazolinę” spółką ze swoimi pracownikami (z ich sprawności fachowej i zaangażowania rosły zyski firmy). Pius XI poznał go w Polsce jako monsignore Achilles Ratti, nuncjusz papieski, już jako papież zapraszał Wieleżyńskiego do Watykanu.

Syn dyrektora fabryki, Pius XI, doskonale zdawał sobie sprawę, że akcjonariat pracy podważa interesy biurokracji związkowej, już wtedy bardzo rozbudowanej. Pozbawia ją praktycznie jej broni szantażu, czyli strajku, który dezorganizuje pracę przedsiębiorstwa i uderza tyleż w zyski właścicieli, co w miejsca pracy i przychody zatrudnionych.

Pius XI wiedział też, ile zależy od zainteresowania samych pracowników. Nie muszą oni rozumieć znaczenia współwłasności i zasad gospodarowania w przedsiębiorstwie. Pracownik niewykształcony musi najpierw odkryć, że może być czymś więcej niż tylko żywą maszyną do pracy. Bojowi przywódcy związków zawodowych nie starali się, by ich członkowie uczyli się i dorastali do ambitniejszych ról, gdyż traciłaby wtedy swą pozycję biurokracja związkowa. Tym bardziej byli przeciw – rewolucjoniści. Po drugiej stronie – teoretycy liberalizmu gospodarczego, którzy byli mądrzejsi od klasyków wolności gospodarczej.

Niestety, Kościół nie uwierzył Piusowi XI. Nie czytał jego encyklik i wbrew jego zaleceniom nie popularyzował ich idei. Mało kto wie dzisiaj w Kościele, że poparł go polski papież, Jan Paweł II, tak obyczajowo konserwatywny.

Print Friendly, PDF & Email

9 komentarzy

  1. slawek 2015-06-27
  2. narciarz2 2015-06-27
    • andrzej Pokonos 2015-06-27
  3. A.P. 2015-06-27
  4. W. Bujak 2015-06-27
  5. Aleksy 2015-06-28
    • UP72156 2015-07-01
  6. Marian Marzyński 2015-06-30
  7. Marian Marzyński 2015-06-30
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com