Dedykuję ten tekst moim młodym przyjaciołom z radykalnej lewicy, jak też liberałom oraz zwolennikom obu Dudów i Kukiza, wszystkim pochylającym się ze współczuciem nad biednym ludem – żeby jedni i drudzy wiedzieli, jeśli to ich w ogóle zainteresuje, dlaczego jestem przeciw ich wyobrażeniom i poglądom.
Jedni gotowi są walczyć za lud, chcą władzy dla ludu, by ją oczywiście w jego imieniu objąć. Inni litują się nad ludem, chcą dlań pomocy państwa, ściągającego wyższe podatki z więcej zarabiających gospodarzy liberalnej, wolno-rynkowej gospodarki. Tę pomoc mieliby ci łaskawcy rozdzielać, oczywiście przejąwszy władzę. Doceniam ich. Jedni i drudzy są przekonani, że warstwy niższe, ludzie ubożsi, nie potrafią nic dla siebie zrobić. Kilku polemistów dowodziło, że właśnie, tak, tak, życie jest ponure i nic się nie da zrobić. Ci niedasie są gotowi, niby dawni anarchiści z bombami i sztyletami, rozbić zastany świat… Zwolenników gromadzą darmo, bez żadnych programów. Sam temat zdaje się im anachroniczny! Jakby ci, którzy mogliby coś zrobić dla innych, nie mieli przyszłości, a przeszłości też jak Duda i Kukiz nie mają, bo po co? Duda wygrał prezydenturę bez niej, Kukiz także bez niej wygrał.
Zadbać o samych siebie
Od kilkudziesięciu lat próbuję na różne sposoby uświadamiać naszej opinii publicznej, że lud może i potrafi sam zadbać o siebie – nie czekając, że ktoś będzie dla niego umierał bądź obdarzał go jałmużną. Bo to lud zainicjował w Anglii XVIII wieku Rewolucję Przemysłową, która przeorała naszą cywilizację. Nie dali jej światu ludzie nauki ani bogaci, wysoce wykształceni dobroczyńcy. Zapoczątkowali ją samoucy – brytyjscy, głównie ci ze Szkocji, robotnicy i rzemieślnicy. I nie oni naśladowali Beniamina Franklina, „ojca Jankesów”, ale odwrotnie, to ich wzór przekonał Franklina, że zupełnie zwykły Amerykanin też może coś wynaleźć. Wśród wynalazców i konstruktorów, ojców tej Rewolucji, niewielu było ludzi z ukończoną jakąkolwiek szkołą. Newcomen, twórca pierwszej naprawdę użytecznej maszyny parowej, był kowalem i ślusarzem, James Watt, który silnik parowy uczynił napędem cywilizacji, był robotnikiem samoukiem, włókiennictwo zrewolucjonizowali tkacze, cieśle, zegarmistrz i… fryzjer, a George Stephenson, twórca lokomotywy, która uruchomiła kolejnictwo, do osiemnastego roku życia nie umiał czytać i pisać!
Wytłuszczę tu, co potrafiły zrobić poprzednie pokolenia – bez nadziei, że będą naśladowane. Ale na wszelki wypadek. Gdyby się komu przydało.
Nędza i durnie
Przemysł nie obdarował szczęściem pierwszych swoich robotników. Obowiązywał 14-, 16-, a nawet 17-godzinny dzień pracy. Bez wolnych niedziel, ani świąt. Dwie zmiany 12-godzinnne, dzienna i nocna, dały pewną ulgę, ale ci, co kończyli dwa tygodnie pracy nocnej, w dniu przejścia do dwóch tygodni pracy dziennej musieli pracować 24 godziny bez przerwy! I tak co pół miesiąca. Trudno sobie wyobrazić, by tyle wytrzymywali bez snu, więc nawet przy nadzorcach z ich batogami pokładali się jednak w trakcie pracy, na pół godziny, trzy kwadranse…
Chłopaczki ośmioletnie, a nawet sześcioletnie, pracowały tysiącami w przędzalniach jako „szpulkarze”, zbierając z podłóg odrzucone szpulki. W kopalniach ośmioletni trappers otwierali drzwiczki dla przejazdu wagoników z węglem; trappers przed świtem zjeżdżali do kopalni i wyjeżdżali na górę po zmroku, nie oglądając światła dziennego. W szwajcarskim Zurychu dzieci pracowały w roku 1813 – po 15 i pół godziny, w Anglii 16 godzin, pod strażą nadzorców, których batogi zaliczano nieraz w inwentarzu fabrycznym do „narzędzi pracy”. Rządcy angielskich „domów ubogich” wypożyczali fabrykantom dzieci. Żeby nie uciekły, na wszelki wypadek zakuwano je w kajdanki. Samobójstwa chłopców i dziewczynek szły w setki, rzadko te dzieci dożywały nawet i dwudziestu paru lat, zżerały je nagminne zapalenia płuc, pylica i gruźlica.
[box title=”Podział stron” border_width=”2″ border_color=”#dd3333″ border_style=”solid” icon=”exclamation-circle” icon_style=”border” icon_shape=”circle” align=”center”]Artykuł jest podzielony na strony. Na samym dole tego okna są ich numery. Kliknięcie na numer przenosi do właściwej strony.[/box]W nowych miastach fabrycznych po kilka osób gnieździło się na paru metrach kwadratowych, wynajmowano „miejsca w łóżku” na czas, kiedy właściciel szedł do pracy. W okręgach fabrycznych 40 % noworodków umierało przed ukończeniem pierwszego roku życia. W Szkocji jeszcze do roku 1787 robotnicy kopalni nosili na szyjach obroże z wyrytym nazwiskiem właściciela. Nie przypadkiem ojciec ekonomii politycznej, Adam Smith, uwaga!, występował po stronie robotników, domagał się wyższych płac dla nich i żądał dla nich prawa do zrzeszania się – czego im za jego życia zakazywano. Do tego straszny papież pierwszej połowy XIX wieku, Grzegorz XVI, co to nie pozwolił zainstalować w Państwie Kościelnym ani kolei, ani oświetlenia gazowego, podpisywał kolejne wyroki śmierci. Buntowników rozstrzeliwano salwą w plecy w fosie papieskiej twierdzy św. Anioła. Nie był największym durniem epoki – król Hanoweru zakazał budowy kolei, żeby jego szewc nie jeździł szybciej niż on!
Jeszcze z końcem lat trzydziestych XIX wieku w Anglii, ojczyźnie nowożytnej gospodarki rynkowej, nie brakowało ludzi, którzy pracowników traktowali jak „mięso robocze” (w analogii do „mięsa armatniego”). Medycznie uzasadniano pracę dzieci, 16 godzin pracy małych „szpulkarzy” w przędzalniach, a nie wykluczano „teoretycznie” nawet 23 godzin pracy na dobę.


Pan redaktor opisuje anatomię sukcesu ludzi niezamożnych. Dudy i Kukizy przeminą a spółdzielczość i spółki pracownicze pozwolą na awans materialny i polityczny tysięcy mniej zamożnych ludzi. Tylko jak to zorganizować w Polsce A.D. 2015 i kolejnych?
„Tylko jak to zorganizować w Polsce A.D. 2015 i kolejnych?”
.
Nie da się zorganizowac. Pan Redaktor przekonuje, ze ludzie muszą sie organizowac sami w opozycji do „gory”. Przy czym „gora” niekoniecznie oznacza władzę. „Gora” moze takze oznaczac inercję umysłową, konserwatyzm, i jakos-to-będzizm otoczenia.
.
Patrząc z oddali, sytuację psychologiczną w Polsce najkrocej podsumowałbym tak: Kosciół idzie po łupy. Skutkuje dwadziescia parę lat prania mózgów w szkołach. Bo to nieprawda, ze katecheci niczego na tych lekcjach religii nie nauczyli. Otoz nauczyli biernej zgody na absurd. Nauczyli posłuszenstwa. Nauczyli ukrywania swoich opinii. Nauczyli hierarchicznej wizji swiata. Utrwalili myslenie „my na dole, oni na gorze”. I teraz pokazały się owoce. Lud, zamiast się zorganizowac, idzie we wskazanym kierunku. I nawet nie zadaje pytania „dokąd idziemy”. Idziemy tam, gdzie nas prowadzą pasterze i przewodnicy w rodzaju Dudy, Kukiza, i biskupow. Skoro prowadzą, to wiedzą dokąd. Po co pytac o program? Marsz jest wartoscią samą w sobie. No, to maszerujemy. Przynaleznosc do stada jest wartoscią samą w sobie. No, to nalezymy.
.
Takie będą Rzeczpospolite, jakie będzie młodziezy chowanie. Te lekcję biskupi przerobili. Zas swiecka częsc społeczenstwa dała sie przerobic w posłuszny tłum. Dokładnie przeciwnie do nauczania Pana Redaktora.
Dużo w tym racji Narciarzu2… Lenistwo ludzkie powoduje, że zawsze łatwiej jest iść za przewodnikiem stada. Nawet jak przewodnik nie ma czterech klapek pod kopułą. Czasami „wystarczy być”.
To, czego sz.p . Redaktor nie wspomina, to, że na Wysp. Bryt.była reformacja. Biblię przetłumaczono na język angielski i wszystkich zmuszono do nauki czytania i pisania, aby sami Biblię czytali. W takiej Szkocji zniesiono całkowicie hierarchię kościelną, a każdy Szkot z Bogiem rozmawiał osobiście. Podstawą organizacji była parafia, samodzielna, zmuszona do zgodnego działania, musiała radzić sobie z przeciwnościami,z Biblią w ręku.
Kalwinizm był surowy; ciężka praca, purytanizm, oszczędność i miłość bliźniego.
Jeżeli Polska szczyci się tolerancją w swojej historii, pobłażliwością co do moralności, to niestety Brytyjczycy mieli wręcz przeciwnie. Tam było palenie na stosie i scinanie głów.
A Polacy analfabetyzm pokonali dopiero w XX wieku.
Gdyby nie bylo ministra Wilczka mozna by prowadzic takie dyskusje. Po nim pozostaje stwierdzic tylko jedno – nie przeszkadzac.
Szanowny Pan Redaktor jak zwykle zapomniał o fundamencie którym jest praworządne państwo przyjaznego prawa którego elementem jest pro rozwojowy system ekonomiczny. Dzisiejsza oligarchiczna, skorumpowana i skolonizowana III RP nie nastraja optymistycznie. Konkluzją anachronicznych wywodów Redaktora ma być stwierdzenie – „sami sobie jesteście winni nieudacznicy”.
Takie stwierdzenie pada gdy na czele „stada lwów stoi baran przebrany za lwa” liczący że całą robotę zrobi za niego „niewidzialna ręka rynku”.
Pan Redaktor Bratkowski jak zwykle błyszczy wiedza i erudycją. Rozwiązania przedłożone w pracy pozwalają na prawidłowe rozwiązanie t.zw. kiedyś „stosunków produkcji”.
Polska miała okazję przodować w takich przemianach w latach 90-tych,niestety zostało to zaprzepaszczone. Autor niniejszego próbował zainteresować obie zwalczające się strony problematyką akcjonariatu pracy. Została rozesłana „Odezwa…” do wielu środowisk, propagująca takie rozwiązania. Znajduje się na Twitterze o adresie UP72156@UP72156 w blogu pod nazwą „Odezwa”. Jan Paweł II w encyklice „Laborem excersens” ogłoszonej w tym samym roku (1989) zawarł pochwałę takich rozwiązań. Nikt się jednak wtedy tym nie interesował. Strony zajęte był walką o władzę.
UP72156
Bratkowski na Prezydenta!, a jezeli nie ty, to sprobuj wytrenowac jakiegos mlodego Bratkowskiego, moze zdazysz; z najszczerszym podziwem dla twego mozgu i energii, (wiedzialem to juz w roku 1981, gdy zaprosiles mnie z „wygnania” do Polski na zrobienie filmu, mam wciaz nakrecona rozmowe z toba, posle ja Misiowi jakims nocnikiem, przepraszam, nosnikiem,), big hugs, Marian
poslalem cos Stefanowi, nie pokazalo sie, mimo ze udalo mi sie zalogowac, zobaczmy czy to sie pokaze jako tet, naciskam na „wyslij komentarz”