Stefan Bratkowski: Ewangelia według Smilesa. Jak sobie radzili – i poradzili inni

kapitalizm2015-06-26.

Dedykuję ten tekst moim młodym przyjaciołom z radykalnej lewicy, jak też liberałom oraz zwolennikom obu Dudów i Kukiza, wszystkim pochylającym się ze współczuciem nad biednym ludem – żeby jedni i drudzy wiedzieli, jeśli to ich w ogóle zainteresuje, dlaczego jestem przeciw ich wyobrażeniom i poglądom.

 Jedni gotowi są walczyć za lud, chcą władzy dla ludu, by ją oczywiście w jego imieniu objąć. Inni litują się nad ludem, chcą dlań pomocy państwa, ściągającego wyższe podatki z więcej zarabiających gospodarzy liberalnej, wolno-rynkowej gospodarki. Tę pomoc mieliby ci łaskawcy rozdzielać, oczywiście przejąwszy władzę. Doceniam ich. Jedni i drudzy są przekonani, że warstwy niższe, ludzie ubożsi, nie potrafią nic dla siebie zrobić. Kilku polemistów dowodziło, że właśnie, tak, tak, życie jest ponure i nic się nie da zrobić. Ci niedasie są gotowi, niby dawni anarchiści z bombami i sztyletami, rozbić zastany świat… Zwolenników gromadzą darmo, bez żadnych programów. Sam temat zdaje się im anachroniczny! Jakby ci, którzy mogliby coś zrobić dla innych, nie mieli przyszłości, a przeszłości też jak Duda i Kukiz nie mają, bo po co? Duda wygrał prezydenturę bez niej, Kukiz także bez niej wygrał.

Zadbać o samych siebie

Od kilkudziesięciu lat próbuję na różne sposoby uświadamiać naszej opinii publicznej, że lud może i potrafi sam zadbać o siebie – nie czekając, że ktoś będzie dla niego umierał bądź obdarzał go jałmużną. Bo to lud zainicjował w Anglii XVIII wieku Rewolucję Przemysłową, która przeorała naszą cywilizację. Nie dali jej światu ludzie nauki ani bogaci, wysoce wykształceni dobroczyńcy. Zapoczątkowali ją samoucy – brytyjscy, głównie ci ze Szkocji, robotnicy i rzemieślnicy. I nie oni naśladowali Beniamina Franklina, „ojca Jankesów”, ale odwrotnie, to ich wzór przekonał Franklina, że zupełnie zwykły Amerykanin też może coś wynaleźć. Wśród wynalazców i konstruktorów, ojców tej Rewolucji, niewielu było ludzi z ukończoną jakąkolwiek szkołą. Newcomen, twórca pierwszej naprawdę użytecznej maszyny parowej, był kowalem i ślusarzem, James Watt, który silnik parowy uczynił napędem cywilizacji, był robotnikiem samoukiem, włókiennictwo zrewolucjonizowali tkacze, cieśle, zegarmistrz i… fryzjer, a George Stephenson, twórca lokomotywy, która uruchomiła kolejnictwo, do osiemnastego roku życia nie umiał czytać i pisać!

Wytłuszczę tu, co potrafiły zrobić poprzednie pokolenia – bez nadziei, że będą naśladowane. Ale na wszelki wypadek. Gdyby się komu przydało.

Nędza i durnie

Przemysł nie obdarował szczęściem pierwszych swoich robotników. Obowiązywał 14-, 16-, a nawet 17-godzinny dzień pracy. Bez wolnych niedziel, ani świąt. Dwie zmiany 12-godzinnne, dzienna i nocna, dały pewną ulgę, ale ci, co kończyli dwa tygodnie pracy nocnej, w dniu przejścia do dwóch tygodni pracy dziennej musieli pracować 24 godziny bez przerwy! I tak co pół miesiąca. Trudno sobie wyobrazić, by tyle wytrzymywali bez snu, więc nawet przy nadzorcach z ich batogami pokładali się jednak w trakcie pracy, na pół godziny, trzy kwadranse…

Chłopaczki ośmioletnie, a nawet sześcioletnie, pracowały tysiącami w przędzalniach jako „szpulkarze”, zbierając z podłóg odrzucone szpulki. W kopalniach ośmioletni trappers otwierali drzwiczki dla przejazdu wagoników z węglem; trappers przed świtem zjeżdżali do kopalni i wyjeżdżali na górę po zmroku, nie oglądając światła dziennego. W szwajcarskim Zurychu dzieci pracowały w roku 1813 – po 15 i pół godziny, w Anglii 16 godzin, pod strażą nadzorców, których batogi zaliczano nieraz w inwentarzu fabrycznym do „narzędzi pracy”. Rządcy angielskich „domów ubogich” wypożyczali fabrykantom dzieci. Żeby nie uciekły, na wszelki wypadek zakuwano je w kajdanki. Samobójstwa chłopców i dziewczynek szły w setki, rzadko te dzieci dożywały nawet i dwudziestu paru lat, zżerały je nagminne zapalenia płuc, pylica i gruźlica.

[box title=”Podział stron” border_width=”2″ border_color=”#dd3333″ border_style=”solid” icon=”exclamation-circle” icon_style=”border” icon_shape=”circle” align=”center”]Artykuł jest podzielony na strony. Na samym dole tego okna są ich numery. Kliknięcie na numer przenosi do właściwej strony.[/box]

W nowych miastach fabrycznych po kilka osób gnieździło się na paru metrach kwadratowych, wynajmowano „miejsca w łóżku” na czas, kiedy właściciel szedł do pracy. W okręgach fabrycznych 40 % noworodków umierało przed ukończeniem pierwszego roku życia. W Szkocji jeszcze do roku 1787 robotnicy kopalni nosili na szyjach obroże z wyrytym nazwiskiem właściciela. Nie przypadkiem ojciec ekonomii politycznej, Adam Smith, uwaga!, występował po stronie robotników, domagał się wyższych płac dla nich i żądał dla nich prawa do zrzeszania się – czego im za jego życia zakazywano. Do tego straszny papież pierwszej połowy XIX wieku, Grzegorz XVI, co to nie pozwolił zainstalować w Państwie Kościelnym ani kolei, ani oświetlenia gazowego, podpisywał kolejne wyroki śmierci. Buntowników rozstrzeliwano salwą w plecy w fosie papieskiej twierdzy św. Anioła. Nie był największym durniem epoki – król Hanoweru zakazał budowy kolei, żeby jego szewc nie jeździł szybciej niż on!

Jeszcze z końcem lat trzydziestych XIX wieku w Anglii, ojczyźnie nowożytnej gospodarki rynkowej, nie brakowało ludzi, którzy pracowników traktowali jak „mięso robocze” (w analogii do „mięsa armatniego”). Medycznie uzasadniano pracę dzieci, 16 godzin pracy małych „szpulkarzy” w przędzalniach, a  nie wykluczano „teoretycznie” nawet 23 godzin pracy na dobę.

Print Friendly, PDF & Email

9 komentarzy

  1. slawek 2015-06-27
  2. narciarz2 2015-06-27
    • andrzej Pokonos 2015-06-27
  3. A.P. 2015-06-27
  4. W. Bujak 2015-06-27
  5. Aleksy 2015-06-28
    • UP72156 2015-07-01
  6. Marian Marzyński 2015-06-30
  7. Marian Marzyński 2015-06-30
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com