Ideały
Wyznawcy spółdzielczości, kooperatyści, marzyli o rewolucji moralnej i o przebudowie świata. Ja też. Dopiero wiek dojrzały nauczył mnie bać się utopii; wolę spółdzielczość zwykłych, normalnych ludzi. Ale nie był utopią pewien stary ideał roczdelski – rozwój umysłowy członków.
Tacy byli ci prości robotnicy ówczesnej Anglii. Od początku za swoje pieniądze organizowali czytelnie gazet i książek, biblioteki i wypożyczalnie. Dla siebie i sąsiadów.
Nieoceniony Migros
Legendą współczesnego handlu jest szwajcarski „Migros”. To nie tylko zwykłe sklepy czy ruchome sklepy w wielkich „okrętach szos”, wielkie i małe domy towarowe, „shopping-centers”, z najrozmaitszymi wyspecjalizowanymi działami typu „zrób to sam”, ogrodnictwa czy materiałów budowlanych. To i hotele, i restauracje, centra kongresowe, wielkie księgarnie, parkingi, stacje benzynowe i myjnie samochodów, biura podróży, firmy przewozowe, z tankowcami rzecznymi i motorowymi barkami na Renie. Ale to przede wszystkim coś więcej, niż doświadczenie handlowe. To historia wizji i rozmachu.
Jak to było
Siedemnastoletni Gottlieb Duttweiler, syn menedżera spółdzielczego, uczył się interesów sam. Z terminu w firmie towarów „kolonialnych”, jak to się nazywało, wyniósł reputację, doświadczenie i znajomości. Plus dwóch bezcennych współpracowników. W 1925 roku wyjechało na ulice Zurichu pierwsze pięć małych ciężarówek – jako ruchome sklepy firmy „Migros”. Z ryżem, cukrem, pasztetami, kakao, kawą i mydłem. Stawały na 178 punktach postoju, po 10 minut, wyjątkowo – do piętnastu. Marżę naliczał sobie ten samochodowy Migros minimalną – 8 procent.
Duttweiler walczył o słabszych ekonomicznie współobywateli – oni, większość społeczeństwa, kupowali podstawowe dla życia towary, to był najszerszy z rynków. Zdobywał go niskimi cenami. Po pół roku ciężarówki Migrosu sprzedawały już nie sześć, a 28 różnych towarów. Z końcem roku 1926 ruszył pierwszy stały dom towarowy Migrosu.
Sensacyjna przemiana
Duttweiler traktował swój rynek niebywale serio. Gwarantował jakość towarów – i dbał o zdrowie klientów: Migros, uwaga!, nigdy nie sprzedawał i nie sprzedaje napojów alkoholowych ani papierosów. Za to współpracuje z laboratoriami; żywność ma być zawsze świeża, zdrowa, jak najmniej przetworzona i skażona. Z instytucjami badania jakości mogą współpracować i społeczne pracownie – uczniów szkolnych i organizacji społecznych (najlepsza nauka chemii to badanie produktów żywnościowych).
I właśnie sam Duttweiler, największy z pionierów handlu XX wieku, uznał doświadczenie „Sprawiedliwych Pionierów” z Rochdale, ich dywidendę od zakupów, za genialny pomysł handlowy. Ten pomysł czynił ludzi niezamożnych pełnowartościowymi partnerami interesów, stworzył nowe rynki i biedotę zrobił warstwą średnią. Wiązał klientów z firmą, czyniąc ich jej współwłaścicielami. Swój biznes obrócił Duttweiler przed śmiercią w ogólnonarodową spółdzielnię spożywców. Dzięki temu jego zdaniem Migros jako spółdzielnia stał się jednym z największych sukcesów handlowych XX wieku.
Innymi słowy, właścicielami wielkich korporacji, w co trudno uwierzyć, uczynić można i klientów.

Pan redaktor opisuje anatomię sukcesu ludzi niezamożnych. Dudy i Kukizy przeminą a spółdzielczość i spółki pracownicze pozwolą na awans materialny i polityczny tysięcy mniej zamożnych ludzi. Tylko jak to zorganizować w Polsce A.D. 2015 i kolejnych?
„Tylko jak to zorganizować w Polsce A.D. 2015 i kolejnych?”
.
Nie da się zorganizowac. Pan Redaktor przekonuje, ze ludzie muszą sie organizowac sami w opozycji do „gory”. Przy czym „gora” niekoniecznie oznacza władzę. „Gora” moze takze oznaczac inercję umysłową, konserwatyzm, i jakos-to-będzizm otoczenia.
.
Patrząc z oddali, sytuację psychologiczną w Polsce najkrocej podsumowałbym tak: Kosciół idzie po łupy. Skutkuje dwadziescia parę lat prania mózgów w szkołach. Bo to nieprawda, ze katecheci niczego na tych lekcjach religii nie nauczyli. Otoz nauczyli biernej zgody na absurd. Nauczyli posłuszenstwa. Nauczyli ukrywania swoich opinii. Nauczyli hierarchicznej wizji swiata. Utrwalili myslenie „my na dole, oni na gorze”. I teraz pokazały się owoce. Lud, zamiast się zorganizowac, idzie we wskazanym kierunku. I nawet nie zadaje pytania „dokąd idziemy”. Idziemy tam, gdzie nas prowadzą pasterze i przewodnicy w rodzaju Dudy, Kukiza, i biskupow. Skoro prowadzą, to wiedzą dokąd. Po co pytac o program? Marsz jest wartoscią samą w sobie. No, to maszerujemy. Przynaleznosc do stada jest wartoscią samą w sobie. No, to nalezymy.
.
Takie będą Rzeczpospolite, jakie będzie młodziezy chowanie. Te lekcję biskupi przerobili. Zas swiecka częsc społeczenstwa dała sie przerobic w posłuszny tłum. Dokładnie przeciwnie do nauczania Pana Redaktora.
Dużo w tym racji Narciarzu2… Lenistwo ludzkie powoduje, że zawsze łatwiej jest iść za przewodnikiem stada. Nawet jak przewodnik nie ma czterech klapek pod kopułą. Czasami „wystarczy być”.
To, czego sz.p . Redaktor nie wspomina, to, że na Wysp. Bryt.była reformacja. Biblię przetłumaczono na język angielski i wszystkich zmuszono do nauki czytania i pisania, aby sami Biblię czytali. W takiej Szkocji zniesiono całkowicie hierarchię kościelną, a każdy Szkot z Bogiem rozmawiał osobiście. Podstawą organizacji była parafia, samodzielna, zmuszona do zgodnego działania, musiała radzić sobie z przeciwnościami,z Biblią w ręku.
Kalwinizm był surowy; ciężka praca, purytanizm, oszczędność i miłość bliźniego.
Jeżeli Polska szczyci się tolerancją w swojej historii, pobłażliwością co do moralności, to niestety Brytyjczycy mieli wręcz przeciwnie. Tam było palenie na stosie i scinanie głów.
A Polacy analfabetyzm pokonali dopiero w XX wieku.
Gdyby nie bylo ministra Wilczka mozna by prowadzic takie dyskusje. Po nim pozostaje stwierdzic tylko jedno – nie przeszkadzac.
Szanowny Pan Redaktor jak zwykle zapomniał o fundamencie którym jest praworządne państwo przyjaznego prawa którego elementem jest pro rozwojowy system ekonomiczny. Dzisiejsza oligarchiczna, skorumpowana i skolonizowana III RP nie nastraja optymistycznie. Konkluzją anachronicznych wywodów Redaktora ma być stwierdzenie – „sami sobie jesteście winni nieudacznicy”.
Takie stwierdzenie pada gdy na czele „stada lwów stoi baran przebrany za lwa” liczący że całą robotę zrobi za niego „niewidzialna ręka rynku”.
Pan Redaktor Bratkowski jak zwykle błyszczy wiedza i erudycją. Rozwiązania przedłożone w pracy pozwalają na prawidłowe rozwiązanie t.zw. kiedyś „stosunków produkcji”.
Polska miała okazję przodować w takich przemianach w latach 90-tych,niestety zostało to zaprzepaszczone. Autor niniejszego próbował zainteresować obie zwalczające się strony problematyką akcjonariatu pracy. Została rozesłana „Odezwa…” do wielu środowisk, propagująca takie rozwiązania. Znajduje się na Twitterze o adresie UP72156@UP72156 w blogu pod nazwą „Odezwa”. Jan Paweł II w encyklice „Laborem excersens” ogłoszonej w tym samym roku (1989) zawarł pochwałę takich rozwiązań. Nikt się jednak wtedy tym nie interesował. Strony zajęte był walką o władzę.
UP72156
Bratkowski na Prezydenta!, a jezeli nie ty, to sprobuj wytrenowac jakiegos mlodego Bratkowskiego, moze zdazysz; z najszczerszym podziwem dla twego mozgu i energii, (wiedzialem to juz w roku 1981, gdy zaprosiles mnie z „wygnania” do Polski na zrobienie filmu, mam wciaz nakrecona rozmowe z toba, posle ja Misiowi jakims nocnikiem, przepraszam, nosnikiem,), big hugs, Marian
poslalem cos Stefanowi, nie pokazalo sie, mimo ze udalo mi sie zalogowac, zobaczmy czy to sie pokaze jako tet, naciskam na „wyslij komentarz”