Stefan Bratkowski: Ewangelia według Smilesa. Jak sobie radzili – i poradzili inni

kapitalizmMądrość największego z pionierów

Jego “Zachęta dla młodych”:

“Odwagi! Zawsze jest coś do zrobienia. Każdy dzień przynosi nam nowe problemy do rozwiązania. Możliwości nigdy nie są do końca wykorzystane, ani wszystkie miejsca zajęte. Nawet najmniejsze przedsiębiorstwo może być światem idei, dającym radość życia. Rewolucjonizujące idee i zwycięstwa, które mogą stać się udziałem człowieka młodego, mieszczą się nawet w kręgu handlu makaronem, ciasteczkami czy kawą”.

Koniec fikcyjnej spółdzielczości

Sklepów zwanych “spółdzielczymi” przed rokiem 1989 było w Polsce blisko 30 tysięcy. Zostało – podobno – kilkanaście tysięcy. Inne przekształciły się w normalne sklepy prywatne. Jeszcze inne – w spółki pracownicze, które dla niepoznaki zwą się “spółdzielniami”.  Mogą to być i bardzo dobre sklepy. Ale ze spółdzielczością spożywców nie mają nic wspólnego. Są zwykłymi spółkami. Czasem bardzo dobrymi. Ale klienci z ich obrotów nie mają nic.

Bez utopii

Żyjemy w młodej, ale już normalnej gospodarce rynkowej. Tak więc czy ktoś uważa się za lewicowca, czy za liberała, czy chrześcijańskiego demokratę, powinien robić, co potrafi, by ludzie niezamożni lepiej radzili sobie w tej gospodarce – jako pełnowartościowi partnerzy. Byli nimi ponad 150 lat temu. Tym bardziej możliwe jest to dzisiaj.

Rachunek szans

Niestety, zaczynamy od stanu poniżej zera: miniony ustrój spaskudził samo pojęcie spółdzielczości i ośmieszył je. O tyle jest nam trudniej. Ale wśród Polaków ludzie niezamożni reprezentują nieporównanie wyższy poziom umysłowy niż najdzielniejsi nawet robotnicy angielscy połowy XIX wieku. Do kręgu ludzi niezamożnych należy większość inteligencji polskiej. Jest z kim zaczynać.

Na opiekę państwa, czyli na określone ulgi, zasługują wyłącznie interesy prowadzone z myślą o ludziach niezamożnych i słabych ekonomicznie. Zwłaszcza te, które oni sami prowadzą. Więc – tylko ich autentyczne spółdzielnie. To, co jako ludzie niezamożni zarobią dzięki swojemu współdziałaniu (owa dywidenda od zakupów w swoim sklepie), powinno być wolne od podatku. To jakby nie było pieniądze już raz opodatkowane jako zarobki lub emerytury i renty.

Byle inspekcja handlowa zarazem surowo kontrolowała, czy spółdzielnie spożywców są nimi naprawdę.

Kto i po co może obniżać ceny

Tam, gdzie sporo ludzi nie dojada lub odżywia się źle, bo źle zarabia lub źle gospodaruje, tańsza żywność dałaby handlowi szybszy wzrost obrotów i zysków. Na obniżkę cen pozwala obniżka kosztów własnych, np. hurt, stosujący zasadę just-in-time, “tyle ile trzeba, wtedy kiedy trzeba”. Wymyślili ją Amerykanie, ale wykorzystali w pełni Japończycy – jak najmniej magazynowania, jak najmniej przeładunków, jak najkrótsze przewozy, jak najmniej pośredników. Akuratność.

Print Friendly, PDF & Email

9 komentarzy

  1. slawek 2015-06-27
  2. narciarz2 2015-06-27
    • andrzej Pokonos 2015-06-27
  3. A.P. 2015-06-27
  4. W. Bujak 2015-06-27
  5. Aleksy 2015-06-28
    • UP72156 2015-07-01
  6. Marian Marzyński 2015-06-30
  7. Marian Marzyński 2015-06-30
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com