Na temat majsterkowania przypomniała mi się historyjka sprzed kilku lat. Gdy prowadziłem seminarium ze studentami, jakoś przypadkiem wydało się, że w okresie PRL-u majsterkowałem. Studenci zaczęli dopytywać i wyjaśniłem, że moje pokolenie było zainteresowane stylem skandynawskim oferowanym przez Ikeę, stąd robiłem meble do domu na podstawie wzorów z katalogów. Sympatyczny student skomentował to w taki sposób. „Nie szkoda było panu kwalifikacji na budowanie mebli? Nie mógł pan po prostu pojechać do Ikei i kupić?” Niech pan sobie wyobrazi, że jakoś na to nie wpadłem, odpowiedziałem pytającemu. Za tydzień oświadczył, że już rozumie moje zachowanie. Widocznie ktoś starszy wytłumaczył mu, dlaczego byłem tak nieporadny w sprawie Ikei.
W jednej z dyskusji na SO z Panem Arkadiuszem Głuszkiem wyszło, że ponieważ jestem agnostykiem, Pan Arek nazwał mnie „nieśmiałym ateistą”. W centralnej Polsce wieśniak, jak ja, który robi miotły, stołki, deski, ławeczki, etc. nazywany jest w lokalnej tradycji „drobnym cieślą”. W ten sposób zostałem nieśmiałym ateistą i drobnym cieślą. To równie urocze i sympatyczne określenia jak dziaders, które niedawno po lekturze na SO, z przyjemnością sam sobie przypisałem. I nie tylko ja sam. Do kolekcji brakuje mi już tylko spełnienia jednego z pomysłów mojego przyjaciela. W związku z tym, że obaj klinicznie nie znosimy żadnych, nawet najdrobniejszych, przejawów antysemityzmu, planowaliśmy wydrukować sobie wizytówki, gdzie pod imieniem i nazwiskiem widniałaby następująca informacja o każdym z nas: „Żyd środkowopolski szorstkowłosy”. Na razie skończyło się na odgrażaniu !
Dzisiaj zastanawiam się jak wyglądałaby moja wizytówka:
Imię i nazwisko
Nieśmiały ateista – drobny cieśla – dziaders – Żyd środkowopolski szorstkowłosy.
W Polsce Kaczyńskiego i Ziobry pięć lat bez wyroku!
Mój okres pracy w bankowości 1992-1999, szczególnie zarządzanie bankiem komunalnym, to mnóstwo odświeżonych kontaktów z dyrektorami przedsiębiorstw i znowu – nauka w obydwie strony. Pośród ludzi, których uważam za swoich nauczycieli kiedyś wspominałem Edmunda Osmańczyka, którego życiorys, publicystyka i dwie książki wywarły na mnie znaczący wpływ. Królowie polscy osadzali Turków służących w wojsku Rzeczypospolitej na dobrach ziemskich. Oficerom obok większych mająteczków zwyczajowo nadawano tytuł szlachecki i nazwisko Osmański, żołnierzom – Osmańczyk. Właśnie Edmund Osmańczyk pochodził w którymś pokoleniu z rodziny o takich korzeniach. Wspominam o tym, bo pośród dyrektorów przedsiębiorstw jeszcze państwowych spotkałem potomka Tatarów obdarowywanych w ten sam sposób przez naszych władców. Wielki, dwumetrowy i piękny mężczyzna o szlacheckim rodowodzie i takich samych manierach był człowiekiem, od którego miałem możliwość nauczenia się rzeczy zgoła nie szlacheckich, gdybym był takimi zainteresowany.
Okres pracy doradczej i uniwersyteckiej 1999-2013 to, jak zwykle, nauka w obydwie strony dla i od klientów. Wielu ze wspomnianych wcześniej dyrektorów lub ich znajomych korzystało ze zdobytych przez mnie doświadczeń w obsłudze transakcji kapitałowych na rynku „private equity”, pośrednictwa w kredytowaniu przedsiębiorstw, planowania strategicznego, restrukturyzacji przedsiębiorstw, czy usług typu „trust management” lub „interim management”. Niektórzy z większym lub mniejszym powodzeniem próbowali przeprowadzać operacje sukcesji zbudowanych od zera prywatnych przedsiębiorstw, a inni porywali się na najtrudniejszy bodajże proces przekształcania przedsiębiorstw – profesjonalizację firm rodzinnych.
Celowo napisałem o wzajemnym uczeniu się, ponieważ to prawda. Znany slogan konsultingu światowego stwierdza, że „konsultant to człowiek, który pożyczy od ciebie zegarek, aby ci powiedzieć, która godzina”. Na kursach zarządzania śmieją się z tego powiedzonka szczerze, nie do końca zdając sobie sprawę z jego mądrości i głębi. Mądrość i głębia polegają na tym, że często jesteśmy posiadaczami wiedzy lub doświadczeń, których zupełnie nie potrafimy wykorzystać. Konsultant to często ktoś, kto pozwala nam to zrobić, dzięki zupełnie innej perspektywie, oraz innemu podejściu.

Dzięki Panie Sławku, za ta opowieść wigilijną, za jej otwartość i bliskość, za wspomnienie tego co nam może dawać siłę na przyszłość – dziedzictwa polskich reformatorów, w tym za podziękowanie Redaktorom SO, do którego się przyłączam.
Dziękuję. Historia sprawia, że od ponad 250 lat polscy inteligenci chcąc, nie chcąc stają się reformatorami. Nie wszyscy i w daleko nierównym stopniu, ale to już wystarczy abyśmy zmieniali Polskę na lepsze. W kierunku, który inni osiagnęli wcześniej, dzięki czemu mamy punkty odniesienia. Nawet ci, którzy dzisiaj próbują zawracać Wisłę kijem przyczyniają się do reformowania kraju, choć pewnie wbrew swoim intencjom.
*
To wielki przywilej móc dziękować Redaktorom SO. My, czyli ci co z ich pracy, myśli, artykułów i książek czerpią pełnymi garściami, chyba najbardziej wiemy jaki to ma głęboki sens. Grzech i wstyd byłoby tego nie zrobić. Powiem wiecej – to byłby błąd.
Ciekawa sprawa, nigdy nie piszemy o nauczycielach, których zapomnieliśmy. Piszemy o tych, którzy jak kula bilardowa uderzyli nas powodując ruch. Pamiętamy tych kilku wspaniałych i pamiętamy potworów. Ci, których nazwisk nie pamiętamy zostali zapomniani nie bez powodu. Idąc szkolnym korytarzem podczas przerwy możemy zauważyć, tych, którzy będa zapamiętani, jedni mają kłopot z dotarciem do celu, bo dzieciaki mają do nich tysiące spraw. Inni powodują nagłą ciszę i kulenie się przed wzrokiem człowieka, który idzie jak lodołamacz, W rozmowach dorosłych o nauczycielach, każdy wyciąga tego, który był najważniejszy. Zdumiewające, bo ci nauczyciele są również w miejscach gdzie diabeł ma młode i w czasach koszmaru. Nauczyciel historii w szkole podstawowej, (głęboko w stalinowskich czasach), tak opowiadał o starożytności, że kojarzyła się z czasem teraźniejszym. Któregoś dnia zniknął i nigdy nie udało mi się dowiedzieć, co się z nim stało.
Widocznie miałem szczęście, bo w całym procesie kształcenia nie pamiętam nikogo, kto choćby trochę przypominał potwora. Pewnie bym taką osobę zapamiętał. Owszem, przypominam sobie osoby opryskliwe, niesympatyczne, mściwe czy jawnie niesprawiedliwe, lub kierujące się niezrozumiałymi pobudkami.
*
Jedyny potwór jakiego kojarzę, to nie był mój nauczyciel a Tusk nazywa go potworem ciasteczkowym. Towarzyszą mu – kieszonkowy potwór zerro, i oczywiście czarnek polskiej edukacji, a także pewien nieustannie kłamiący pinokio.
Wielkie dzięki za tekst, wyrazam najwyższy podziw dla pamięci o ludziach i sprawach sprzed wielu lat. Te moje podziekowania są tak wielkie jako, ze i ja byłem proszony przez młodzież, taką co to najpierw na pięciu sesjach po 2 godziny kazda kazała mi mówić do mikrofonu o swoim zyciu, o czasach w których żyć i pracować mi przyszło poprosiła o napisanie takiej piguły, takiej esencji tego co na taśmie zostalo zarejestrowane. Napisałem ale porównując to z Pana tekstem to mało, wyszlo mi 22 strony i bez takich perełek jak opis kolejnych nauczycieli. Moze się poprawię.
Chciałbym jednak, na zakończenie, powtórzyc takie trzy prawdy które, moim zdaniem, młodzieży zwlaszcza przydać się mogą.
– Wiedzieć jest zawsze lepiej niż nie wiedzieć
– Lepiej być dzialaczem niż przezuwaczem będąc na publicznej scenie. Zwalaszcza gdy ma się zawód uprawniający do refleksji na rzeczywistością spoleczną zwłaszcza.
– mieć kilku przyjaciół, kilku, nie armię a kilku.To wystarczy
Dziękuję. Na pomysł tego tekstu wpadłem po jednym z komentarzy na SO, gdzie autor (słusznie) wskazywał na róznice miedzy nami. Te różnice kiedyś a najbardziej dzisiaj zostały sprowadzone do wojenki plemiennej, zupełnie nie oddającej istoty podziałów. Polska kiedys nie dzieliła sie na komuchów i solidaruchów, tak jak dzisiaj nie dzieli sie na prawaków i lewaków, czy jeszcze gorzej patriotów i prawdziwych POlaków z PiSu, oraz zdrajców, zaprzańców, kanalie z drugiej strony.
*
Polska dzieliła sie i dzieli na ludzi którzy mieli ambicje, cele, coś chcieli nie tylko dla siebie ale także dla innych, oraz na ludzi, którym jest wszystko jedno,innych maja w nosie a najbardziej ich cieszy, kiedy sąsiadowi zdechnie krowa.
Polska dzieli sie na ludzi porządnych, uczciwych i prawych, oraz takich którzy te wartości maja za nic, uwazając że przyzwoitość to słabość, a uczciwość to frajerstwo.
Polska dzieli sie na ludzi myslących, z otwartą głową, światłych i tolerancyjnych, oraz na ludzi, którzy takich postaw nie akceptują i wolą powtarzać slogany i anachroniczne stereotypy , nie rozwijać się i nienawidzić wszelkich odmienności.
*
Wspomnienie o moich nauczycielach, autorytetach, ludziach mądrych i dobrych, w tym o środowisku załozycieli, współpracowników a także komentatorów SO to narracja o ludziach, którym takie podziały przeszkadzały i przeszkadzają i którzy zmieniali i zmieniaja Polske bo wiedzieli i wiedzą, że zmiany w kierunku otwartości, tolerancji, edukacji oraz demokracji dają nadzieję na przezwycieżenie destrukcyjnych podziałów, które same w sobie nie tylko nie rozwiazują żadnego z naszych problemów, ale są wprost odpowiedzialne za tworzenie nowych, destrukcyjnych róznic miedzy ludźmi. To opowiadanie o nadziejach i szansach, zamiast o maraźmie i wykluczeniu.
Wspaniały tekst . Teraz widzę to jasno: te pokolenia nauczyły nas chcieć więcej, nie zadawalać się tym co mamy. Jeżeli istnieje gdzieś esencja polskości, która się pragnie nieść w sercu, to jest właśnie ten przekaz tak pięknie opowiedziany przez pana Sławka.
Dziekuję.
„Esencja polskości” – piękne określenie. Jeżeli istnieje, to właśnie dzięki pracy setek tysiecy a może i milionów ludzi podobnych do osób, które wspominam. Jest ich znacznie więcej niż myslimy, tyle że nie narzucają siebie nikomu, ani nie działają na pokaz. To dzięki nim jeszcze nie zwariowaliśmy z nadmiaru „upojenia szczęściem PiSu i ePiSkopatu”. I to oni – w tym także my wszyscy, w końcu przezwyciężymy dwie zarazy – pisowską i covidową.