W tym miejscu warto wspomnieć anegdotkę z pierwszej podróży Einsteina do USA w 1921 r. Po zacumowaniu statku w porcie na pokład wpadła duża delegacja prominentnych starozakonnych, mieszkających w Ameryce. Oprócz serdecznego przywitania zadawali Einsteinowi, już wówczas uważanemu za jednego z najwybitniejszych fizyków, ważne pytania egzystencjalne. Na jedno z nich, czy pan profesor wierzy w boga, Einstein miał podobno odpowiedzieć: „Wierzę, ale wasz bóg i mój bóg, to dwa odrębne byty i światy.” Z tym powiedzonkiem o konsultantach jest podobnie.
Studio Opinii odnotowałem zaraz jak powstało w 2008 roku. Od początku formuła pisma internetowego bardzo mi odpowiadała. Czytałem uważnie i z przyjemnością głosy ludzi, których znałem już dużo wcześniej z twórczości dziennikarskiej, publicystycznej czy z opublikowanych książek. Mimo tego, w okresie 2009-2012, z braku czasu czytałem artykuły na tym portalu sporadycznie. Dopiero od 2013 r. kiedy zakończyłem wielki projekt zawodowy, ostatni jak dotąd w moim życiu, wróciłem do domu i zająłem się pracą, którą projektowałem od kilku lat. Uwolniłem przy okazji dużo więcej czasu dla siebie i zacząłem więcej czytać i stopniowo komentować artykuły na SO. Tutaj moje drogi życiowe zetknęły mnie z osobami publicznymi, które pamiętałem z ich wieloletniej działalności dziennikarskiej.
O większości „ojców założycieli” oraz stałych współpracowników SO mógłbym napisać, z jakich rzeczy zapamiętałem każdą konkretną osobę. Ponieważ zrobiłby się z tego niestrawny tekst typu laurka szkolna czy akademia ku czci, odwołam się do innej metody. Przywołam trzy osoby, w moim pojęciu, reprezentatywne dla Studia Opinii i na ich ręce złożę stosowne wyrazy.
Te trzy osoby to Panowie Redaktorzy w kolejności alfabetycznej: Stefan Bratkowski, Bogdan Miś i Ernest Skalski.
Wybór nie jest przypadkowy – Redaktor Stefan Bratkowski jest niejako jednym z symboli SO, postacią dla mojego pokolenia legendarną, o której wcześniej już wspominałem, do niedawna jeszcze publikującym na SO.
Redaktora Bogdana Misia kojarzę z czasów pracy w TVP, jako ówczesny namiętny oglądacz programów popularno-naukowych i teleturniejów. Moja (nieżyjąca już) żona zachęciła mnie także do lektury kilku książek opublikowanych przez Redaktora i miała rację, bo wszystkie pamiętam jako znakomite. Wreszcie prawie wszyscy stykamy się z bieżącą pracą Redaktora BM na SO. Gdyby nie jego żmudna i niewidoczna praca redakcyjna, korekcyjna, selekcyjna i moderująca, Studio Opinii nie byłoby takie fajne.
Z Redaktorem Ernestem Skalskim wiąże się moja uważna lektura jego publicystyki zarówno z okresu Tygodnika Solidarność, a potem Gazety Wyborczej i Rzepy. Pamiętam również publikacje sprzed 1980 r. w Życiu Gospodarczym, Kulturze i Polityce. Nadal podziwiam jego pióro w artykułach publikowanych na SO.
Wymienieni Panowie Redaktorzy reprezentują pokolenie urodzone w okresie 1930-1940, które zbiorczo w mojej świadomości utrwaliło się jako pokolenie „Po prostu”, chociaż zdaje się tylko jeden z Panów Redaktorów tam publikował. Dla wszystkich młodszych i starszych również (miałem 4 lata kiedy doszło do „odwilży” – tak to już 64 lata temu) – tygodnik „Po prostu” w okresie od 1955 do 1957 roku był symbolem przemian polskiego października.
Redakcję stanowiło wielu znanych dziennikarzy i działaczy społecznych, którzy publikowali swoje teksty na łamach gazety, m.in. Agnieszka Osiecka, Jerzy Ambroziewicz, Stefan Bratkowski, Czesław Czapów, Włodzimierz Godek, Marek Hłasko, Stanisław Manturzewski, Jan Olszewski, Lech Emfazy Stefański, Jerzy Strzałkowski, Ryszard Turski, Jerzy Urban, Jerzy Vaulin czy Witold Wirpsza.
Moja przygoda z „Po prostu” miała miejsce w stanie wojennym, kiedy u ojca w piwnicy znalazłem archiwalne egzemplarze tygodnika z tego okresu. Po lekturze większości zorientowałem się, że ruch społeczny „Solidarność” dziedziczy dorobek intelektualny tamtego pokolenia i spośród różnych źródeł inspiracji, to artykułowane w „Po prostu” jest mi najbliższe.
Zastanawiałem się dlaczego myślę w kategoriach pokolenia „Po prostu” – pierwszego wolnego i donośnego głosu tego pokolenia w PRL. Wynika to z faktu, że to był pierwszy okres, kiedy ci młodzi wówczas ludzie byli już dorośli i kiedy mogli wyrazić swoje cele, dążenia i marzenia w sposób wolny od ingerencji cenzury i ówczesnej autocenzury, bądź komunistycznej „poprawności politycznej”.
Przesłanie pokolenia „Po prostu” jest dla mnie przesłaniem w dużym stopniu równoznacznym z przesłaniem „ojców założycieli” Studia Opinii. To właśnie to pokolenie, moich nauczycieli szkolnych, dyrektorów przedsiębiorstw, wspaniałych dziennikarzy, pisarzy i publicystów znanych z łamów SO, pokolenie tak dramatycznie doświadczone hitleryzmem w dzieciństwie i stalinizmem w młodości, przeniosło do naszych czasów najlepsze wzorce, wartości i zachowania światłych, rzetelnych i przyzwoitych Polaków. I za to składam hołd bardzo wielu ludziom tego pokolenia i wyrażam szacunek — za wspaniale wykonaną, a często nadal wykonywaną, pracę w marszu pokoleń.

Dzięki Panie Sławku, za ta opowieść wigilijną, za jej otwartość i bliskość, za wspomnienie tego co nam może dawać siłę na przyszłość – dziedzictwa polskich reformatorów, w tym za podziękowanie Redaktorom SO, do którego się przyłączam.
Dziękuję. Historia sprawia, że od ponad 250 lat polscy inteligenci chcąc, nie chcąc stają się reformatorami. Nie wszyscy i w daleko nierównym stopniu, ale to już wystarczy abyśmy zmieniali Polskę na lepsze. W kierunku, który inni osiagnęli wcześniej, dzięki czemu mamy punkty odniesienia. Nawet ci, którzy dzisiaj próbują zawracać Wisłę kijem przyczyniają się do reformowania kraju, choć pewnie wbrew swoim intencjom.
*
To wielki przywilej móc dziękować Redaktorom SO. My, czyli ci co z ich pracy, myśli, artykułów i książek czerpią pełnymi garściami, chyba najbardziej wiemy jaki to ma głęboki sens. Grzech i wstyd byłoby tego nie zrobić. Powiem wiecej – to byłby błąd.
Ciekawa sprawa, nigdy nie piszemy o nauczycielach, których zapomnieliśmy. Piszemy o tych, którzy jak kula bilardowa uderzyli nas powodując ruch. Pamiętamy tych kilku wspaniałych i pamiętamy potworów. Ci, których nazwisk nie pamiętamy zostali zapomniani nie bez powodu. Idąc szkolnym korytarzem podczas przerwy możemy zauważyć, tych, którzy będa zapamiętani, jedni mają kłopot z dotarciem do celu, bo dzieciaki mają do nich tysiące spraw. Inni powodują nagłą ciszę i kulenie się przed wzrokiem człowieka, który idzie jak lodołamacz, W rozmowach dorosłych o nauczycielach, każdy wyciąga tego, który był najważniejszy. Zdumiewające, bo ci nauczyciele są również w miejscach gdzie diabeł ma młode i w czasach koszmaru. Nauczyciel historii w szkole podstawowej, (głęboko w stalinowskich czasach), tak opowiadał o starożytności, że kojarzyła się z czasem teraźniejszym. Któregoś dnia zniknął i nigdy nie udało mi się dowiedzieć, co się z nim stało.
Widocznie miałem szczęście, bo w całym procesie kształcenia nie pamiętam nikogo, kto choćby trochę przypominał potwora. Pewnie bym taką osobę zapamiętał. Owszem, przypominam sobie osoby opryskliwe, niesympatyczne, mściwe czy jawnie niesprawiedliwe, lub kierujące się niezrozumiałymi pobudkami.
*
Jedyny potwór jakiego kojarzę, to nie był mój nauczyciel a Tusk nazywa go potworem ciasteczkowym. Towarzyszą mu – kieszonkowy potwór zerro, i oczywiście czarnek polskiej edukacji, a także pewien nieustannie kłamiący pinokio.
Wielkie dzięki za tekst, wyrazam najwyższy podziw dla pamięci o ludziach i sprawach sprzed wielu lat. Te moje podziekowania są tak wielkie jako, ze i ja byłem proszony przez młodzież, taką co to najpierw na pięciu sesjach po 2 godziny kazda kazała mi mówić do mikrofonu o swoim zyciu, o czasach w których żyć i pracować mi przyszło poprosiła o napisanie takiej piguły, takiej esencji tego co na taśmie zostalo zarejestrowane. Napisałem ale porównując to z Pana tekstem to mało, wyszlo mi 22 strony i bez takich perełek jak opis kolejnych nauczycieli. Moze się poprawię.
Chciałbym jednak, na zakończenie, powtórzyc takie trzy prawdy które, moim zdaniem, młodzieży zwlaszcza przydać się mogą.
– Wiedzieć jest zawsze lepiej niż nie wiedzieć
– Lepiej być dzialaczem niż przezuwaczem będąc na publicznej scenie. Zwalaszcza gdy ma się zawód uprawniający do refleksji na rzeczywistością spoleczną zwłaszcza.
– mieć kilku przyjaciół, kilku, nie armię a kilku.To wystarczy
Dziękuję. Na pomysł tego tekstu wpadłem po jednym z komentarzy na SO, gdzie autor (słusznie) wskazywał na róznice miedzy nami. Te różnice kiedyś a najbardziej dzisiaj zostały sprowadzone do wojenki plemiennej, zupełnie nie oddającej istoty podziałów. Polska kiedys nie dzieliła sie na komuchów i solidaruchów, tak jak dzisiaj nie dzieli sie na prawaków i lewaków, czy jeszcze gorzej patriotów i prawdziwych POlaków z PiSu, oraz zdrajców, zaprzańców, kanalie z drugiej strony.
*
Polska dzieliła sie i dzieli na ludzi którzy mieli ambicje, cele, coś chcieli nie tylko dla siebie ale także dla innych, oraz na ludzi, którym jest wszystko jedno,innych maja w nosie a najbardziej ich cieszy, kiedy sąsiadowi zdechnie krowa.
Polska dzieli sie na ludzi porządnych, uczciwych i prawych, oraz takich którzy te wartości maja za nic, uwazając że przyzwoitość to słabość, a uczciwość to frajerstwo.
Polska dzieli sie na ludzi myslących, z otwartą głową, światłych i tolerancyjnych, oraz na ludzi, którzy takich postaw nie akceptują i wolą powtarzać slogany i anachroniczne stereotypy , nie rozwijać się i nienawidzić wszelkich odmienności.
*
Wspomnienie o moich nauczycielach, autorytetach, ludziach mądrych i dobrych, w tym o środowisku załozycieli, współpracowników a także komentatorów SO to narracja o ludziach, którym takie podziały przeszkadzały i przeszkadzają i którzy zmieniali i zmieniaja Polske bo wiedzieli i wiedzą, że zmiany w kierunku otwartości, tolerancji, edukacji oraz demokracji dają nadzieję na przezwycieżenie destrukcyjnych podziałów, które same w sobie nie tylko nie rozwiazują żadnego z naszych problemów, ale są wprost odpowiedzialne za tworzenie nowych, destrukcyjnych róznic miedzy ludźmi. To opowiadanie o nadziejach i szansach, zamiast o maraźmie i wykluczeniu.
Wspaniały tekst . Teraz widzę to jasno: te pokolenia nauczyły nas chcieć więcej, nie zadawalać się tym co mamy. Jeżeli istnieje gdzieś esencja polskości, która się pragnie nieść w sercu, to jest właśnie ten przekaz tak pięknie opowiedziany przez pana Sławka.
Dziekuję.
„Esencja polskości” – piękne określenie. Jeżeli istnieje, to właśnie dzięki pracy setek tysiecy a może i milionów ludzi podobnych do osób, które wspominam. Jest ich znacznie więcej niż myslimy, tyle że nie narzucają siebie nikomu, ani nie działają na pokaz. To dzięki nim jeszcze nie zwariowaliśmy z nadmiaru „upojenia szczęściem PiSu i ePiSkopatu”. I to oni – w tym także my wszyscy, w końcu przezwyciężymy dwie zarazy – pisowską i covidową.