Sławek: Marsz pokoleń44 min czytania

()

Z Jasią rozstaliśmy się w 1961 roku, kiedy mój dziadek przeszedł na emeryturę i zmieniliśmy miejsce zamieszkania.

Dla Jasi miałem pewien rodzaj podziwu, który pamiętam do dzisiaj. Z nadleśnictwa do domu miała 2 kilometry ostrego marszu, w większości przez wielki, mroczny, ciemny las, który mnie, dziecko napawał w nocy przerażeniem. Od wczesnej jesieni do późnej wiosny, kiedy przychodziła do pracy na 7. rano było jeszcze ciemno. Kiedy wracała do domu często po 18. było już ciemno. Wyobraźnia dziecka, wychowywanego w atmosferze pełnej niesamowitych opowieści o duchach, seansach spirytystycznych, podpowiadała najgorsze sceny. Jasia miała u nas w domu osobny pokój do swojej dyspozycji, więc kiedy zmordowana po całym dniu pracy nie mając siły iść do domu, zostawała na noc, byłem przynajmniej spokojny, że nic się jej nie stanie.

Spotkaliśmy się po raz ostatni wiele lat temu na pogrzebie mojego kuzyna, po ponad 50 latach niewidzenia się. Jasia mnie nie poznała, do momentu, kiedy się odezwałem. Ona w moich oczach zmieniła się mniej, bo spotkałem ją w dzieciństwie jako dorosłą osobę. Przez dwie godziny opowiedzieliśmy sobie wzajemnie przebieg naszego życia, przerastający jak zwykle wyobraźnię. Okazało się, że obydwie strony noszą w sercu sentyment do wspólnie spędzonych lat i bliskich, których już z nami nie ma. Spłakaliśmy się jak bobry.

Ze szkoły podstawowej w Łodzi, do której dołączyłem w wieku 11 lat (poprzednio chodziłem do szkoły w małym miasteczku), zapamiętałem różnych nauczycieli. O trojgu z nich pamiętam najbardziej.

Polonistka (rocznik 1932) — piękna i elegancka — filigranowa kobieta. Zawdzięczam jej mnóstwo zachęt i wskazówek do pracy nad sobą. Poświęcała mi indywidualnie masę czasu i uwagi zwracając uwagę na predyspozycje językowe – do dzisiaj mam wyrzuty sumienia, że ją zawiodłem i nie poszedłem na polonistykę. Przynajmniej staram się używać mowy ojczystej w miarę poprawnie – z naciskiem na staram się.

Matematyk (rocznik 1930) – surowy, wymagający i groźny, a zarazem człowiek ciepły, troskliwy i serdeczny – cechy wydawałoby się nie do pogodzenia. To jemu zawdzięczam rzecz w matematyce najważniejszą, przynajmniej dla mnie – gruntowną znajomość podstaw.

Nauczyciel prac ręcznych (rocznik 1940) – chłopak, który w latach 1964 -1966 opowiadał nam swoje wspaniałe podróże po Europie Zachodniej, kiedy byliśmy szczelnie odgrodzeni żelazną kurtyną. Miał matkę w Belgii, która co roku fundowała mu dwa miesiące podróży po całej Europie i uważał za swój obowiązek podzielić się z nami swoimi wrażeniami z podróży, a opowiadał pięknie. Wówczas pobyty za żelazną kurtyną były czymś niezwykłym. Jego opowiadania w trakcie majsterkowania na lekcjach pamiętam do dziś, kiedy zwiedzam różne zakątki naszego kontynentu. Mimo upływu dziesięcioleci odnajduję wiele śladów jego wspomnień – miał dar zapamiętywania detali. Już wówczas opowiadał o tym, że autostrady w Belgii są w nocy oświetlone. Dwadzieścia kilka lat potem doświadczyłem tego jako kierowca.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

8 komentarzy

  1. Musz 25.12.2020
    • slawek 25.12.2020
  2. Andrzej Koraszewski 25.12.2020
    • slawek 25.12.2020
  3. z.szczypinski@chello.pl 26.12.2020
    • slawek 26.12.2020
  4. Arkadiusz Głuszek 26.12.2020
    • slawek 26.12.2020