Sławek: Marsz pokoleń44 min czytania

()

Profesor był osobą publiczną, ale ponieważ znam dobrze jego bliskich — nie mając z nimi kontaktu nie wiem, czy życzyliby sobie, aby wymieniać jego imię i nazwisko.

W okresie karnawału wolności 1980 -1981 – byłem doradcą zarządu regionu Solidarności ds. samorządu pracowniczego. Tłumacząc z polskiego na nasz — strażakiem wysyłanym do gaszenia pożarów strajkowych, bo strajkujący oprócz działaczy związkowych słuchali jeszcze czasami działaczy samorządowych. Wtedy poznałem wielu wspaniałych ludzi po obu stronach sceny politycznej – różnorodnych działaczy „S” i kadry kierowniczej przedsiębiorstw. I znowu dużo się nauczyłem od jednych i od drugich — w większości byli to ludzie pokolenia 1930-1940.

Pamiętam jak wielkim przeżyciem dla mnie i nie tylko dla mnie było spotkanie ze Stefanem Bratkowskim. Doszło do niego na konferencji naukowej pod egidą „S”. Osoba Pana Redaktora była pamiętana jeszcze z czasów „Po prostu” będąc legendą prawdziwego polskiego życia intelektualnego. Moje zainteresowanie wynikało ponadto z lektury kilku jego znakomitych książek. Nie pamiętam wówczas co mówił Pan Stefan, ale wyszedłem po tym spotkaniu jakbym dotknął wolnej Polski, o której marzyliśmy. Polski normalnej, światłej, racjonalnej, otwartej na świat i przyjaznej swoim obywatelom. Dla mnie to spotkanie było szczególnie ważne, bo Stefan Bratkowski reprezentował pozytywistyczną i propaństwową wizję naszego kraju. Takie spotkania ładują akumulator energii do działania na szereg lat.

Po wprowadzeniu stanu wojennego działaczy samorządowych nie czepiano się uznając ich za nieszkodliwych idiotów. Mogłem pracując na uniwersytecie dorabiać prowadząc szkolenia rad pracowniczych w przedsiębiorstwach. Te szkolenia odbywały się pod hasłem reformy gospodarczej, bo mało kto dziś pamięta jeszcze, że Jaruzelski po wprowadzeniu stanu wojennego powołał Komisję ds. Reformy Gospodarczej, a ta wdrożyła reformę. Nie chcę omawiać tej oktrojowanej reformy, bo ona nie zapobiegła agonii systemu, a niektórzy twierdzą, że ją przyspieszyła, ale znowu – moje kontrakty w przedsiębiorstwach, jak i w radach pracowniczych odnowiły się i znacznie poszerzyły. Co prawda w ówczesnym, nieco innym podziale plemiennym na „komuchów” i „solidaruchów” nie byłem człowiekiem dla działaczy gospodarczych związanych z PZPR z ich bajki, ale udało mi się z wieloma z nich nawiązać relacje towarzysko – koleżeńskie na podstawie zainteresowań zawodowych. Od nich, ja ówczesny teoretyk zarządzania, nauczyłem się masę rzeczy z praktyki kierowania ludźmi i te rzeczy są użyteczne do dzisiaj.

Z tego okresu pamiętam nasze działania solidarne przez małe „s”. Jeden z kolegów z uczelni, za działalność w zarządzie regionu „S” wyładował nawet nie w internie, ale w więzieniu z kilkuletnim wyrokiem zostawiając w domu żonę z dwójką dzieci. Był to zresztą człowiek, z którym radykalnie różniliśmy się i nadal różnimy w poglądach. Co miesiąc wielu z nas z Katedry i Wydziału składało się solidarnie na wsparcie rodziny pozbawionej męża i ojca. Nikt nie traktował tego inaczej niż jako minimum przyzwoitości w tamtych warunkach.

Po 1989 r. prowadziłem szkolenia w przedsiębiorstwach państwowych z reformy Balcerowicza. Wielu z poznanych wcześniej dyrektorów zapraszało mnie do przedsiębiorstw na wykłady, odczyty, abym podzielił się z nimi swoim poglądem na to, dokąd to zmierza, jak to się skończy. Mówiłem im uczciwie jaki to ma kierunek i co trzeba robić. Wielu z nich stosowało taką zasadę Polaków znaną jeszcze pod zaborami – przetrwaliśmy szereg „reform” Gomułki, Gierka to i Balcerowicza przeczekamy. Stanowczo odradzałem im taką strategię jako błędną. Ci, którzy zechcieli mój pogląd przyjąć do wiadomości wygrali. Inni, którzy wzięli na przeczekanie, polegli. Polegli nie fizycznie, ale jako dyrektorzy przedsiębiorstw.

W tamtym okresie dyrektorzy, którzy rozumieli odrębność sytuacji od czasów Gomułki, Gierka zamawiali różne dodatkowe szkolenia i prace doradcze w firmie konsultingowej, jaką z przyjaciółmi założyliśmy jeszcze w 1988 roku. Wielu z nich, „ocalałych” spotkałem potem jako szef banku, który założyli w 1991 r. a w którym, kilka lat później, wygrałem konkurs na prezesa zarządu. Byli to ludzie nieco starsi ode mnie, właśnie z przedziału roczników (1925-1945). Z wieloma z nich połączyły mnie więzy dobrego koleżeństwa na szereg lat następnych. Chcąc opisać większość tych postaci, ich kwalifikacje i osobowości, czasami niezwykle ciekawe i barwne, należałoby napisać osobny tekst, co może w przyszłości zrobię.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

8 komentarzy

  1. Musz 25.12.2020
    • slawek 25.12.2020
  2. Andrzej Koraszewski 25.12.2020
    • slawek 25.12.2020
  3. z.szczypinski@chello.pl 26.12.2020
    • slawek 26.12.2020
  4. Arkadiusz Głuszek 26.12.2020
    • slawek 26.12.2020