Profesor był osobą publiczną, ale ponieważ znam dobrze jego bliskich — nie mając z nimi kontaktu nie wiem, czy życzyliby sobie, aby wymieniać jego imię i nazwisko.
W okresie karnawału wolności 1980 -1981 – byłem doradcą zarządu regionu Solidarności ds. samorządu pracowniczego. Tłumacząc z polskiego na nasz — strażakiem wysyłanym do gaszenia pożarów strajkowych, bo strajkujący oprócz działaczy związkowych słuchali jeszcze czasami działaczy samorządowych. Wtedy poznałem wielu wspaniałych ludzi po obu stronach sceny politycznej – różnorodnych działaczy „S” i kadry kierowniczej przedsiębiorstw. I znowu dużo się nauczyłem od jednych i od drugich — w większości byli to ludzie pokolenia 1930-1940.
Pamiętam jak wielkim przeżyciem dla mnie i nie tylko dla mnie było spotkanie ze Stefanem Bratkowskim. Doszło do niego na konferencji naukowej pod egidą „S”. Osoba Pana Redaktora była pamiętana jeszcze z czasów „Po prostu” będąc legendą prawdziwego polskiego życia intelektualnego. Moje zainteresowanie wynikało ponadto z lektury kilku jego znakomitych książek. Nie pamiętam wówczas co mówił Pan Stefan, ale wyszedłem po tym spotkaniu jakbym dotknął wolnej Polski, o której marzyliśmy. Polski normalnej, światłej, racjonalnej, otwartej na świat i przyjaznej swoim obywatelom. Dla mnie to spotkanie było szczególnie ważne, bo Stefan Bratkowski reprezentował pozytywistyczną i propaństwową wizję naszego kraju. Takie spotkania ładują akumulator energii do działania na szereg lat.
Po wprowadzeniu stanu wojennego działaczy samorządowych nie czepiano się uznając ich za nieszkodliwych idiotów. Mogłem pracując na uniwersytecie dorabiać prowadząc szkolenia rad pracowniczych w przedsiębiorstwach. Te szkolenia odbywały się pod hasłem reformy gospodarczej, bo mało kto dziś pamięta jeszcze, że Jaruzelski po wprowadzeniu stanu wojennego powołał Komisję ds. Reformy Gospodarczej, a ta wdrożyła reformę. Nie chcę omawiać tej oktrojowanej reformy, bo ona nie zapobiegła agonii systemu, a niektórzy twierdzą, że ją przyspieszyła, ale znowu – moje kontrakty w przedsiębiorstwach, jak i w radach pracowniczych odnowiły się i znacznie poszerzyły. Co prawda w ówczesnym, nieco innym podziale plemiennym na „komuchów” i „solidaruchów” nie byłem człowiekiem dla działaczy gospodarczych związanych z PZPR z ich bajki, ale udało mi się z wieloma z nich nawiązać relacje towarzysko – koleżeńskie na podstawie zainteresowań zawodowych. Od nich, ja ówczesny teoretyk zarządzania, nauczyłem się masę rzeczy z praktyki kierowania ludźmi i te rzeczy są użyteczne do dzisiaj.
Z tego okresu pamiętam nasze działania solidarne przez małe „s”. Jeden z kolegów z uczelni, za działalność w zarządzie regionu „S” wyładował nawet nie w internie, ale w więzieniu z kilkuletnim wyrokiem zostawiając w domu żonę z dwójką dzieci. Był to zresztą człowiek, z którym radykalnie różniliśmy się i nadal różnimy w poglądach. Co miesiąc wielu z nas z Katedry i Wydziału składało się solidarnie na wsparcie rodziny pozbawionej męża i ojca. Nikt nie traktował tego inaczej niż jako minimum przyzwoitości w tamtych warunkach.
Po 1989 r. prowadziłem szkolenia w przedsiębiorstwach państwowych z reformy Balcerowicza. Wielu z poznanych wcześniej dyrektorów zapraszało mnie do przedsiębiorstw na wykłady, odczyty, abym podzielił się z nimi swoim poglądem na to, dokąd to zmierza, jak to się skończy. Mówiłem im uczciwie jaki to ma kierunek i co trzeba robić. Wielu z nich stosowało taką zasadę Polaków znaną jeszcze pod zaborami – przetrwaliśmy szereg „reform” Gomułki, Gierka to i Balcerowicza przeczekamy. Stanowczo odradzałem im taką strategię jako błędną. Ci, którzy zechcieli mój pogląd przyjąć do wiadomości wygrali. Inni, którzy wzięli na przeczekanie, polegli. Polegli nie fizycznie, ale jako dyrektorzy przedsiębiorstw.
W tamtym okresie dyrektorzy, którzy rozumieli odrębność sytuacji od czasów Gomułki, Gierka zamawiali różne dodatkowe szkolenia i prace doradcze w firmie konsultingowej, jaką z przyjaciółmi założyliśmy jeszcze w 1988 roku. Wielu z nich, „ocalałych” spotkałem potem jako szef banku, który założyli w 1991 r. a w którym, kilka lat później, wygrałem konkurs na prezesa zarządu. Byli to ludzie nieco starsi ode mnie, właśnie z przedziału roczników (1925-1945). Z wieloma z nich połączyły mnie więzy dobrego koleżeństwa na szereg lat następnych. Chcąc opisać większość tych postaci, ich kwalifikacje i osobowości, czasami niezwykle ciekawe i barwne, należałoby napisać osobny tekst, co może w przyszłości zrobię.

Dzięki Panie Sławku, za ta opowieść wigilijną, za jej otwartość i bliskość, za wspomnienie tego co nam może dawać siłę na przyszłość – dziedzictwa polskich reformatorów, w tym za podziękowanie Redaktorom SO, do którego się przyłączam.
Dziękuję. Historia sprawia, że od ponad 250 lat polscy inteligenci chcąc, nie chcąc stają się reformatorami. Nie wszyscy i w daleko nierównym stopniu, ale to już wystarczy abyśmy zmieniali Polskę na lepsze. W kierunku, który inni osiagnęli wcześniej, dzięki czemu mamy punkty odniesienia. Nawet ci, którzy dzisiaj próbują zawracać Wisłę kijem przyczyniają się do reformowania kraju, choć pewnie wbrew swoim intencjom.
*
To wielki przywilej móc dziękować Redaktorom SO. My, czyli ci co z ich pracy, myśli, artykułów i książek czerpią pełnymi garściami, chyba najbardziej wiemy jaki to ma głęboki sens. Grzech i wstyd byłoby tego nie zrobić. Powiem wiecej – to byłby błąd.
Ciekawa sprawa, nigdy nie piszemy o nauczycielach, których zapomnieliśmy. Piszemy o tych, którzy jak kula bilardowa uderzyli nas powodując ruch. Pamiętamy tych kilku wspaniałych i pamiętamy potworów. Ci, których nazwisk nie pamiętamy zostali zapomniani nie bez powodu. Idąc szkolnym korytarzem podczas przerwy możemy zauważyć, tych, którzy będa zapamiętani, jedni mają kłopot z dotarciem do celu, bo dzieciaki mają do nich tysiące spraw. Inni powodują nagłą ciszę i kulenie się przed wzrokiem człowieka, który idzie jak lodołamacz, W rozmowach dorosłych o nauczycielach, każdy wyciąga tego, który był najważniejszy. Zdumiewające, bo ci nauczyciele są również w miejscach gdzie diabeł ma młode i w czasach koszmaru. Nauczyciel historii w szkole podstawowej, (głęboko w stalinowskich czasach), tak opowiadał o starożytności, że kojarzyła się z czasem teraźniejszym. Któregoś dnia zniknął i nigdy nie udało mi się dowiedzieć, co się z nim stało.
Widocznie miałem szczęście, bo w całym procesie kształcenia nie pamiętam nikogo, kto choćby trochę przypominał potwora. Pewnie bym taką osobę zapamiętał. Owszem, przypominam sobie osoby opryskliwe, niesympatyczne, mściwe czy jawnie niesprawiedliwe, lub kierujące się niezrozumiałymi pobudkami.
*
Jedyny potwór jakiego kojarzę, to nie był mój nauczyciel a Tusk nazywa go potworem ciasteczkowym. Towarzyszą mu – kieszonkowy potwór zerro, i oczywiście czarnek polskiej edukacji, a także pewien nieustannie kłamiący pinokio.
Wielkie dzięki za tekst, wyrazam najwyższy podziw dla pamięci o ludziach i sprawach sprzed wielu lat. Te moje podziekowania są tak wielkie jako, ze i ja byłem proszony przez młodzież, taką co to najpierw na pięciu sesjach po 2 godziny kazda kazała mi mówić do mikrofonu o swoim zyciu, o czasach w których żyć i pracować mi przyszło poprosiła o napisanie takiej piguły, takiej esencji tego co na taśmie zostalo zarejestrowane. Napisałem ale porównując to z Pana tekstem to mało, wyszlo mi 22 strony i bez takich perełek jak opis kolejnych nauczycieli. Moze się poprawię.
Chciałbym jednak, na zakończenie, powtórzyc takie trzy prawdy które, moim zdaniem, młodzieży zwlaszcza przydać się mogą.
– Wiedzieć jest zawsze lepiej niż nie wiedzieć
– Lepiej być dzialaczem niż przezuwaczem będąc na publicznej scenie. Zwalaszcza gdy ma się zawód uprawniający do refleksji na rzeczywistością spoleczną zwłaszcza.
– mieć kilku przyjaciół, kilku, nie armię a kilku.To wystarczy
Dziękuję. Na pomysł tego tekstu wpadłem po jednym z komentarzy na SO, gdzie autor (słusznie) wskazywał na róznice miedzy nami. Te różnice kiedyś a najbardziej dzisiaj zostały sprowadzone do wojenki plemiennej, zupełnie nie oddającej istoty podziałów. Polska kiedys nie dzieliła sie na komuchów i solidaruchów, tak jak dzisiaj nie dzieli sie na prawaków i lewaków, czy jeszcze gorzej patriotów i prawdziwych POlaków z PiSu, oraz zdrajców, zaprzańców, kanalie z drugiej strony.
*
Polska dzieliła sie i dzieli na ludzi którzy mieli ambicje, cele, coś chcieli nie tylko dla siebie ale także dla innych, oraz na ludzi, którym jest wszystko jedno,innych maja w nosie a najbardziej ich cieszy, kiedy sąsiadowi zdechnie krowa.
Polska dzieli sie na ludzi porządnych, uczciwych i prawych, oraz takich którzy te wartości maja za nic, uwazając że przyzwoitość to słabość, a uczciwość to frajerstwo.
Polska dzieli sie na ludzi myslących, z otwartą głową, światłych i tolerancyjnych, oraz na ludzi, którzy takich postaw nie akceptują i wolą powtarzać slogany i anachroniczne stereotypy , nie rozwijać się i nienawidzić wszelkich odmienności.
*
Wspomnienie o moich nauczycielach, autorytetach, ludziach mądrych i dobrych, w tym o środowisku załozycieli, współpracowników a także komentatorów SO to narracja o ludziach, którym takie podziały przeszkadzały i przeszkadzają i którzy zmieniali i zmieniaja Polske bo wiedzieli i wiedzą, że zmiany w kierunku otwartości, tolerancji, edukacji oraz demokracji dają nadzieję na przezwycieżenie destrukcyjnych podziałów, które same w sobie nie tylko nie rozwiazują żadnego z naszych problemów, ale są wprost odpowiedzialne za tworzenie nowych, destrukcyjnych róznic miedzy ludźmi. To opowiadanie o nadziejach i szansach, zamiast o maraźmie i wykluczeniu.
Wspaniały tekst . Teraz widzę to jasno: te pokolenia nauczyły nas chcieć więcej, nie zadawalać się tym co mamy. Jeżeli istnieje gdzieś esencja polskości, która się pragnie nieść w sercu, to jest właśnie ten przekaz tak pięknie opowiedziany przez pana Sławka.
Dziekuję.
„Esencja polskości” – piękne określenie. Jeżeli istnieje, to właśnie dzięki pracy setek tysiecy a może i milionów ludzi podobnych do osób, które wspominam. Jest ich znacznie więcej niż myslimy, tyle że nie narzucają siebie nikomu, ani nie działają na pokaz. To dzięki nim jeszcze nie zwariowaliśmy z nadmiaru „upojenia szczęściem PiSu i ePiSkopatu”. I to oni – w tym także my wszyscy, w końcu przezwyciężymy dwie zarazy – pisowską i covidową.