Krzysztof Łoziński: Sprawa (nie tylko) Narożniaka85 min czytania

()

Po drugiej stronie

Cofnijmy się w czasie o parę godzin. 26 listopada zbiera się Biuro Polityczne KC PZPR. Panuje na nim chaos i histeria. Niektórzy wręcz proponują działania magiczne. Stefan Olszowski chce złamać strajk za pomocą „wystąpienia w telewizji ministra sprawiedliwości i prezydenta Warszawy”, Tadeusz Grabski za pomocą „uchwały antystrajkowej”. Wojciech Jaruzelski oburza się, że Życie Warszawy opublikowało oświadczenie Solidarności. Władysław Kruczek histeryzuje: „Artykuł Życia Warszawy nie tylko o Narożniaku pisze, już biorą się za Służbę Bezpieczeństwa, dobiorą się i do nas!”. Wspierają go w tej histerii Henryk Jabłoński i Mieczysław Jagielski – „to, co opublikowało Życie Warszawy, jest karygodne!” Między tym wszystkim wezwania do użycia przemocy pomieszane z biadoleniem, że „nie jesteśmy na to przygotowani”.

Na plenum pojawiają się żądania „przyspieszenia przygotowań do konfrontacji” (Olszowski, Grabski, Milewski, Kruczek, Jaruzelski, Brych). Wojciech Jaruzelski wypowiada zdanie: „Czy tow. Jabłoński będzie w stanie uzyskać stanowisko Rady Państwa dla dekretu o stanie wojennym?” (wszystko to cytuję za protokołem KC PZPR z 26 listopada 1980 roku). Rozważane są różne warianty: zwolnić tylko Narożniaka, zwolnić obu, nie zwalniać żadnego.

„Tow. Stanisław Kania – Informacja od towarzysza Fiszbacha – jeśli Narożniak zostanie zwolniony i pojawi się dziś w Ursusie, to strajk odwołają. Mają plan strajku dla wszystkich dużych miast.

Tow. Kazimierz Barcikowski – Na konfrontację nie jesteśmy przygotowani.

Tow. Stefan Olszowski – Czy wtedy, gdy zdecydowano się na aresztowanie Narożniaka, nie brano tego wszystkiego pod uwagę?

Tow. Józef Pińkowski – Przeciwnicy dążą do demontażu władzy. Sprawa Narożniaka jest ogromna, może dojść do awantur. Czy czas do podjęcia konfrontacji jest odpowiedni i sprawa tego warta? Jeśli odwołaliby strajk, to można to (zwolnienie aresztowanych) rozważyć. Jednocześnie powołać sztab, który podejmie wszechstronne przygotowania na wypadek konfrontacji, rozważyć możliwość wprowadzenia stanu wojennego.”

Jakże groźnie brzmią te słowa. 13 miesięcy później stan wojenny wprowadzono. Z tych wypowiedzi widać, że towarzyszom chodziło wyłącznie o czas. Hasło „władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy” traktowano na serio.

Wreszcie decyzję podejmuje Stanisław Kania:

„Podjąć próbę honorowego kompromisu – przerywają strajk, zwalniamy obu zatrzymanych. Natychmiast podjąć przygotowania do osiągnięcia gotowości do konfrontacji:

– powołać roboczy sztab w składzie: Pińkowski, Olszowski, Barcikowski, Grabski, Jagielski, Kociołek, Werblan, Waszczuk, Milewski, Czubiński i szef Sztabu Generalnego. Przystąpi do pracy natychmiast.

– dokonać bilansu wszystkich sił, możliwości manewrowania nimi,

– opracować rozwiązania prawne dotyczące strajku,

– zaprogramować funkcjonowanie życia społecznego w warunkach nadzwyczajnych.”

Dziś czytam ten protokół jak kryminał. Czyżbym miał przed sobą pierwszą decyzję o przygotowaniu stanu wojennego? To, że towarzysze postanowili pod wpływem tego kryzysu przystąpić na serio do przygotowań nie ulega wątpliwości. Nie oznacza to jednak, że podjęli już decyzję o jego wprowadzeniu. Raczej chcieli się przygotować na taką ewentualność. Pewne wypowiedzi na tym posiedzeniu wskazują, że myślano o stanie wojennym już wcześniej, ale być może nic konkretnego nie robiono. Teraz podjęto decyzję działania. Z tych dokumentów wynika jasno, że przygotowania do siłowej likwidacji „Solidarności” zarządził nie Jaruzelski, lecz Stanisław Kania. Jaruzelski na pewno jego dzieło kontynuował i zapewne to on podjął ostateczną decyzję, ale pomysłodawcą nie był.

Dodatkowe światło na tę kwestię rzuca protokół z posiedzenia Biura Politycznego z 6 grudnia (10 dni później). Stanisław Kania był już po wizycie w Moskwie, gdzie wezwał go na dywanik zaniepokojony Breżniew. Polscy komuniści dopiero co z trudem przekonali Breżniewa, że podpisując porozumienia sierpniowe opanowali sytuację, a tu minęły nie całe trzy miesiące i strajkuje kilkaset zakładów. Kania musiał się nieźle wić na tym dywaniku.

6 grudnia Stanisław Kania mówił: „Stanowisko zajęte przez bratnie partie na spotkaniu w Moskwie wzmacnia nas i tworzy nowy element sytuacji. Nie ze wszystkimi ocenami przyjaciół możemy się zgodzić, ale musimy je brać pod uwagę jako realność. Nasza sytuacja rzutuje na sytuację w bratnich krajach, dlatego mają one prawo do ostrzejszego spojrzenia na sytuację w Polsce. Wielkim naszym atutem jest zaufanie bratnich partii do naszego kierownictwa, połączone z wiarą, że sytuację opanujemy własnymi siłami.” Przetłumaczmy tę partyjną nowomowę na zrozumiały dla wszystkich język polski: Moskwa poparła pomysł wprowadzenia stanu wojennego („wzmacnia nas”) i wywiera nacisk na jego realizację („tworzy nowy element sytuacji”). Za razem pojawiło się ultimatum („realność”) – jeśli sami stłumicie Solidarność, naszej interwencji nie będzie („zaufanie, że sytuację opanujemy własnymi siłami”). Tym samym zapadła decyzja, już nie o przygotowaniu stanu wojennego, ale o jego wprowadzeniu (choć bez daty). Ta decyzja zapadła w Moskwie.

Przestrzegał bym jednak przed zbyt uproszczoną interpretacją. Do realnego wprowadzenia stanu wojennego był jeszcze rok. Decyzje w tym czasie mogły wielokrotnie się zmieniać. Nie można pisać historii tylko na podstawie jednego, czy dwóch dokumentów. Jedno nie ulega wątpliwości. Sprawa Narożniaka znacznie wzmocniła w szeregach władzy obóz prący do konfrontacji (w którym Jaruzelski był razem z Werblanem i Olszowskim). Wygraliśmy bitwę, ale zaczynaliśmy przegrywać wojnę.

W tej chwili, w 2014 roku, wiem już nieco więcej, co zresztą potwierdzają cytowane tu dokumenty. Komuniści (i SB) zgodzili się na mediację Stefana Bratkowskiego i zwolnienie aresztowanych dlatego, że już wówczas dokładnie wiedzieli, iż Jan Narożniak był tylko nieistotnym i przypadkowym uczestnikiem wydarzeń. Wiedzieli, że jego rola sprowadzała się tylko do wykonania kserokopii, że dostał dokument od kogo innego (choć nie wiedzieli od kogo) i że Narożniak sam nie wie, skąd ten ktoś to miał. Nie przychodziło im do głowy, że jakiś Łoziński z Teatru Wielkiego mógł dwa razy wejść do PG, jak do kina bez biletu. Podejrzewali raczej dywersję we własnych szeregach (czyjąś rozgrywkę personalną z Czubińskim) a nawet zagranie obcego wywiadu. Narożniak i Sapeła nie mili dla nich większego znaczenia. Jeśli nie zwolnili ich do razu, to raczej z nawyku, że jak już siedzi, to niech siedzi, niż z rzeczywistej potrzeby.

Z naszej strony tylko kilka osób z zarządu regionu (Bujak, Romaszewski, Janas(?)) wiedziało, że to ja wyniosłem dokument. Wielokrotnie pytano nas (nawet wprost mnie) skąd się  list Czubińskiego wziął w biurze regionu, ale nie mogliśmy tego ujawnić, bo to by oznaczało kolejne aresztowania. Przedstawiciele strajkujących załóg pytali nas o to także w czasie tego zebrania w Ursusie. Ja na wszelki wypadek zniknąłem z domu. Ukrywała mnie Marysia Zajdler, działaczka „S” z Teatru Rozmaitości.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

14 komentarzy

  1. Jerzy Łukaszewski 24.01.2015
    • Krzysztof Łoziński 24.01.2015
  2. jotbe_x 24.01.2015
  3. Agnieszka Kurek 24.01.2015
    • Krzysztof Łoziński 24.01.2015
  4. Jerzy Łukaszewski 24.01.2015
    • Krzysztof Łoziński 24.01.2015
  5. Woziwoda 25.01.2015
  6. Krzysztof Łoziński 25.01.2015
  7. Piotr Topiński 26.01.2015
  8. Woziwoda 26.01.2015
  9. Krzysztof Łoziński 26.01.2015
  10. Krzysztof Łoziński 26.01.2015
    • Jerzy Łukaszewski 28.01.2015